|
wyjaśnienia oskarżonego B. Ł.
wyjaśnienia H. K. - Ł.
|
W przekonaniu Sądu wyjaśnienia oskarżonych nadają się do łącznego omówienia albowiem wykazywały pewne cechy wspólne.
Sąd dał wiarę wyjaśnieniom oskarżonych tylko w tym zakresie, w jakim stały się podstawą ustaleń faktycznych Sądu i nie były sprzeczne z innymi, bardziej obiektywnymi, dowodami.
Ogólnie oskarżeni starali się uniknąć odpowiedzialności za faktycznie popełnione przestępstwa – przy czym intensyfikowało się to w miarę trwania postępowania, z zauważalnym zwiększeniem dynamiki od chwili ustanowienia obrońcy z wyboru, a już w ogóle na etapie postępowania sądowego. W realiach niniejszej sprawy tym bardziej byli zainteresowani uniknięciem odpowiedzialności karnej, że poza ewentualną dolegliwością kary, w tle jest postępowanie spadkowe po zmarłym B. G., które pozostaje w zawieszeniu do prawomocnego rozpoznania niniejszej sprawy i dla którego miałoby istotne znaczenie ustalenie w sprawie karnej faktu popełnienia umyślnego ciężkiego przestępstwa na szkodę zmarłego (art. 928 §1 pkt 1 k.c.), a również i stwierdzenie innego przestępstwa może nie być bez znaczenia.
Pierwotnie przybierało to postać głównie zatajania niektórych okoliczności, potem coraz bardziej – zwłaszcza od momentu pojawienia się obrońcy – dezawuowania wcześniejszych swoich twierdzeń w tym zakresie, w jakim były dla nich obciążające, sugerowania jakiegoś niezrozumienia wcześniejszych wypowiedzi i depozycji oraz innych przyczyn zgonu pokrzywdzonego. Wreszcie, dodawania stopniowo nowych okoliczności, które miały wzbudzać wątpliwości co do tego co właściwie zaszło i kto odpowiada za skutek śmiertelny, czy gdzie są na to dowody. W ślad za tym szła zresztą aktywność procesowa oskarżonych – np. w zakresie składanych w toku postępowania sądowego wniosków dowodowych, które miały uwiarygodnić te zmieniające się w czasie i zauważalnie labilne twierdzenia. Patrząc na treść chronologicznie najwcześniejszych wyjaśnień, gdzie ten wpływ owych działań nie był jeszcze aż tak widoczny, tam gdzie były one sprzeczne z pierwotną relacją Sąd co do zasady nie dawał wiary późniejszym wywodom oskarżonym, uznając za wiarygodne ich najwcześniejsze depozycje – choć też z zastrzeżeniami.
Zaznaczyć należy, że tworzenie alternatywnych wersji zdarzeń i składanie sprzecznych wyjaśnień mieści się w prawie do obrony oskarżonych (art. 6 k.p.k.), a ich odrzucenie nie może być samo w sobie uznane za przesłankę do wnioskowania, że oskarżeni popełnili czyn – i to akurat w postaci zakładanej przez prokuratora. Trafnie zauważano, że „ułomności dowodów obciążających nie można stawiać na równi z ułomnościami dowodów odciążających. Ze względu na to, że warunkiem sine qua non skazania oskarżonego jest udowodnienie popełnienia przezeń czynu przestępnego, sprzeczności w sferze dowodów odciążających nigdy nie są "równoważne" ze sprzecznościami w zakresie dowodów obciążających” (por. wyrok z 28 września 1995 r., III KRN 88/95, OSNKW z 1995 r., nr 11 – 12, poz. 77). Nie oznacza to jednak również konieczności dawania wiary w końcowych ustaleniach faktycznych Sądu każdej pozornej wątpliwości jaką w toku procesu z powodów czysto taktycznych zaczynają kreować oskarżeni czy ich obrońcy.
Kluczem dla właściwej oceny depozycji oskarżonych jest uwzględnienie łącznie zwłaszcza ośmiu niżej wymienionych elementów, które w sprawie występowały od początku:
-
zachowania oskarżonego B. Ł. wobec personelu pogotowia ratunkowego rankiem 08 marca 2020 r.;
-
małej ilości insuliny znajdującej się w ampułce okazanej przez B. Ł. personelowi pogotowia ratunkowego rankiem 08 marca 2020 r., a zakupionej wieczorem 06 marca 2020 r.;
-
treści chronologicznie najwcześniejszych wyjaśnień złożonych przez oboje oskarżonych po najwyraźniej niespodziewanym dla nich zatrzymaniu obojga w dniu 09 lipca 2021 r.;
-
nagłego pogorszenia stanu zdrowia pokrzywdzonego dopiero po zaordynowaniu ostatniej (czwartej) dawki G. – R, podanej przez B. Ł.;
-
faktu, że w przeciwieństwie do dotychczasowych po raz pierwszy osobiście i bez nadzoru H. K. – Ł. podał w dniu 07 marca 2020 r. wieczorem oskarżony B. Ł.;
-
ogólnego wyglądu ampułki G. R.;
-
stanu i wykazu tych leków jakie od oskarżonej H. K. – Ł. odebrano z mieszkania oskarżonych w dniu 24 marca 2021 r., to jest tuż po śmierci B. G.;
-
skutku, jaki dla organizmu pokrzywdzonego B. G., zwłaszcza przy jego problemach z wątrobą, powodowało z zasady przedawkowanie insuliny w ilości znacząco przekraczającej zapisane dawki.
To one w realiach niniejszej sprawy są fundamentalne dla prawidłowych ustaleń faktycznych, a bez ich uwzględnienia i należytego wartościowania jakakolwiek oceny materiału dowodowego w tej sprawie byłaby z zasady wybiórcza i dowolna.
W szczególności – oczywiście ułomna jest ocena wyjaśnień oskarżonych oraz całej sytuacji – bez próby analizy skąd się wziął duży ubytek G. – R w ampułce, z której oskarżeni podawali lek B. G., a którą zakupiono ledwie ca 24 godziny przed ostatnim podaniem z niej insuliny, kiedy on konkretnie powstał i jaki jest związek tego faktu, z nagłym pogorszeniem się stanu zdrowia pokrzywdzonego bezpośrednio po fakcie ostatniego dozowania tego leku, prowadzącym finalnie do jego śmierci.
Ogólnie podsumowując wyjaśnienia oskarżonych: były one na tyle labilne, niespójne i niekonsekwentne, że same w sobie stanowiły pewną poszlakę, że u podstaw śmierci pokrzywdzonego nie leżało jakieś umyślne, zaplanowane działanie nakierowane na jego uśmiercenie czy spowodowanie ciężkiego rozstroju zdrowia, pogarszającego jego zachowanie. Gdyby takie były zamiary oskarżonych już w marcu 2020 r., domniemywać należy, że depozycje oskarżonych od ich pierwszych przesłuchań w lipcu 2021 r. cechowałaby jednak większa jednolitość, dopracowanie w szczegółach i przemyślenie ich zwłaszcza na początkowym etapie. Tym bardziej, że tak szybkie pogorszenie stanu zdrowia pacjenta pozostającego pod ich opieką niedługo po opuszczeniu szpitala i przy zmianach w testamentach z naturalnych powodów czyniło z nich przecież głównych podejrzanych tego, że to właśnie ich zaniechania albo działania i nieprawidłowa opieka pozostawały w związku przyczynowym ze zgonem B. G.. Co więcej, inaczej też by wtedy wyglądało zachowanie B. G. rankiem 08 marca 2020 r.
Relatywnie najbardziej szczere były pierwsze wyjaśnienia oskarżonych, składane w dacie ich zatrzymania w dniu 09 lipca 2021 r., które musiało być na tyle niespodziewane dla oskarżonych, że w rezultacie nie zdążyli jeszcze wtedy w szczegółach uzgodnić relacji. Dotyczyło to zwłaszcza oskarżonego B. Ł., który bez konsultacji z żoną oraz ustanowionym dopiero po tym fakcie obrońcą z wyboru skłonny był wtedy jeszcze dość szczerze opisywać część z kluczowych faktów. Co najbardziej istotne, potwierdzał wtedy w pełni to co zapamiętał personel obu karetek pogotowia w dniu 08 września 2020 r. oraz lekarz na SOR - w tym to, jak podawali z oskarżoną insulinę. Nie negował przy tym, że to on mówił co zaszło i przekazał ampułkę, zarówno na miejscu jak i na szpitalu (k. 899 V). Wreszcie – nie sygnalizował jeszcze wtedy jakichś skłonności suicydalnych pokrzywdzonego (a był ostatnią osobą, która widziała go przytomnego). Wspominał jedynie o pewnych dyspozycjach pokrzywdzonego co do pogrzebu – ale to jest akurat naturalne zachowanie osoby u schyłku życia, tak ciężko chorej, że sama ma świadomość tego, że niedługo odejdzie z tego świata. Warto tu dodać, że to ostatnie nie występowało też jeszcze wtedy wyraźnie w depozycjach oskarżonej, która do tego sama przyznawała, że zapisanego przy wypisie leku psychiatrycznego nawet nie wykupili, ewidentnie organoleptycznie uznając ówczesny stan zdrowia psychiatrycznego B. G. za dostatecznie zadowalający.
Późniejsze kolejne wyjaśnienia zmierzały już w coraz większym stopniu do podważenia tych relacji – przy czym wskazywane powody brzmiały niewiarygodnie, niekiedy naiwnie i sprzecznie z zasadami doświadczenia życiowego.
W kontekście relacji świadków nie przekonywały wywody oskarżonych i ich obrońcy, wsparte złożoną opinią prywatną z 21 marca 2023 r. (k. 521 – 522 III sąd.), jakoby oskarżony nie był dobrze zrozumianym czy że nie dość dobrze artykułował swoje przemyślenia, w efekcie miałoby to doprowadzić do jakichś zakłóceń w komunikacji z innymi osobami. Pomijając kwestię, że obecni na miejscu odbierali go identycznie, a podobnie zrozumiał lekarz SOR, relacja oskarżonego w kluczowym aspekcie była w zasadzie zbieżna z tym co odnotowano w protokole jego przesłuchania z dnia 09 lipca 2021 r., który to protokół zresztą mu odczytano, podpisał, że się z nim zapoznał i że treść jest zgodna z tym co mówił (k. 896 – 900 V). Zresztą też bezpośredni kontakt sądu z oskarżonym nie wskazywał również na problemy z porozumieniem na tyle istotne aby doszło tu do jakiegoś niezrozumienia na aż tak dużą skalę.
W toku owego pierwszego przesłuchania oskarżony B. Ł. jeszcze szczerze i przekonująco, do tego w sumie logicznie, opisywał powody, dla których nie użyto pena insulinowego, także jednoznacznie i w sposób nie budzący wątpliwości wyjaśniał, że podawano lek bezpośrednio z ampułki, dopychając tłoczek znalezionym w mieszkaniu przedmiotem (potem to sprecyzował wydając w śledztwie rysik do tabletu, faktycznie wyglądający jak długopis) i że było to wspólną decyzją obojga oskarżonych. Niemal idealnie korespondowało to z tym jak przytaczali to co oskarżony mówił im w obecności K. O. na miejscu zdarzenia – zresztą też bardzo zbieżnie ze sobą – członkowie karetek pogotowia oraz lekarz (...) i na bazie ich relacji też lekarz anestezjolog. Wprost z tych wszystkich depozycji zgodnie wynikało, że zabezpieczona na miejscu zdarzenia od oskarżonego ampułka była tą, z której dawkowano lek i to z niej przez cały czas opieki dozowano bezpośrednio insulinę, używając przedmiotu wyglądającego na długopis i zużywając w ten sposób 200 jm z owej ampułki. Co więcej, późniejsza rozmowa B. Ł. z lekarzem (...) potwierdzała, że to on był tym, który na miejscu mówił – i że nie był to bynajmniej K. O.. Zresztą ten ostatni nie miał przecież powodu aby się tu wtrącać skoro przyjechał z kwiatami dopiero w dniu 08 marca 2020 r., a wieczorem dnia poprzedniego miał nie być już obecnym gdy dawkowano insulinę (tak to wynikało z najwcześniejszych – a przez to najbardziej wiarygodnych – depozycji K. O. i B. Ł.).
Poczynając od następnych wyjaśnień (k. 1155 i n.) oskarżony zaczął się wycofywać z tych twierdzeń – sugerując, że żona wcześniej podawała insulinę strzykawkami insulinówkami, a dopiero ostatnie podanie z jego udziałem było nieprawidłowe i to za namową samego zmarłego. Pojawiły się (dopiero wtedy !) nawet sugestie, że mogło tu dojść do jakichś działań suicydalnych zmarłego, który miałby sam sobie podać za wysoką dawkę insuliny. W ślad za tym ostatnim nasiliła się też aktywność procesowa oskarżonych zmierzająca do zbadania stanu psychicznego zmarłego, kontynuowana praktycznie do ostatniego zamknięcia przewodu sądowego. Nie brzmiało to przekonująco – gdy porównać z chronologicznie najwcześniejszymi depozycjami.
Nadmienić należy, że zarówno treść zeznań personelu medycznego oraz protokołów osobiście podpisanych w śledztwie nie nasuwała żadnych wątpliwości odnośnie tego, że oskarżony jakoś został źle zrozumiany z racji ukraińskiego pochodzenia czy własnych cech osobowościowych, opisanych w złożonej do sprawy opinii prywatnej.
Analogicznie zmieniała się wersja oskarżonej. Symptomatyczne było także w jej przypadku owo pierwsze przesłuchanie – gdy zaraz po niespodziewanym zatrzymaniu całkiem szczegółowo opisywała narzędzie, którym się od początku posługiwali („
to była ampułka z igłą, ten tłok pod malutkim ruchem, zbliżonym do pena nie mógł dać więcej insuliny niż były zalecenia lekarza. Używaliśmy czegoś zbliżonego do pena, to nie był pen, ja nie wiem jak to się nazywa” – k. 913 V). Dalej odnosiła się do „
igieł insulinowych” ale też na zasadzie analogii do tego czego dotąd używa się w medycynie. Jasno z tej ówczesnej relacji wynikało, że do dawkowania leków oskarżeni użyli – i to na zasadzie obupólnego konsensusu – właśnie czegoś innego niż strzykawka – insulinówka oraz pen. Gdyby chodziło o insulinówkę to by w ostateczności oskarżona mówiła w tym pierwszym protokole o strzykawce, a nie o „czymś zbliżonym do pena” – gdy insulinówka jako odmiana strzykawki przecież do pena z zasady nie jest nawet podobna i gdzie kto jak kto ale z wykształcenia pielęgniarka (nawet taka gdzie polski nie jest jej ojczystym językiem ale w Polsce mieszkająca od wielu lat) wie czym jest strzykawka i jak się taki przedmiot w Polsce nazywa. Nie miała tu potrzeby niejako okrężnie opisywać używanego przedmiotu. Owa „ampułka z igłą” idealnie przystawała przy tym opisem do tego jak pierwotnie relacjonował całą sytuację sam oskarżony – na miejscu zdarzenia i potem też przy pierwszym przesłuchaniu.
Późniejsze depozycje oskarżonych, odmiennie ukazujące całą sytuację, brzmiały w tym układzie niewiarygodnie, niezgodnie z zasadami doświadczenia życiowego. Stanowiły ewidentną próbę wycofania się z tych obciążających, zarazem najbardziej szczerych, pierwszych relacji, składanych na początkowym etapie postępowania gdy oskarżeni zdecydowali się złożyć obszerne wyjaśnienia bez przygotowania i konsultacji z obrońcą.
Nie wyjaśniały np. logicznie co miałoby niby się stać z tą insulinówką, którą początkowo miała używać oskarżona, a której potem miał rzekomo nie odnaleźć B. Ł. gdy wieczorem 07 marca 2020 r. przyszła kolej na jego opiekę nad zmarłym (k. 1156 VI).
Pierwotna relacja oskarżonych wskazywała przy tym jasno na to, że to oni – a nie pokrzywdzony sam sobie – podawali pokrzywdzonemu insulinę po ostatnim jego pobycie w szpitalu. Po to miał zresztą opiekunów.
Elementem owej prezentowanej później linii obrony były sugestie oskarżonych jakoby pokrzywdzony mógł popełnić samobójstwo. Sam pokrzywdzony jeszcze w szpitalu był jednak przecież dwukrotnie konsultowany i negował takie myśli i skłonności, a podejrzewane u niego przypadłości były innej natury. W pierwotnych wyjaśnieniach oskarżeni też nic takiego nie sugerowali, wprost przeciwnie – zbieżnie wskazywali na dobry nastrój pokrzywdzonego w szpitalu i tuż po wyjściu. Oczywiście nie są tu specjalistami ale jednak ogólne wrażenie czy ktoś ma jakieś nastroje depresyjne, psychozy, czy też ma jednak nastrój ogólnie pozytywny, są organoleptycznie widoczne nawet dla osoby nawet nie mającej doświadczenia medycznego. Było widać, że owe sugestie o możliwym samobójstwie pokrzywdzonego pojawiły się dopiero później – jako czytelny element taktyki obrończej, niezgodny jednak z rzeczywistym przebiegiem zdarzeń.
Iż ten nowy wątek był li tylko nieprawdziwą linią obrony oskarżonych, widać było i po ich ocenie stanu psychicznego B, G. – patrząc np. na wyjaśnienia oskarżonej z rozprawy z dnia 04 kwietnia 2022 r. gdy w innym kontekście potwierdzała jednak dobry stan psychiczny pacjenta w momencie wyjścia ze szpitala w dniu 06 marca 2020 r. (k. 121 I sąd.) czy przyznawanie przez nią, zresztą mające odzwierciedlenie w treści faktury z apteki (...) oraz wykazie przekazanych w dniu 24 marca 2020 r. wszystkich posiadanych leków B. G., że w porozumieniu z pokrzywdzonym nie wykupili zaordynowanego leku psychotropowego aby pacjent nie był ospały (k. 916 V). Ewidentnie ówczesny stan psychiczny pokrzywdzonego nie wzbudzał niepokoju nawet jego opiekunów – prowadząc nawet do decyzji o rezygnacji z wykupienia tego leku.
Zresztą oskarżeni popadali tu w wewnętrzną sprzeczność – patrząc jak B. Ł. podczas rozprawy z dnia 20 czerwca 2023 r. demonstrował podawanie insuliny, wskazując, że tłok bardzo ciężko szedł. Jeśli tak – to trudno nawet podejrzewać zmarłego o to aby przy znacznym ówczesnym osłabieniu był w stanie sobie bez pomocy zaordynować aż tyle insuliny. Zresztą nawet gdyby szło łatwiej, karkołomne byłyby takie próby dokonywane przez samego tak schorowanego pacjenta. Najwyraźniej dostrzegli to i oskarżeni – w efekcie na późniejszym etapie rozprawy zaczęły się twierdzenia, że być może jakiś pen był w rzeczach przekazanych pacjentowi i ten wykorzystał go do działań samobójczych. Pozostawiając jednak
na boku kwestię, że żadnego pena nie znaleziono, a przecież po wstrzyknięciu byłby gdzieś w pobliżu chorego, wersja, że ten mógłby go intencjonalnie potem gdzieś chować przed oskarżonymi już w ogóle wykracza poza granice prawdopodobieństwa. Dostrzegali i to oskarżeni bo na koniec procesu zaczęli sugerować, że być może coś jest w dokumentacji policyjnej, w szczególności w kontekście pena clickSTAR widocznego na jednym ze zdjęć oględzin ampułki. Zdjęcie jest nieco mylące ale ogólnie z wszystkich wykonanych w toku owych oględzin oraz znajdującego się też na dowodowej płycie filmiku widać jasno, że w szpitalu im. J. policji przekazano tylko ampułkę, zaś pen clickSTAR jest tam uwidoczniony tylko przykładowo i ma w sobie ampułkę zupełnie inną niż te kupowane dla B. G.. Co więcej, z dokumentacji procesowej wyszczególniono to co policja wtedy dostała od oskarżonej – i w ogóle nie było wtedy żadnych penów.
Żadnego pena ułatwiającego dawkowanie po zabraniu pokrzywdzonego do szpitala w dniu 08 marca 2020 r. też nie znaleziono.
Już zupełnie kuriozalne w kontekście zasad doświadczenia życiowego były ostatnie wywody oskarżonej, sugerującej, że zmarły miał mówić, że jego odejście zostanie zapamiętane – z czytelną sugestią, że miałby odejść z własnej woli ale w taki sposób by skierować podejrzenia pod adresem oskarżonych, dla większego pośmiertnego rozgłosu i efektu medialnego, kosztem osób, które miałyby być dla niego tak bliskie (zwłaszcza patrząc na to jak sami oskarżeni wcześniej opisywali swoje relacje z B. G.).
Nade wszystko zresztą – i tak przecież nie tłumaczyło to ubytku aż 200 jm z ampułki zakupionej 24 godziny wcześniej.
Na marginesie należy tu dostrzec, że ta labilność wersji prowadziła i do sytuacji gdy ostatni wniosek dowodowy oskarżonych z dnia 17 sierpnia 2023 r. o stwierdzenie wpływu H. na stan zdrowia psychicznego pozostawał w jawnej sprzeczności z tym co na temat wpływu owego leku sama oskarżona wyjaśniała jeszcze na rozprawie w dniu 04 kwietnia 2022 r. (k. 121 I sąd.). Gdy z kolei Sąd oddalił ten wniosek, wskazując na ową okoliczność, oskarżona – znów dostosowując wersję do tego co w materiale akt sprawy – zaczęła z kolei kwestionować swoje i męża kompetencje do oceny stanu zdrowia psychicznego zmarłego, skądinąd siebie w takim razie przy okazji nieświadomie obciążając (skoro zrezygnowała z zakupu zalecanego dla pacjenta leku psychotropowego).
Wreszcie, przeczyła wprost wersji o samobójstwie charakterystyczna reakcja samego B. Ł. rankiem w dniu 08 marca 2020 r. Zwracało uwagę, że nie wspominał wtedy o tym – i też nie było tego w pierwszych jego wyjaśnieniach – aby demonstrując rankiem tego dnia ampułkę z wyraźnie brakującą dużą częścią zawartości, wykazał jakieś zdziwienie akurat faktem, że brakuje tej insuliny o wiele więcej niż musiałby zapamiętać z dawkowania przez siebie leku jeszcze wieczorem dnia 07 marca 2020 r. Znów wrócić tu należy do faktu, że w ciągu 24 h od zakupu, z owej ampułki ubyło aż 200 jm insuliny – a więc o wiele więcej niż powinno to wynikać z zaleconego dawkowania.
Innym elementem linii obrony były pojawiające się w pewnym momencie w twierdzeniach zwłaszcza oskarżonej uwagi o tym, że oddana w dniu 08 marca 2020 r. przez oskarżonego B. Ł. ampułka nie była świeżą ale pochodziła z zapasów pokrzywdzonego, a oskarżeni wykorzystywali już otwartą i częściowo zużytą. Miało to tłumaczyć tak duży ubytek insuliny w ampułce i uniemożliwić ustalenie ile faktycznie podano pokrzywdzonemu w okresie gdy pozostawał pod opieką oskarżonych. Wersja ta potem ulegała rozwinięciu – poprzez twierdzenia, że insulinę podano po raz pierwszy już w dniu 06 marca 2020 r. w porze obiadowej. Z pytaniem zresztą co w takim razie było z kolacją skoro wtedy też powinno się ją podać, a oskarżeni konsekwentnie dotąd twierdzili, że oskarżona w dniu 06 marca 2020 r. insulinę podała tylko raz, bo dwie pierwsze dawki podano pokrzywdzonemu jeszcze w szpitalu, a w ogóle – łącznie trzy razy – k. 1057 VI).
Zaznaczyć należy, że z wykazu złożonego przez obrońcę oskarżonych (k. 435 III sąd.) wynika, że wcześniej w 2020 r. pokrzywdzonemu dwukrotnie kupowano w innej aptece opakowania G. – R, a przy zalecanym dawkowaniu i ilości leku w opakowaniu w większości obiektywnie mógł nadal dysponować owym lekiem gdzieś w swoim własnym mieszkaniu i to – przy zalecanym dawkowaniu – nie w ilości resztkowej. Dodać trzeba, że poprzedni opiekunowie przechowywali ją w lodówce. Rzecz jednak w tym, że potem takiej dodatkowej insuliny nie ujawniono w mieszkaniu oskarżonych. A przecież to u nich, a nie u siebie, przebywał B. G. aż do zabrania go przez karetkę pogotowia w dniu 08 marca 2020 r. Wydając w dniu 24 marca 2020 r. tj. zaraz po śmierci pokrzywdzonego, dla potrzeb postępowania te leki, które pozostały u niej w mieszkaniu (k. 31 – 32 I), oskarżona nie przedstawiła żadnego innego opakowania czy ampułki poza właśnie owym jedynym opakowaniem G. – R z blistrem, w którym brakuje jednej z pięciu ampułek, o numerze seryjnym i dacie przydatności zgodnymi z tymi, które sprzedano oskarżonej w dniu 06 marca 2020 r.
Było przy tym dostrzegalne, że z pierwotnych wyjaśnień oskarżonej bynajmniej jednak taki scenariusz nie wynikał, za to dostatecznie jasno tam ujęto, że pacjentowi od początku ordynowano zakupione w tym celu leki i że oskarżona nie wspominała wówczas bynajmniej o tym aby cokolwiek (a zwłaszcza insulina) było podawane ze starych zapasów pokrzywdzonego. Wprost przeciwnie, z tych pierwszych depozycji oskarżonej wynikało, że to co znalazło się w karcie informacyjnej, zostało wykupione i ordynowane pacjentowi. Nie było to do końca prawdą o tyle, że E. wyraźnie pierwotnie podawano zmarłemu z jakichś pozostałości (B. Ł. dokupił nowe opakowanie dopiero wieczorem 07 marca 2020 r. a jednocześnie w wykazie wydanych w dniu 24 marca 2020 r. był jakiś całkowicie wyczerpany stary blister owego leku). Zwracało jednak uwagę, że co do insuliny sama oskarżona wspomniała w pewnym fragmencie owych najwcześniejszych swoich wyjaśnień nawet o tym, że w mieszkaniu pokrzywdzonego widziała „opakowania
po insulinie” (k. 913 V). Jasno z tego fragmentu wynika, że żadnej insuliny wtedy stamtąd wtedy nie zabrała, a nawet nie widziała samych ampułek. Również z ówczesnej relacji oskarżonego B. Ł. też nie wynikało aby uzyskano insulinę z mieszkania pokrzywdzonego (k. 898). Wątek wykorzystania starej insuliny, z zapasów wynikających z nabywania jej jeszcze przy okazji wcześniejszych pobytów poszpitalnych, pojawił się w relacjach oskarżonych dopiero po pojawieniu się obrońcy – wraz z nową wersją, która miała uzasadnić skąd zaistniał tak znaczny ubytek insuliny w ampułce jaki ujawniono rankiem 08 marca 2020 r. W miarę postępów postępowania sądowego okazało się jeszcze jakoby pierwsze dawkowanie insuliny nastąpiło w dniu 06 marca 2020 r. (jeszcze przez zakupem G. – R tego dnia w aptece) - w związku z obiadem. W świetle wcześniejszych depozycji oskarżonych i z powodów opisanych powyżej nie brzmiało to jednak przekonująco.
Z paragonów uzyskanych od apteki (...) jasno wynika, że wśród zakupionych w niej w dniu 06 marca 2020 r. w godzinach późnowieczornych (22:17) leków oskarżona nabyła też wtedy jedno nowe opakowanie G. – R, z 5 ampułkami w ramach jednego blistra. Potwierdzeniem tego jest realizacja recepty elektronicznej (k. 645 IV sąd.) gdzie wprawdzie czas jest nieco wcześniejszy (22:06) ale da się to wytłumaczyć długością obsługi klienta i/lub niedokładnym skorelowaniem czasu w poszczególnych systemach używanych przez aptekę. Nie miała zatem żadnego powodu aby do dawkowania używać dalej jakiejś, nie wiadomo czy jeszcze dobrej, otwartej starej ampułki. Skądinąd nawet przy wersji, że oskarżeni sięgnęliby początkowo po stare zapasy pokrzywdzonego, zdecydowanie bardziej logicznym w świetle zasad doświadczenia życiowego i wręcz elementarnych reguł bezpiecznego postępowania z lekami, byłby jednak wariant skorzystania przez oskarżonych nawet w takim układzie z całkiem nowej nienaruszonej ampułki (z 5 w każdym opakowaniu !) z takiego starego opakowania.
Wreszcie, udało się przed sądem ustalić numer serii opakowania i datę ważności leku, który sprzedany został oskarżonej w aptece (...) w dacie 06 marca 2020 r. Dane te korespondują z danymi widniejącymi zarówno na ampułce zabezpieczonej przez L. D. od B. Ł. w dniu 08 marca 2020 r. jak i na opakowaniu G. - R z blistrem, w którym brakuje właśnie jednej i tylko jednej (!) z pięciu ampułek, wydanym przez oskarżoną policji w dniu 24 marca 2020 roku.
Reasumując, oskarżeni posługiwali się od początku ampułką z nowego i nie otwartego wcześniej opakowania, zakupionego przez oskarżoną wieczorem 06 marca 2020 r. - poczynając od pierwszego dawkowania leku wieczorem 06 marca 2020 r. I tę właśnie ampułkę zabrano następnie oskarżonemu B. Ł. rankiem 08 marca 2020 r. Resztę tego opakowania (z pozostałymi 4 nienaruszonymi ampułkami) odebrano od oskarżonej w dniu 24 marca 2020 r. Innych ampułek G. - R pozostających w posiadaniu oskarżonych i pokrzywdzonego (wraz z nim – gdy ten przebywał w mieszkaniu oskarżonych) już faktycznie nie było. Być może pozostały jakieś stare ampułki w mieszkaniu pokrzywdzonego (np. lodówce) – ale nie miały one żadnego znaczenia dla sprawy. Stwierdzony w dniu 08 marca 2020 r. duży ubytek w owej otwartej 06 marca 2020 r. wieczorem ampułki insuliny był w ocenie Sądu kluczem do oceny kto i za co powinien odpowiadać w sprawie – w tym w zakresie odpowiedzialności za skutek w postaci śmierci pokrzywdzonego. W ciągu 24 h od zakupu insuliny do ostatniego dawkowania jej zmarłemu przez B. G. wieczorem 7 marca 2020 r. ubyło bowiem owej insuliny z tej ampułki anormalnie dużo – bo aż 200 jm. Jedynymi dawkującymi ten lek byli wtedy oskarżeni – przy czym najpierw trzykrotnie oskarżona H. K. - Ł., a potem jednokrotnie B. Ł..
Na marginesie, zauważyć tylko należy, że złożony przez obrońcę oskarżonych wykaz leków kupowanych na B. G. (1) w 2020 r. (k. 435 III sąd.) kończył się na części leków kupionych 06 marca 2020 r. gdy całość zestawienia miała obejmować okres aż do 24 marca 2020 r. Ewidentnie obrońca nie złożył kolejnej strony wykazu - w rezultacie czego nie uwidoczniono na nim m.in. preparatu G. (...) zakupionego przez samą oskarżoną na nazwisko zmarłego w dniu 06 marca 2020 r. ale będącego dalej na tej liście .
Próbę wycofania się z wcześniejszych twierdzeń w ramach linii obrony stanowiły też późniejsze twierdzenia oskarżonego (i wspierającego go K. O.), że jakoby to K. O. uczestniczył jakoś w rozmowie z załogą pogotowia ratunkowego. Tu zresztą relacja oskarżonego i tak była wewnętrznie niekonsekwentna – gdy porównać późniejsze wyjaśnienia oskarżonego ze śledztwa i te złożone na rozprawie.
Zresztą sama obecność K. O. w mieszkaniu już w dniu 07 marca 2020 r. też nie polegała na prawdzie. Oskarżony o tym zaczął wspominać dopiero przed sądem, wcześniej o obecności świadka nic nie mówił. Z pierwszej relacji K. O. też wynikało, że ostatni raz przed pojawieniem się w dniu 08 marca 2020 r. rano miał widzieć B. G. na festiwalu w M., a pytany o to świadek nie wyjaśniał owej rozbieżności logicznie. Wykaz rozmów telefonicznych (k. 165 – 170) wskazuje na intensywne kontakty telefoniczne świadka z B. Ł. w okresie kiedy mieliby być razem. Nie bardzo zresztą przystawało do twierdzeń świadka również i pojawienie się przez świadka z kwiatami dla H. K. – Ł. rankiem 08 marca 2020 r. skoro wieczorem dnia poprzedniego miałby jeszcze spotkać się z oskarżonym. Musiałby w takim układzie dowiedzieć, że tej nie będzie już rano w mieszkaniu na ul. (...) bo powróciła do D..
Analogicznie, późniejsze twierdzenia oskarżonego, że brakowało tak dużo insuliny bo rzekomo wylatywała gdy próbował jak ta leci, pozostawały w sprzeczności z bardziej przekonującymi wcześniejszymi jego depozycjami, że ubytek z tego powodu nie był znaczącym. Jakiś śladowy na pewno mógł być ale gdyby był rzeczywiście bardzo istotnym, zwłaszcza znacząco przekraczającym samo dawkowanie, w świetle zasad doświadczenia życiowego oskarżony wspominałby o tym personelowi medycznemu już w dniu 08 marca 2020 r. i przy pierwszym przesłuchaniu. Tymczasem relacjonował to wówczas zgoła inaczej, negując jakieś istotne ubytki na tym tle albo o nich nie wspominając jako o powodzie tak znacznego braku insuliny w ampułce – i przez ten pryzmat należy oceniać jego późniejsze twierdzenia.
Nie było powodu do odmowy wiary obojgu oskarżonym, że pierwsze trzy dawki insuliny podawała osobiście oskarżona H. K. – Ł.. Oskarżeni byli tu zgodni, nie było dowodów przeciwnych, było to przy tym zbieżne z faktem, że to oskarżona miała w owym małżeństwie większe doświadczenie opiekuńcze i wykształcenie pielęgniarskie, a zatem to ona podjęła się w pierwszym momencie podawania leków, w tym insuliny. Przemawiało za tym również dostrzeżenie, że w ogóle w kontekście wywiadu środowiskowego jest w owym związku osobą generalnie bardziej decyzyjną i dominującą. Skoro też to ona przede wszystkim zajmuje się niepełnosprawną córką, logicznym było, że również w wypadku opieki nad pokrzywdzonym w pierwszym momencie to ona bardziej zajęła się takimi kwestiami jak podawanie mu leków, a oskarżony przejął tę opiekę dopiero gdy jego żona musiała już pojechać do D..
W kontekście stanu zdrowia córki oskarżonych decyzja o powrocie oskarżonej z tej właśnie przyczyny mogła przy tym mieć miejsce. Nawet w toku śledztwa oskarżona prosiła aby wzywać ich z mężem na różne terminy ewentualnych dalszych czynności procesowych z uwagi na właśnie te obowiązki opiekuńcze (k. 1146 VI). Ewidentnie takiej opieki wymaga (pokazuje to też treść złożonych do akt opinii psychologicznej i laryngologicznej o jej stanie zdrowia) – i przez ten pryzmat również należy oceniać co właściwie się zdarzyło.
W rezultacie nie było powodu do zakwestionowania tej części depozycji obojga, że ostatnią dawkę insuliny (wieczorem 07 marca 2020 r.) podał samodzielnie już oskarżony B. Ł. albowiem oskarżona H. K. – Ł. pojechała do córki. Poza spójnymi w tym zakresie twierdzeniami obojga (ale też i K. O. w tym fragmencie, w którym opisywał, że rano zastał tylko oskarżonego B. Ł. czy nawet załóg personelu medycznego – bo o obecności oskarżonej nie wspominali), potwierdzały to dane z logowania telefonów. Wyraźnie z nich wynika, że popołudnie 7 marca 2020 r. i cały 8 marca 2020 r. oskarżona spędziła w rejonach zamieszkania w okolicach S. oraz że w Ł. pozostał tylko B. Ł.. Sam oskarżony stanowczo i konsekwentnie przy tym twierdził, że to on podawał ową ostatnią dawkę insuliny, a w mieszkaniu mieli być tylko on i zmarły. Nie było zatem powodu do wniosku, że uczyniła to zamiast niego jakaś osoba trzecia (w szczególności np. K. O. – zresztą obaj zbieżnie i przekonująco negowali aby K. O. był jakoś zaangażowany w podawanie pokrzywdzonemu leków).
Wreszcie, brak było przesłanek do odrzucenia wiarygodności twierdzeń oskarżonych, iż owe trzy dawkowania dokonane przez oskarżoną nie spowodowały żadnego rozstroju zdrowia u pokrzywdzonego. Oskarżeni relacjonowali tu spójnie, zgodnie przy tym twierdząc, że przy każdym podaniu był u pokrzywdzonego także badany poziom cukru, a pokrzywdzony był wtedy przytomny. Nie ma żadnych dowodów pozwalających obiektywnie podważyć tę część twierdzeń.
Sąd dał wiarę, że podawanie leków prosto z ampułki odbywało się w jakimś porozumieniu z samym zmarłym i za jego zgodą. Nie ma dowodu na to aby był podczas podawania leków nieprzytomnym. Dostrzegając oczywiście i ten aspekt, że wiekowy i schorowany pokrzywdzony był jakoś uzależnionym od opiekunów, trudno logicznie wywodzić, że nie dostrzegłby czterokrotnego podawania mu insuliny w sposób rażąco odbiegający od tego co wcześniej pamiętał na temat tego jak należy ją i czym podawać. W ocenie Sądu mógł natomiast nie chcieć sprawiać tu kłopotu zaprzyjaźnionym z nim opiekunom gdy się okazało, że potrzebuje mieć zastrzyk, a oskarżonych zaskoczył brak pena – i tymczasowo się zgodzić na takie wadliwe iniekcje.
Z drugiej strony, dawkowanie insuliny prosto z ampułki obiektywnie nie pozwalało dokładnie i precyzyjnie wymierzyć dawki 2 - 4 jm bo na ampułce aż tak dokładna podziałka po prostu nie występuje. Za niewiarygodne uznać zatem należało twierdzenia oskarżonej H. K. – Ł., że miała pewność, iż każdorazowo dawała faktycznie dokładnie po 4 jm. Musiały to być jednak dawki na tyle nieznacznie odbiegające od przepisanego poziomu, że nie powodowały obiektywnie uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonego, wpływającego zauważalnie na jego zachowanie oraz ogólny stan i samopoczucie – przynajmniej w takim zakresie aby oskarżeni byli w stanie to naocznie zauważyć.
W kontekście ustalonych braków insuliny w tej ampułce oraz jej ogólnego wyglądu, naiwne były twierdzenia oskarżonego B. Ł. jakoby też podawał bardzo małe ilości insuliny. Nawet uwzględniając jakieś straty aby wypuścić powietrze z igły oraz wcześniejsze dawkowanie leku przez oskarżoną, takie depozycje oskarżonego nijak nie tłumaczyły faktu, że w ampułce w dniu 08 marca 2020 r. brakowało już aż ca 2/3 zawartości co stanowiło 200 jm insuliny, a zatem wielokrotnie więcej niżby to wynikało z zaleconego dawkowania i bardzo krótkiego okresu podawania leku z całkiem nowej ampułki.
Odnośnie pory podania ostatniej dawki insuliny w dniu 07 marca 2020 r., depozycje oskarżonego B. Ł. były nieco niespójne ale to dawało się wyjaśnić problemami z dokładnym określeniem czasu. Pierwotnie mówił o około godz. 23.00, później przesuwał to na etap wcześniejszy, dochodząc do wniosku, że lek podał o 21:30. Z danych logowań oraz paragonu z apteki wynikało, że w aptece (...) był jeszcze o 21:18 (k. 573 III sąd.). Uwzględniając powrót do mieszkania, czas potrzebny na badanie glukometrem oraz podanie leku, można zakładać, że było to raczej bliżej godziny 22.00, jeśli nie później. W każdym razie nadal było to bardzo późno – co zresztą od początku przyznawał sam oskarżony (k. 899 V).
Co do twierdzeń zwłaszcza oskarżonej H. K. – Ł., że ta przed wyjazdem po obiedzie 07 marca 2020 r. poinstruowała męża jak ten ma podać lek, depozycje te nie tłumaczyły logicznie tego co potem zaszło. Zwracało tu zresztą uwagę, że były immanentnym elementem całej linii obrony oskarżonych, w której ci nieprawdziwie twierdzili, że każdorazowe dawki insuliny były zgodne z zaleceniami lekarskimi i że opieka nad pacjentem była bez zarzutu. Sam oskarżony w pierwszych wyjaśnieniach o takiej rozmowie też zresztą nie wspominał. Nawet jednak jeśli taka instrukcja była werbalnie udzielana, osobną kwestią jest to czy oskarżony ją w danym momencie usłyszał tudzież należycie zrozumiał.
W kontekście powyższych uwag, brzmiały niewiarygodnie twierdzenia oskarżonych jakoby nie doszło do przedawkowania insuliny na skutek podawania ich przez oskarżonych. Jednocześnie, całość dowodów wskazywała jednoznacznie na to, że do przedawkowania tym lekiem doszło konkretnie przy okazji podania go przez oskarżonego B. Ł. w dniu 07 marca 2020 r. późnym wieczorem i to z owym faktem łączyć należy skutek w postaci zgonu pokrzywdzonego.
Tu tylko dodać trzeba, że chociaż oskarżeni w dalszym toku procesu multiplikowali możliwe inne przyczyny zgonu, podanie zdecydowanie zawyżonej dawki insuliny w świetle opinii biegłych samo w sobie prowadziło do hipoglikemii i zgonu pacjenta, a objawy u pokrzywdzonego rankiem 08 marca 2020 r. oraz ciąg dalszy też do tego przystawały. Tym bardziej, że przy jego dolegliwościach był na to nawet bardziej wrażliwy. Ewentualne inne jednostki chorobowe, gdzie zresztą zły stan zdrowia pokrzywdzonego ogólnie był przecież dobrze znany oskarżonym, dodatkowo tylko obciążały organizm B. G. (1) w sytuacji przedawkowania insuliny. W szczególności, w sytuacji gdy wieczorem pokrzywdzony dostał ewidentnie za wysoką dawkę insuliny, a następnego dnia nie był w stanie odzyskać przytomności, związek przyczynowo – skutkowy między tymi zdarzeniami (a także późniejszym zgonem pacjenta) w świetle opinii lekarskich był dostatecznie jednoznaczny i czytelny. Z tego powodu późniejsze supozycje oskarżonych o jakimś możliwym wpływie innych okoliczności (np. podania leku sedacyjnego) nie miały relewantnego znaczenia. Bezspornym faktem jest bowiem, że pokrzywdzonemu podano insuliny wieczorem 07 marca 2020 r. o wiele za dużo i to samo w sobie wystarczyło aby wywołać skutek śmiertelny.
Co do tego co było powodem owego przedawkowania, Sąd dał wiarę oskarżonym, że nie nastąpiło to intencjonalnie, uznając finalnie, że powodem przedawkowania był błąd oskarżonego podczas ostatniego dawkowania leku. Uprzedzając dalsze uwagi, zasadnicze wątpliwości, podważające trafność prokuratorskiej oceny całej sytuacji, w ocenie Sądu wzbudzało zwłaszcza nietypowe dla umyślnego działania zachowanie oskarżonego B. Ł. rankiem 08 marca 2020 r. podczas interwencji karetek pogotowia. Przypomnieć w tym miejscu należy, że fundamentalną zasadą procesu karnego jest rozstrzyganie wątpliwości o charakterze nieusuwalnym na korzyść oskarżonego (art. 5 §2 k.p.k.) – co
in concreto wcale nie musi prowadzić aż do uniewinnienia ale może ograniczać się do poszukania wersji jedynie łagodzącej pierwotnie grożącą odpowiedzialność karną.
Analizując treść uzasadnienia aktu oskarżenia, prokurator stawiał tezę, że podejmując się dawkowania leku w sposób nieprawidłowy, oskarżony B. Ł. nie był w stanie dokładnie go dozować, w efekcie wstrzyknął go za dużo, przekroczył wszelkie dopuszczalne dawki, a nie podejmując dalej żadnych czynności, tym samym godził się na spowodowanie u pokrzywdzonego ciężkiego rozstroju zdrowia, którego następstwem była śmierć pokrzywdzonego.
W mowach końcowych oskarżyciel publiczny forsował już nawet wersję dalej idącą – a mianowicie o intencjonalnym podaniu zbyt dużej ilości insuliny w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w postaci możliwości przejęcia majątku pokrzywdzonego, sugerując nawet istnienie tu jakiegoś porozumienia przestępczego obojga oskarżonych. W ślad za tym określił też żądania co do kar ale co też jakoś symptomatyczne – nie wnosił o jakąkolwiek modyfikację w zakresie kwalifikacji zarzucanych im czynów.
Odnosząc się do drugiego z przedstawionych wariantów, nie sposób było nie zauważyć, że opowiadając się za opisaną wersją zdarzenia, prokurator popadał w istocie w pewną sprzeczność, nie domagając się zmiany na surowszą kwalifikację prawną. Zakładany przez niego scenariusz należałoby wszak rozpatrywać w kategoriach zbrodni z art. 148 §2 pkt 3 k.k. Zresztą przy tezie wynikającej z aktu oskarżenia również należałoby takie zachowanie – gdyby zakładać, że miał on świadomość czym dla organizmu człowieka może się skończyć znaczne przedawkowanie insuliny - rozpatrywać w kategoriach zabójstwa, tyle, że z zamiarem ewentualnym.
Żaden z opisanych wariantów nie tłumaczy jednak logicznie zachowania oskarżonego rankiem 08 marca 2020 r. W ocenie Sądu to jest ten newralgiczny moment do oceny całej sprawy.
Dawało się jeszcze wytłumaczyć na gruncie wersji prokuratorskich powiadomienie pogotowia przez oskarżonego i jego ówczesne twierdzenia wobec personelu medycznego i szpitalnego, że ten nie wie co było przyczyną zapaści pokrzywdzonego. Bywa przecież, że nawet sprawca umyślnego czynu dla odsunięcia podejrzeń czy w ramach czynnego żalu wzywa potem policję i powiadania pogotowie ratunkowe, udając, że próbuje ratować pokrzywdzonego, tudzież po ochłonięciu po podjętym z zamiarem nagłym czynie nagle stara się go ratować. Z perspektywy zasad doświadczenia życiowego brzmiało jednak bardzo mało prawdopodobnie aby oskarżony był aż tak pozbawionym instynktu samozachowawczego by – przy założeniu umyślności działania - wobec lekarzy szczerze za chwilę zademonstrować ampułkę, w której obiektywnie i zauważalnie już na pierwszy rzut oka nawet dla każdego laika brakowało bardzo dużo jak na tak krótki okres dawkowania (aż 2/3 zawartości), do tego ze szczegółami prezentując nieprawidłowy sposób podawania leku (prosto z ampułki, z dopychaniem tłoczka długopisem) i nie starając się wyjaśnić ubytku w jakiś inny, neutralny i w miarę logiczny sposób aby tą drogą mataczyć od początku. Okoliczności, jakie wynikały z tych jego twierdzeń, ewidentnie obciążały wszak oskarżonego – tym bardziej w kontekście tego, że ten ledwie dwa dni wcześniej odebrał pokrzywdzonego ze szpitala. Jak zresztą pokazywała późniejsza linia obrony oskarżonego, miał on możliwość prezentowania całkiem innych wersji zdarzenia, które by go w ogóle odciążały. Tymczasem owego ranka 08 marca 2020 r. oskarżony B. Ł. spontanicznie się obciążał, szczerze przedstawiając co faktycznie zaszło, zbieżnie z finalnymi ustaleniami Sądu. Nie ukrywał owej ampułki ani sposobu podawania insuliny. Zwracało do tego uwagę, że z relacji osób uczestniczących wówczas w bezpośrednich rozmowach z nim (z personelu karetek oraz na SOR) zgodnie wynikało, że te odbierały ówczesne tłumaczenia oskarżonego jako szczere, a samo zachowanie rozmówcy jako nieumyślne. Wreszcie, oskarżony nie wycofał się z tych stwierdzeń także podczas pierwszego przesłuchania w śledztwie – gdy tym bardziej miałby czas na skonstruowanie jakiejś linii obrony adekwatnej do rzekomo umyślnego działania nakierowanego co najmniej na spowodowanie uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonego.
Relatywnie mało prawdopodobny był z tych samych względów wariant, że oskarżony na skutek wadliwego podawania leku przypadkiem wstrzyknął go za dużo, potem nie reagując na taki fakt. Skoro jego żona była jakoś w stanie przy wstrzykiwaniu jednak w sposób w miarę kontrolowalny podawać insulinę tak, że nie spowodowało to znacząco nadmiernego wstrzyknięcia i w następstwie co najmniej rozstroju zdrowia pokrzywdzonego, uznać należało, że w istocie przy zachowaniu jakiejś uwagi i staranności było jednak technicznie możliwe podanie owej insuliny w takich ilościach aby nie ubyło jej aż tyle ile ostatecznie brakowało w ampułce rankiem 08 marca 2020 r., choć oczywiście sam sposób takiego podania zwiększał znacząco ryzyko przedawkowania. Przy takim układzie zdarzeń nie jest też możliwe aby oskarżony od razu nie zorientował się, że lek został przedawkowany i że to jest przyczyną nie wybudzenia się pokrzywdzonego – w efekcie nie przystawało do opisanego powyżej jego zachowania owym kluczowym dla sprawy rankiem 08 marca 2020 r.
Poszukując źródła możliwego błędu oskarżonego (sam fakt przedawkowania przez niego insuliny w świetle uwag powyżej był dostatecznie pewny i udokumentowany), w ocenie Sądu prokurator niezasadnie nie wziął pod uwagę takiej możliwości, że pozostawiony bez bardziej kompetentnego wsparcia żony oskarżony po prostu się pomylił w dawkowaniu leku. W szczególności – że jest np. w realiach sprawy możliwe, że nieprawidłowo dozując lek, skądinąd nieprawidłowo bo bezpośrednio z ampułki i bez użycia pena, wcale nie wstrzyknął przez jakąś niezdarność za dużo ale po prostu błędnie zasugerował się podziałką widniejącą na ampułce.
U podstaw zarzutu sformułowanego w akcie oskarżenia leżało przekonanie prokuratora, że podanie leku nastąpiło z ampułki „nie posiadającej podziałki” (co wprost wynika z brzmienia zarzutu). Prokurator pozostawał tu jednak w błędzie. Jak wynika ze zdjęć oraz z oględzin, ampułka G. R. (z racji tego, że z zasady nie jest przeznaczona do dawkowania leku bezpośrednio z ampułki bo za to odpowiada pen) rzeczywiście nie posiada szczegółowej cyfrowej podziałki dawkowania, pozwalającej na precyzyjne odmierzenie tak małych dawek jak te zapisane B. G. przy opuszczaniu szpitala (standardowo 4 jm z odchyleniami od 2 do 6 jm). Dla celów orientacyjnego określenia przez użytkownika ile jeszcze w ogóle zostało insuliny w ampułce ma ona jednak bardzo wyraźnie zaznaczone kreski tworzące jasno zarysowaną i bardzo wyraźną na tle całej ampułki oś dziesiętną podziałki. Nie są one zaopatrzone w oznaczenie cyfrowe ani w subpodziałkę na mniejsze jednostki. Taki układ może być w ocenie Sądu przy bardzo nieuważnym i nieostrożnym dawkowaniu leku przez osobę nie mającą dotąd doświadczenia z insuliną mylącym i doprowadzić ją do wniosku, że „cztery jednostki” do podania to po prostu cztery kreski z owej ampułki.
Chociaż oskarżony w odległej przeszłości miał wykonywać zawód felczera i wykonywać wówczas nawet zastrzyki, było to krótko – jeszcze na Ukrainie. Przebywa od tego momentu od około 30 lat w Polsce. Brak jest danych, że po przybyciu do Polski miał jakieś związki z wykonywaniem czynności medycznych. Sam do tego twierdził – a Sąd nie miał powodu by to zakwestionować – że nie miał wcześniej do czynienia z insuliną. Zresztą i tak pozostawała tu nieusuwalna w gruncie rzeczy wątpliwość czy na Ukrainie – w czasach gdy oskarżony miał jeszcze bliższy kontakt z czynnościami medycznymi – miałby on okazję zetknąć się z insuliną, tym bardziej podawaną tam w tak dużym stężeniu jak G. R.. Innymi słowy – czy ówczesne ilości insuliny jednorazowo wstrzykiwane pacjentom przy ówczesnym stanie tamtejszej medycyny nie były znacząco wyższe niż obecnie.
Chociaż oskarżony był obecny w mieszkaniu gdy wcześniej trzykrotnie lek podawała pokrzywdzonemu oskarżona H. K. - Ł., z relacji obojga zgodnie wynikało, że to jednak właśnie żona zajmowała się wtedy bezpośrednio podaniem insuliny, a oskarżony w tym osobiście nie uczestniczył. Oskarżona wprawdzie twierdziła, że przekazała oskarżonemu sposób dawkowania ale zauważyć należy, że – poza możliwością, że oskarżony po prostu nie zrozumiał albo nie dość uważnie słuchał wtedy żony – samo to twierdzenie było elementem ich ogólnie nieprawdziwej linii obrony, z której zbieżnie miało wynikać, że w zakresie obojga nie było nadmiernego dozowania insuliny, a opieka (w tym jej przekazywanie między sobą i podawanie leków pacjentowi) przebiegała całkowicie prawidłowo i wręcz wzorcowo. Oskarżony w pierwszych wyjaśnieniach z 09 lipca 2021 r. nie wspominał w ogóle o takiej rozmowie. W rezultacie jako możliwe uznać należało, że oskarżony w dniu 07 marca 2020 r. wieczorem faktycznie nie wiedział dokładnie jak dawkować insulinę i podał ją tak jak mu się wtedy wydawało, że należy poprawnie podać, bez konsultacji z żoną ale też pacjentem.
Zaznaczyć należy, że ten ostatni niewątpliwie widział nieprawidłowy sposób podawania leku – skoro nie ma żadnych dowodów aby podczas podawania insuliny był w którymś momencie nieprzytomnym. Mógł jednak nie zwrócić uwagi na to, że podano mu go akurat ten jeden raz o wiele za dużo.
Po wyjeździe żony, od godz. 14.00 w dniu 07 marca 2020 r. oskarżony został pozostawiony sam z opieką nad B. G.. Chociaż teoretycznie powinien być cały czas z pokrzywdzonym, B. Ł. w rzeczywistości musiał jeszcze potem jechać do sklepu i apteki. W efekcie przyjechał do domu bardzo późno – a relację oskarżonego w tym zakresie weryfikują i ogólnie potwierdzają dane logowania telefonu, wsparte też godziną wystawienia paragonu w aptece (...), po której zaszła jeszcze konieczność wystawienia zbiorczej faktury VAT. Po przyjeździe do domu musiał jeszcze zrobić pokrzywdzonemu wieczorny posiłek, w tym smażyć jakieś kotlety. W świetle zasad doświadczenia życiowego (a też i patrząc na egocentryczną osobowość pokrzywdzonego jaka wyłaniała się z akt sprawy, w tym i z relacji personelu szpitalnego) przekonująco brzmiały twierdzenia oskarżonego, że B. G. (1) był już wtedy zniecierpliwiony tym opóźnieniem, pytając się czemu oskarżonego tak długo nie było. Siłą rzeczy cała ta sytuacja musiała wpływać również na zachowanie oskarżonego i negatywnie na jego koncentrację przy podawaniu leków, mogąc skutkować zmniejszeniem uwagi. Kończąc, lek podawał wówczas przy sztucznym świetle - patrząc na porę roku i moment gdy wrócił do mieszkania.
Z karty informacyjnej ze szpitala, jaką oskarżeni otrzymali przy wypisie w dniu 06 marca 2020 r. wynika tylko tyle, że insuliny należy podać „4 j” – bez bliższego sprecyzowania co to za jednostki.
Ampułka G. R. ma podziałkę w postaci 10 kresek, bez bliższego oznaczenia numerowego. Odróżnia to ją np. od tej umieszczonej w oglądanym w toku śledztwa penie ClickSTAR gdzie umieszczone na ampułce przy podziałce oznaczenia cyfrowe (50,100,150,200,250) wyraźnie ostrzegają ile przypada leku na każdą kreskę na ampułce (k. 555 III).
Na samej ampułce były wprawdzie na boku napisy: „3 ml” i że „100 jm/ml”, które przy dokładniejszej analizie pozwalają rozeznać się w tym jak duże stężenie insuliny zawiera ampułka. Niemniej jednak wymaga to pewnej uwagi i staranności, której oczywiście można było w realiach sprawy bezspornie wymagać ale też nie sposób wykluczyć, że jej
in concreto akurat zabrakło – też patrząc na dość chaotyczną osobowość oskarżonego B. Ł., jaka wyłaniała się z jego zachowań podczas rozprawy głównej przy bezpośrednim kontakcie z podsądnym.
Pewien refleks takiej wersji zdarzenia odnaleźć można w tym fragmencie depozycji oskarżonego, w którym opisywał rzekomą relację K. O. wobec personelu karetki pogotowia, twierdząc, że ten miał w pewnym momencie mówić o „czterech kreskach”, a oskarżony prostować, że chodzi jednak o „cztery jednostki” (k. 1157 VI). Podobnej rozmowy nie potwierdzali członkowie personelu medycznego, a i K. O., skoro nie dawkował leku (a negował to stanowczo zarówno on sam jak i oskarżony), nie miał logicznego powodu odzywać się w podobny sposób. Sam jednak fakt wplecenia tego wątku do depozycji oskarżonego był symptomatyczny – bo pośrednio sugerował, że oskarżony po czasie mógł się jednak zorientować co tak naprawdę legło u podstaw zawyżonego dawkowania insuliny.
Dla opisanej wersji, że oskarżony rzeczywiście pomylił się w dawkowaniu, da się zarazem w pełni logicznie wytłumaczyć jego nietypowe dla umyślnego działania zachowanie w dniu 08 marca 2020 r. Demonstrując szczerze wobec personelu medycznego brakującą dużą ilość podanej insuliny oraz wadliwy sposób jej wstrzykiwania, mógł rzeczywiście wówczas wykazywać zdziwienie, że lekarze mają tu jakieś zastrzeżenia skoro zakładaną (w jego przekonaniu) dawkę udało się mu jednak zachować nawet jeśli sposób podania leku nie był – delikatnie to ujmując – konwencjonalnym.
Przy owych 4 kreskach z ampułki byłoby to łącznie 120 jm podanej jednorazowo pacjentowi. Przyznać należy, że w ampułce brakuje jeszcze więcej (bo łącznie ok. 200 jm). Dodając jednak do tego ewentualne jakieś możliwe nieznaczne przekroczenie owych 4 kresek, trzykrotne też nie do końca gwarantujące precyzję podawanie insuliny przez oskarżoną, gdzie mogła podawać jednak więcej niż po 4 ml ale też nie na tyle dużo by spowodowało to jakiś uszczerbek na zdrowiu pokrzywdzonego, usuwanie powietrza z igły, próby jak wygląda dozowanie insuliny podawanie w ten sposób (wspominał o tym sam oskarżony ale też wtedy zarazem bardzo stanowczo negował aby wypływ był wtedy jakoś nadmierny), ostatecznie mogło rzeczywiście być tak, że ubyło w ten sposób łącznie aż ok. 200 jm od momentu gdy otwarto tę ampułkę 06 marca 2020 r. w godzinach wieczornych do chwili gdy ją okazano personelowi karetek pogotowania rankiem 08 marca 2020 r.
Podkreślić z drugiej strony raz jeszcze należy, że praktycznie w 24 godziny od zakupu opakowania G. R. do ostatniego dawkowania przez B. Ł. wieczorem 07 marca 2020 r. z owej ampułki ubyło tego leku aż 200 jm – a więc ilość wielokrotnie przekraczająca to co było zalecane dla pacjenta. Gdy zapisane dawki miał do tego minimalne – właśnie z uwagi na sporą wrażliwość w jego ogólnym stanie zdrowia. W sposób oczywisty wyklucza ten fakt finalne wersje samych oskarżonych, próbujących nakierować postępowanie na poszukiwanie innych możliwych przyczyn zgonu - gdy ta prawdziwa wylania się z powyższego ustalenia.
Bezspornym jest przy tym, że skoro dopiero po podaniu leku po raz czwarty (w tym pierwszy przez B. Ł.) doszło do zapaści u pacjenta, a łącznie ubyło aż 200 jm insuliny na przestrzeni zaledwie 24 godzin między wieczorem 06 marca 2020 r. a wieczorem 2020 r., to właśnie owo czwarte podanie leku przyniosło za sobą znaczące przedawkowanie insuliny prowadzące do hipoglikemii. Tym bardziej, że przy jego stanie zdrowia był on szczególnie wrażliwym w tym zakresie. Krótkotrwałość działania insuliny jest przy tym na tyle wysoka, że przy zachowaniu odstępów czasowych nie ma obawy wystąpienia „nałożenia się” dawek na siebie. Jednocześnie samo zachowanie oskarżonego na miejscu rankiem 08 marca 2020 r. jasno sugerowało nieumyślność jego działania. Te dwa newralgiczne momenty tej sprawy splata właśnie wersja, że B. Ł. - gdy musiał zająć się samodzielnie pokrzywdzonym – w ferworze całej tej sytuacji (wieczór, pośpiech po powrocie do domu, konieczność zrobienia pokrzywdzonemu czegoś do jedzenia) po prostu nieumyślnie podał za dużo leku, a przyczyniło się do tego podawanie leku przez oboje oskarżonych od początku wprost z nieprzeznaczonej do takiego bezpośredniego podawania bez wykorzystania pena ampułki ale z konsekwencjami innymi niż założył prokurator (nie niekontrolowany wypływ leku lecz zasugerowanie się istniejącą dla całkiem innego celu podziałką na ampułce).
Sprzyjały temu i pewne uchybienia informacyjne samego szpitala, potwierdzane przez Rzecznika Praw Pacjenta – nawet jeśli za część z nich winić należy co najmniej w równym stopniu samych oskarżonych, którym się tak spieszyło, że nawet nie poczekali od razu na otrzymanie karty wypisowej, a sami wobec personelu twierdzili, że z opieką sobie poradzą.
Dodać tu trzeba, że oskarżony B. Ł. w swoich wyjaśnieniach z oczywistych powodów nie wspominał wprost o takiej genezie błędu. Jego linia obrony szła bowiem jeszcze dalej i ostatecznie zakładała w ogóle negowanie własnej odpowiedzialności karnej. Tymczasem przyznanie, że pomylił dawki nieuchronnie rodziłoby dla niego odpowiedzialność karną za skutek w postaci śmierci (czego dowodem jest zresztą niniejszy wyrok).
Z powodów opisanych powyżej Sąd nie dał wiary oskarżonej H. K. – Ł. w tym zakresie, w jakim nie przyznawała się do zarzucanego jej osobnego czynu. Ustalając, że dawkowała insulinę z ampułki nie przeznaczonej do bezpośredniego dawkowania bez użycia pena, nie ulegało dla Sądu wątpliwości, że musiała też mieć przy swoim wykształceniu świadomość tego, że nie da się tą drogą dawkować leku na tyle dokładnie aby to nie groziło ryzykiem jakiegoś przedawkowania i nie stwarzało bezpośredniego zagrożenia dla zdrowia i życia pacjenta. Oskarżeni po prostu wyszli z założenia, że da się jakoś dotrwać do poniedziałku gdy uzyskają brakującego pena w poradni.
Uzupełnić ów wywód należy dostrzeżeniem, że oskarżeni wykupili (głównie 06 marca 2020 r. ale potem dokupowali) wszystkie leki (poza psychiatrycznym – gdzie logicznie, patrząc też na rysującą się z zeznań świadków osobowość zmarłego, który rzeczywiście mógł nie chcieć tego leku, wyjaśniono powód nie wykupienia). Są w dawkowaniu pewne nieprawidłowości ale takie, które samoistnie już na pierwszy rzut oka nie uzasadniałyby tak ostrego pogorszenia stanu zdrowia pacjenta. Ustalony stan faktyczny wskazuje do tego na jakiś bałagan organizacyjny przy sprawowaniu opieki nad pacjentem, brak wewnętrznego przepływu informacji między oskarżonymi Nie sugeruje natomiast działania intencjonalnego. Znaczący problem z dawkowaniem leków przez oskarżonych dotyczy wyłącznie insuliny. Podważa to dodatkowo tezę o jakimś umyślnym działaniu oskarżonego nakierowanym na spowodowanie uszczerbku na zdrowiu pokrzywdzonego czy tym bardziej spowodowanie śmierci.
Symptomatyczne było tu zarówno dokupienie dla pacjenta jeszcze rankiem 07 marca 2020 roku zapisanej choremu M. (bez recepty i na odkażanie ran – gdy najwyraźniej taka potrzeba się ujawniła albo gdy leku dzień wcześniej nie było jeszcze w aptece) jak i wieczorem 07 mara 2020 roku również drugiego opakowania S. 20, zapisanego przy wypisie, co do którego B. K. – Ł. akurat nie zrealizowała recepty (przy czym jedno opakowanie – jak wynika ze zdjęć z k. 555 III – mieszczące w zależności od producenta od 28 do 30 tabletek przy dawce 1 tabletka dziennie starczało i tak na cały miesiąc) ale zrobił to za nią jej mąż wieczorem tego samego dnia.
Zwłaszcza przypadek z lekiem S. 20 (20 mg) jest w kontekście prowadzonych rozważań symptomatycznym i potwierdza tezę o bałaganie przy sprawowaniu opieki, zarazem uprawdopodabniając i tę o nieumyślnym przedawkowaniu insuliny z analogicznych powodów. Choremu miano podawać 1 tabletkę na dobę – co wynika z jego wypisu szpitalnego z dnia 06 marca 2020 r. W dniach 06 marca 2020 r. i 07 marca 2020 r. B. G. powinien zatem otrzymać od oskarżonych łącznie 2 tabletki – po jednej dziennie. Tymczasem w przekazanych przez oskarżoną lekach (k. 56 – 57 I, zdjęcia: k. 555 III sąd.) brakuje łącznie 3 tabletek – w jednym opakowaniu jednej, w drugim opakowaniu dwóch. Gdy uświadomić sobie fakt, że jedno z nich na pewno musiało być tym dokupionym przez B. Ł. dopiero w dniu 07 marca 2020 r. wieczorem, jasnym jest, że oskarżony rzeczywiście potem podawał choremu leki gdy po powrocie z apteki wrócił na ul. (...). Najwyraźniej omyłkowo podał on wówczas po raz drugi dawkę leku S. 20, którą już wcześniej tego samego dnia zdążyła – gdy jeszcze była obecna - zaordynować pacjentowi H. K. - Ł. z posiadanego pierwszego, kupionego jeszcze w dniu 06 marca 2020 r., opakowania. Ewidentnie tego faktu nie odnotował oskarżony gdy wieczorem osobiście i bez asysty żony samodzielnie dawkował leki. Tak B. G. dostał w ciągu 2 dni opieki łącznie 3 dawki leku S. 20 zamiast 2, z dwóch różnych opakowań tego samego leku. Trudno tej sytuacji nie rozważać inaczej niż w kategoriach ewidentnego błędu oskarżonych przy wymienianiu się opieką nad pacjentem, generowanego jakimś bałaganem organizacyjnym i obciążającego ich niewątpliwie jako opiekunów – ale nieumyślnego.
Z tej przyczyny Sąd nie dał przy tym wiary oskarżonym, że rzeczywiście dawkowanie leków przebiegało bez zarzutu, z zachowaniem należytej staranności i przy niezbędnej wymianie informacji pomiędzy opiekunami. Znów – ta część wyjaśnień oskarżonych stanowiła li tylko ich nieprawdziwą linię obrony zmierzającą do wykazania, że opieka była prowadzona wzorowo. Tymczasem tak nie było nawet gdy chodzi o inne leki – acz nie w stopniu, który by pozwalał na rozważanie tu umyślności działania.
Na marginesie, oskarżeni i tu popadali w wyraźną sprzeczność między tą częścią swoich twierdzeń, a wystosowaną przez siebie skargą do Rzecznika Praw Pacjenta, na którą odpowiedź złożyli następnie do akt sprawy – gdzie wprawdzie Rzecznik sygnalizował uchybienia informacyjne szpitala ale jednocześnie prowadziły one przecież od razu do konkluzji, że przełożyło się to jakoś następnie na obniżoną jakość opieki medycznej opiekunów nad pacjentem. Intencja wystosowania tej skargi była w gruncie rzeczy jasna: opieka oskarżonych jednak nie była wzorowa ale w jakimś zakresie wadliwa też z winy samego szpitala, który nie dość precyzyjnie poinformował pacjenta i opiekunów co ci dalej mają robić aby pacjent miał pełen komfort medyczny. Idealnie przy tym korespondowała właśnie z wersją, że do śmierci pokrzywdzonego doszło na skutek błędu oskarżonego B. Ł. w dawkowaniu insuliny.
Z drugiej strony, zwracała uwagę sytuacja z lekiem E.. W dniu 07 marca 2020 r był on podany bezspornie przez B. Ł. skoro brak jest jednej tabletki w opakowaniu zakupionym dopiero wieczorem tego dnia przez oskarżonego. A zatem w tym zakresie wywiązał się on z opieki i prawidłowo podał zapisany lek gdy wtedy nabył jego opakowanie. Patrząc na pusty stary blistr, który potem wydała oskarżona policji w dniu 24 marca 2020 r., zakup wynikał właśnie z faktu stwierdzenia, że E. już w domu nie ma. Pośrednio przeczy to tezie aktu oskarżenia, że stan zdrowia pokrzywdzonego był w tym momencie dla oskarżonego aż do tego stopnia obojętnym, iż można mówić o jego umyślnym działaniu w zakresie skutku.
Choć oskarżonym znany był ogólnie zły stan zdrowia pokrzywdzonego, co powinno właśnie wzmacniać troskę o jego stan zdrowia też w aspekcie sposobu podawania insuliny, przy ówczesnym ferworze organizowania opieki nad nim, zajmowania się równocześnie sprawami majątkowymi oraz koniecznością wymieniania się opieką, nie da się przy tym w pełni przekonująco wykluczyć i takiej możliwości, że dopuścili się tu zaniedbań rażących (łącznie z decyzją o wadliwym podawaniu insuliny przez weekend) – ale o charakterze li tylko nieumyślnym.
Reasumując, ostatecznie – kierując się tu dyrektywą z art. 5 §2 k.p.k. – Sąd przyjął właśnie, że oskarżony pomylił się w dawkowaniu leku, a najbardziej prawdopodobną z punktu widzenia doświadczenia życiowego i logiki zdarzeń możliwą genezę owego błędu opisano powyżej. W rezultacie Sąd w tym zakresie nie dał wiary negującym też taką możliwość depozycjom oskarżonego – oraz w korespondującej tu części relacji też jego żony i K. O. – jako zmierzającym do uniknięcia odpowiedzialności karnej i ochrony oskarżonego przed (w tym zakresie) zasadnym zarzutem. Z drugiej – dał im wiarę, że nie spowodowali umyślnie znacznego uszczerbku na zdrowiu i tym bardziej śmierci pokrzywdzonego B. G..
Zakończyć ów wywód należy uzupełnieniem, że Sąd dostrzegał naturalnie w realiach sprawy istnienie możliwego motywu do tego aby oskarżeni nawet intencjonalnie zabili pokrzywdzonego.
Bezspornie w tle całej sprawy toczyła się walka o majątek po pokrzywdzonym B. G., którego stan zdrowia na początku 2020 r. się wyraźnie pogarszał i - jak wynika z ocen biegłej A. J. - mógł nawet z powodów czysto naturalnych nie dożyć wakacji 2020 r. czy choćby końca roku. Do tego nie miał oczywistych spadkobierców. Istotnym elementem owej walki była opieka nad zależnym od opiekunów pokrzywdzonym, który w owym okresie zapisywał spadek temu, kto się nim był gotów w danej chwili zajmować i do kogo miał on akurat większe zaufanie. W realiach sprawy widać było starania oskarżonych o uzyskanie pełnomocnictwa notarialnego, też o powtórne przebadanie psychiatryczne pokrzywdzonego – aby nie było na przyszłość wątpliwości co do zdolności do testowania. Sam potencjalny spadek nie był może bardzo wielkim ale przez objęcie nim również mieszkania w realiach polskich jednak dość znaczył materialnie (pozostawiając już nawet na boku też wartość trudnych do oszacowania pamiątek po artystach i pewne zasoby gotówkowe zmarłego). Wreszcie, dostrzec należało podjętą przez oskarżoną H. K. – Ł. po śmierci pokrzywdzonego próbę uzyskania odszkodowania z (...) – gdzie wprawdzie ostatecznie okazało się, że kwota odszkodowania jest śladowa (1.500 zł) ale przesłanie do ubezpieczyciela informacji o śmierci wraz z kopią napisanej przez B. G. w dniu 29 lutego 2020 r. dyspozycji o zmianie upoważnionego do odbioru odszkodowania oraz wnioskiem o wypłatę sumy ubezpieczenia stanowiło czytelny przejaw chęci uzyskania należnych z tego tytułu świadczeń, o których istnieniu co do zasady (ale co warte podkreślenia – wtedy jeszcze nie wysokości) oskarżona wiedziała już w dacie 29 lutego 2020 r. skoro wówczas B. G. (1) napisał to oświadczenie, które potem znalazło się w posiadaniu oskarżonej podczas przeszukania.
Na powyższe nakładała się dość trudna sytuacja majątkowa i życiowa oskarżonych. Sąd nie dał tu wiary oskarżonej, która w pewnym momencie którejś mowy końcowej twierdziła, że cyt. „ma gdzie mieszkać i nie potrzebowała mieszkania pokrzywdzonego”. Deklarowane przez nich oficjalne dochody są małe. W owym czasie pozostawali (i – choć to oskarżona na koniec inaczej przedstawiała – faktycznie nadal pozostają) w sporze z Burmistrzem Gminy i Miasta S.. Ciążąca na nich zaległość podatkowa i egzekucje komornicze (pozostawiając na boku konstytucyjność źródła zobowiązania podatkowego – k. 595 III sąd.), mimo wstrzymania jej wykonania, na marzec 2020 r. przecież na nich ciążyła, stale do tego się powiększając poprzez przyrosty odsetek. Na dodatek posiadają niepełnosprawne dorosłe dziecko, wymagające stałej opieki, a także drugie – nadal studiujące i pozostające na ich utrzymaniu. Wymaga rehabilitacji – a koszty tego dawało się odczytać pośrednio nawet z załączonych do akt opinii o jej stanie zdrowia. Środki finansowe pochodzące ze spadkobrania po pokrzywdzonym niewątpliwie polepszyłyby zatem ich sytuację - czy to przez sprzedaż mieszkania, wynajem tudzież przekazanie synowi.
Pogarszający się stan zdrowia pokrzywdzonego sugerował, że nie będą musieli czekać zbyt długo na otwarcie się spadku po podopiecznym. Z drugiej strony, przedłużanie się opieki nad B. G. (1) zwiększało jednak ryzyko, że ten znów się rozmyśli i tym razem odwoła testament sporządzony na korzyść oskarżonych. Nakładało się na to wspomniane wcześniej ogólne organizacyjne nieprzygotowanie oskarżonych do sprawowania opieki nad drugą osobą wymagającą stale takiej opieki i to przebywającą w zupełnie innym mieście. Z drugiej strony zaznaczyć należy fakt, że sam pokrzywdzony miał własne dochody. Przejmując nad B. G. opiekę, oskarżeni nie brali zatem na siebie jeszcze jednej osoby na utrzymanie – bo w ślad za tym szedł jednak dostęp i do jego emerytury, pozwalającej choćby na wynajęcie opiekunów. Mimo to można sobie wyobrazić i taki scenariusz, w którym oskarżeni – czy sam oskarżony – chcieliby przyspieszyć możliwe spadkobranie poprzez doprowadzenie do szybszej śmierci pokrzywdzonego aby ten okres opieki znacząco się nie wydłużał. Zaznaczając, że oczywiście wówczas kwalifikacja byłaby też dalej idąca aniżeli ta, którą zawarł prokurator w akcie oskarżenia co do B. Ł..
Reasumując, istnieją w sprawie istotne poszlaki przemawiające za koniecznością rozważania też tych najdalej idących wersji zdarzeń. Powtórzyć zatem należy, że Sąd naturalnie widział, że w tle rozpoznawanej sprawy rysował się bardzo wyraźny motyw nawet do działania umyślnego w zakresie skutku śmiertelnego – ale z powodów opisanych wcześniej nie było dostatecznych dowodów do przyjęcia aż tak daleko idącej, zarazem najbardziej niekorzystnej dla oskarżonych, wersji zdarzenia. Rysowały się za to w sprawie wątpliwości o charakterze nieusuwalnym, skłaniające do uznania działania – po stronie oskarżonego B. Ł. - za występek o charakterze nieumyślnym, a w wypadku H. K. – Ł. – tylko w aspekcie art. 160 §2 k.k. W efekcie takie też były końcowe ustalenia Sądu – i opisana powyżej ocena wyjaśnień oskarżonych.
|