| |
Częściowo wyjaśnienia oskarżonej M. W.
|
Jak już uprzednio wskazano, nie ubiegła uwadze Sądu tendencja oskarżonej do modyfikowania składanych depozycji w zależności od jej aktualnej sytuacji procesowej i ustaleń dokonanych w toku postępowania. Z tej przyczyny ich oceny Sąd dokonał szczególnie wnikliwie, zachowując przy tym dużą dozę krytycyzmu.
Na początkowym etapie postępowania oskarżona częściowo przyznała się do popełnienia zarzuconego jej czynu, potwierdzając iż zraniła męża, jednak kategorycznie zaprzeczając, aby miała przy tym zamiar jego zabójstwa. Na tym etapie M. W. wyjaśniała w sposób chaotyczny, a podawana przez nią wersja wydarzeń była wewnętrznie niespójna. Oskarżona podtrzymywała przy tym, że do zranienia R. W. doszło w ramach obrony koniecznej – co nie znalazło potwierdzenia w toku postępowania. Mając na względzie konkluzje z opinii sądowo-lekarskiej dot. mechanizmu powstania obrażeń u R. W., a także oględzin osoby M. W. dokonanych w momencie jej zatrzymania (a zatem bezpośrednio po zdarzeniu) Sąd odrzucił tę część wyjaśnień oskarżonej, w której wskazywała ona, iż nie wyprowadziła względem męża żadnych ciosów, lecz jedynie trzymała nóż przed sobą dla odstraszenia pokrzywdzonego podczas trwającej między nimi awantury, zaś obrażenia odniesione u R. W. miały powstać na skutek jego nacierania, atakowania oskarżonej. W szczególności przeczy temu lokalizacja rany znajdującej się przy kręgosłupie pokrzywdzonego – do jej powstania nie mogło bowiem powstać w okolicznościach podawanych pierwotnie przez oskarżoną, kiedy to R. W. miał ją bić i szarpać, a zatem być do niej skierowany przodem. Sąd nie dał również wiary tym twierdzeniom oskarżonej, w których zaprzeczyła ona, aby uderzyła małżonka kuflem w głowę – M. W. potwierdziła bowiem iż tego rodzaju naczynie w trakcie trwającej między małżonkami awantury na stole, stwierdzając przy tym również na początkowym etapie swoich wyjaśnień, iż pokrzywdzony mógł sam się uderzyć przedmiotowym kuflem.
Sąd nie dał zatem wiary tej części wyjaśnień oskarżonej, w której opowiadając o przebiegu feralnego wieczoru wskazała ona, iż R. W. nieoczekiwanie zaatakował ją znajdując się pod silnym wpływem alkoholu, co miało polegać na rzuceniu jej na podłogę, szarpaniu i popychaniu, złapaniu jej za głowę i kilkukrotnym uderzeniu w ścianę oraz pogoni za oskarżoną kiedy ta schroniła się w kuchni, gdzie następnie pokrzywdzony miał złapać żonę za gardło i zacząć ją dusić, a ta – broniąc się – złapała leżący nieopodal nóż używany wcześniej do krojenia arbuza i zaczęła nim machać przed sobą na oślep, aby przestraszyć męża. W toku pierwszego przesłuchania, bezpośrednio po zdarzeniu M. W. zasłaniała się przy tym niepamięcią co do ilości zdanych mężowi ciosów, bagatelizując zaistniałą sytuację i wskazując, iż dopiero po przyjeździe na miejsce funkcjonariuszy policji zauważyła, iż pokrzywdzony krwawi z ramienia. Oskarżona wskazywała również, że kulminacyjny moment zdarzenia miał miejsce w kuchni i to tam doszło do zranienia nożem R. W., podczas gdy w trakcie oględzin miejsca zdarzenia ujawniono liczne ślady krwawe, z których znaczna większość znajdowała się w pokoju dziennym w okolicy rozkładanej kanapy, na której małżonkowie siedzieli przed awanturą oraz na leżącym na niej kocu.
Depozycje oskarżonej i pokrzywdzonego są wprawdzie spójne co do tego, że doszło do szamotaniny i wzajemnej wymiany ciosów, w tym zakresie Sąd dał im zatem wiarę, jednak z materiału dowodowego – a w szczególności z protokołu oględzin ciała M. W. sporządzonego przy jej zatrzymaniu – nie wynika, aby doznała ona obrażeń wskazujących na duszenie jej przez pokrzywdzonego.
Podawany przez oskarżoną pierwotny opis okoliczności, które doprowadziły do rękoczynów między małżonkami również został przez Sąd odrzucony jako niewiarygodny – nie tylko z uwagi na brak korelacji z innymi dowodami w sprawie, ale przede wszystkim z powodu wewnętrznej sprzeczności wyjaśnień M. W. w tym zakresie. Oskarżona plątała się w składanych depozycjach, nie zachowując ich konsekwencji nawet w toku tego samego przesłuchania. I tak przykładowo: w dniu 20 sierpnia 2024 r. oskarżona podała, że w dniu zdarzenia rano R. W. spotkał się z kolegami, z którymi spożywał alkohol, a po powrocie do domu był spokojny i poszedł spać aż do wieczora, kiedy to po przebudzeniu się wszczął awanturę, w trakcie której zaatakował M. W.. W tym fragmencie wyjaśnień oskarżona w żaden sposób nie odnosi się do faktu spożywania przez siebie alkoholu. Po chwili jednak, na bezpośrednie pytanie przesłuchującego M. W. wskazała, że w dniu zdarzenia piła alkohol około godziny 14:00-15:00 podczas spaceru z psem, na który wyszła aby się zrelaksować i „przestać słuchać krzyków” męża. Kiedy zaś przesłuchujący zapytał oskarżoną, dlaczego potrzebowała się uspokoić skoro zgodnie z wcześniejszymi twierdzeniami R. W. miał o tej godzinie spać oskarżona wyjaśniła, że „to trochę źle zabrzmiało, ja po prostu chciałam wyjść z psem”. Abstrahując od wewnętrznej sprzeczności podawanej przez oskarżoną wersji wydarzeń, nie znajduje ona potwierdzenia w pozostałych zgromadzonych w sprawie dowodach. Jak bowiem wynika z uznanych za wiarygodne zeznań R. W., kłótnia między małżonkami w dniu 18 sierpnia 2024 r. została zapoczątkowana tym, że pokrzywdzony poczuł od oskarżonej woń alkoholu, który ta wypiła podczas powrotu do domu ze sklepu. Na podstawie potwierdzenia płatności oraz monitoringu zabezpieczonego ze sklepu (...) ustalono, że oskarżona robiła zakupy o godzinie 21:44, co wyklucza twierdzenia M. W., jakoby zakupiony alkohol miała spożyć w godzinach popołudniowych.
W toku kolejnych przesłuchań M. W. potwierdzała, że przed awanturą z mężem spożywała alkohol, niespójnie wskazywała jednak na jego rodzaj i ilość. Początkowo oskarżona twierdziła bowiem, że w dniu 18 sierpnia 2024 r. wypiła cztery piwa R. o zawartości 12% alkoholu, co zgodnie z jej depozycjami miało nastąpić między 13:00 a 15:00 podczas spaceru z psem. W trakcie posiedzenia w przedmiocie zastosowania tymczasowego aresztowania oskarżona podała ponadto, że w dniu zdarzenia nie spożywała już więcej alkoholu, zaś po wypiciu wskazanych piw zjadła jeszcze posiłek i odżywia się dosyć regularnie (k. 52). Z oględzin monitoringu ze sklepu (...) jednoznacznie wynikało jednak, iż wieczorem w dniu 18 sierpnia 2024 r. oskarżona dokonała dwóch transakcji: w pierwszej zakupiła cztery puszki piwa, w drugiej 200 ml butelkę wódki smakowej. Biorąc pod uwagę treść zeznań R. W., a nadto różne wersje wydarzeń podawane przez M. W., Sąd przyjął za niewiarygodne te wyjaśnienia, w których oskarżona wskazywała wyłącznie na zakup piwa, wskazując przy tym iż wszystkie cztery puszki tego napoju wypiła podczas powrotu do domu. Analiza całokształtu materiału dowodowego w sprawie doprowadziła Sąd do przekonania, że niezależnie od pozostałych szczegółów niewiarygodne są wszystkie podawane przez oskarżoną wersje wydarzeń, zakładające iż w danym dniu spożywała ona „tylko” piwo, we wskazanym przez siebie rodzaju i ilości. Na różnych etapach składania wyjaśnień oskarżona odmiennie wskazywała na porę dnia, o której miała wypić przedmiotowe piwo, za każdym razem jednak wskazując, że były to cztery puszki (500ml) piwa marki R. o zawartości alkoholu 12%. W zależności od przyjętej wersji oskarżona wskazany trunek miała spożyć albo podczas spaceru z psem w godzinach 13:00-14:00 lub 14:00-15:00, albo wieczorem podczas powrotu ze sklepu (...), oddalonego od mieszkania małżeństwa W. o kilka minut spaceru. W tym miejscu podkreślić należy, że zgodnie z badaniem alkomatem przeprowadzonym w dniu 18 sierpnia 2024 r. o godz. 23:39 u oskarżonej stwierdzono zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu na poziomie 1,26 mg/l (co odpowiada wartości 2,64 promila alkoholu we krwi).
Weryfikując powyższe okoliczności przez pryzmat zasad logiki, doświadczenia życiowego i orzeczniczego Sądu oraz ogólnodostępnych źródeł informacji, uwzględniając wiek, wzrost i szczupłą budowę ciała oskarżonej, deklarowany przez nią rodzaj i ilość spożytego piwa, założenie że metabolizuje ona alkohol w sposób przeciętny oraz fakt, iż zgodnie z jej twierdzeniami regularnie spożywa posiłki (w tym miała zjeść jeden posiłek po powrocie z popołudniowego spaceru z psem) stwierdzić należy, że gdyby M. W. wypiła wskazany przez siebie sposób w godzinach popołudniowych (przyjmując najszerszy podawany przez nią zakres, tj. między 13:00 a 15:00), wynik na poziomie 2,60 promila alkoholu we krwi (zbliżony do wartości wynikającej z badania alkomatem) byłby możliwy do odnotowania około godziny 2:15 w nocy z 18 na 19 sierpnia 2024 r., czyli ponad 11 godzin od wskazanej godziny jego spożycia. Nadmienić przy tym należy, że (przy podtrzymaniu wszystkich powyższych założeń) w międzyczasie, około godziny 17:45 szacunkowe stężenie alkoholu we krwi oskarżonej zbliżyłoby się do wartości 5,5 promila, podczas gdy przeciętna dawka śmiertelna przyjmowana jest na poziomie 4-5 promili. Gdyby dać oskarżonej wiarę, że piwo wypiła nie po południu, lecz wieczorem podczas powrotu ze sklepu (...) oczywistym jest, że możliwość odczytu wartości zbliżonej do 1,26 mg/l podczas pomiaru alkomatem zostałaby jeszcze bardziej odsunięta w czasie, zaś skutki spożycia całej wskazanej ilości alkoholu naraz podczas kilkuminutowego spaceru byłyby jeszcze bardziej gwałtowne. Jednocześnie w przypadku wypicia przez M. W. 200ml smakowej wódki (zawartość alkoholu przeciętnie na poziomie 30%), do czego miało dojść podczas jej powrotu do domu ze sklepu (...), tj. około godziny 21:45-21:50, około godziny 23:30 możliwe byłoby odnotowanie u niej zawartości alkoholu w wydychanym powietrzu na poziomie około 1,35 mg/dl (2,83 promila), co stanowi wartość znacznie bardziej zbliżoną do pomiarów wykonanych w niniejszej sprawie, a przez to – jawi się jako założenie znacznie bardziej racjonalne. Z tej przyczyny to właśnie ostatnią podawaną przez oskarżoną wersję wydarzeń w zakresie, w jakim odnosiła się ona do rodzaju, ilości i pory spożytego w dniu zdarzenia alkoholu, Sąd przyjął za wiarygodną.
Zdaniem Sądu przy ocenie wiarygodności wyjaśnień M. W. zasadne jest również skonfrontowanie wyjaśnień oskarżonej i przedstawianego w nich obrazu pokrzywdzonego z ustaleniami dokonanymi na podstawie innych zgromadzonych w sprawie dowodów oraz dokonanie ich analizy z punktu widzenia zasad racjonalnego rozumowania i doświadczenia życiowego.
Z wyjaśnień M. W. wynikało, że pokrzywdzony wielokrotnie stosował wobec niej przemoc fizyczną, i psychiczną, co zresztą miało spowodować podjęcie przez oskarżoną kilkukrotnie prób samobójczych – w tym dwóch jeszcze przed zawarciem z pokrzywdzonym małżeństwa. Oskarżona wyjaśniła, że R. W. regularnie spożywa alkohol, po którym robi się agresywny i wszczyna awantury. Oskarżona twierdziła przy tym, że w toku takich awantur R. W. miał ją poniżać, szarpać i bić, a nawet skręcić jej nogę, jednak po czasie zaprzestał stosowania wobec żony przemocy w obawie, iż ta poinformuje policję. M. W. podawała, że mąż zamykał ją w domu na klucz i nie pozwalał jej wychodzić. Pomimo opisywanej przez siebie gehenny, w tym próbach samobójczych niejako spowodowanych przemocowym zachowaniem pokrzywdzonego, po kilku latach związku z R. W. oskarżona zdecydowała się zawrzeć z nim związek małżeński, w trakcie którego podjęła kolejną próbę samobójczą – nie chciała jednak ani rozwieść się z pokrzywdzonym, ani choćby faktycznie się od niego odseparować, gdyż – jak twierdziła – obawiała się go.
Z relacji świadka D. K. wyłania się nieco inny obraz pokrzywdzonego, oskarżonej i ich wzajemnej relacji. S. wskazała na to, że wprawdzie często słyszała odgłosy dochodzące z mieszkania małżonków W., w tym kierowane wyzwiska, jednak nie była w stanie jednoznacznie stwierdzić, kto kogo wyzywał. W szczególności zeznania świadka nie potwierdzają, aby to R. W. miał regularnie awanturować się z małżonką czy stosować wobec niej przemoc – sąsiadka zresztą wprost zeznała, iż kłótnie między oskarżoną a pokrzywdzonym nigdy nie były na tyle silne, aby zaniepokoić sąsiadów i skłonić ich do wezwania policji.
Reasumując, w świetle całości zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego Sąd odrzucił podawaną początkowo przez oskarżoną wersję wydarzeń, zgodnie z którą do ugodzenia nożem pokrzywdzonego miało dojść w kuchni po tym, gdy ten zaatakował M. W. i szarpał ją, uderzał jej głową o ścianę oraz chwycił ją za szyję i zaczął dusić. Zdaniem Sądu w oparciu o dowody uznane w niniejszej sprawie za wiarygodne nie znajduje potwierdzenia podawana pierwotnie przez oskarżoną kolejność wydarzeń, a w konsekwencji również twierdzenia M. W. co do tego, iż miała ona działać w obronie koniecznej. Sama oskarżona w toku postępowania sądowego przyznała zresztą, że wprawdzie początkowo podawała taki przebieg zdarzenia, jednakże nie odpowiadał on prawdzie i miał na celu zatajenie prawdziwych okoliczności, w jakich doszło do zranienia R. W..
|
|
Wina i sprawstwo M. W. w zakresie przypisanego jej czynu nie budziły wątpliwości Sąd, przy czym odmiennie aniżeli w akcie oskarżenia przyjęto, iż stanowił on przestępstwo z art. 13 §1 k.k. w zw. z art. 156 §1 pkt 2 k.k. w zw. z art. 157 §1 k.k. w zw. z art. 11 §2 k.k., nie zaś usiłowanie zabójstwa ze skutkiem w postaci spowodowania u pokrzywdzonego średniego uszczerbku na zdrowiu.
Art. 156 §1 pkt 2 k.k. penalizuje spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu innego niż pozbawienie człowieka wzroku, słuchu, mowy, zdolności płodzenia (pkt 1 tego przepisu), wycięcia, infabulacji lub innego trwałego i istotne okaleczenia żeńskiego narządu płciowego (pkt 3) w postaci innego ciężkiego kalectwa, ciężkiej choroby nieuleczalnej lub długotrwałej, choroby realnie zagrażającej życiu, trwałej choroby psychicznej, całkowitej albo znacznej trwałej niezdolności do pracy w zawodzie lub trwałego, istotnego zeszpecenia lub zniekształcenia ciała. Z kolei przestępstwo z art. 157 §1 k.k., spowodowanie średniego uszczerbku na zdrowiu, popełnia osoba, która powoduje naruszenie czynności narządu ciała lub rozstrój zdrowia inny niż określony w art. 156 §1 k.k. (trwający jednak dłużej niż 7 dni, co wynika z wykładni systemowej tego przepisu, biorąc pod uwagę treść art. 157 §2 k.k.) Zgodnie z kolei z art. 13 §1 k.k. odpowiada za usiłowanie, kto w zamiarze popełnienia czynu zabronionego swoim zachowaniem bezpośrednio zmierza do jego dokonania, które jednak nie następuje.
Oskarżona wprawdzie nie przyznała się do winy i w toku postępowania, zarówno na etapie śledztwa jak i na etapie jurysdykcyjnym, utrzymywała że do zranienia R. W. doszło właściwie przez przypadek, zmieniając swoje wyjaśnienia co do opisu sytuacji poprzedzającej moment krytyczny. Od samego początku postępowania M. W. przyznawała się jednakże do tego, że trzymała w ręce nóż, którym dźgnięty został pokrzywdzony i celowała nim w jego stronę, machając narzędziem tak, aby wystraszyć R. W. i wzbudzić w nim respekt.
Konkluzje z uznanej przez Sąd za wiarygodną opinii sądowo-lekarskiej wskazywały przy tym jednoznacznie, iż doznane przez pokrzywdzonego R. W. obrażenia spowodowały u niego średni uszczerbek na zdrowiu w postaci rozstroju czynności narządów ciała na okres powyżej dni 7, przy czym sposób działania M. W. oraz użyte narzędzie narażało pokrzywdzonego R. W. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a nadto do stwierdzonych u pokrzywdzonego obrażeń mogło dojść w opisywany przez niego sposób. Biegły wskazał wprawdzie, iż na przestrzeni postępowania R. W. podawał różne wersje przebiegu zdarzenia, jednak oceniając tylko i wyłącznie charakter, lokalizację obrażeń ciała, ich ilość i umiejscowienie wprost stwierdzić należy, że powstały one w wyniku zadawania uderzeń pokrzywdzonemu. W trakcie opiniowania przed Sądem biegły podkreślił, że obrażenia takie jak stwierdzone u R. W. są typowe i charakterystyczne dla zadawania uderzeń nożem, co skutkowało powstaniem ran kłutych, a które były zlokalizowane w zakresie ramienia lewego oraz w tylnej części klatki piersiowej. Biegły wykluczył, aby do powstania tego typu obrażeń doszło w wyniku przypadkowego, wielokrotnego nadziewania się na narzędzie ostre, ostrokrawędziste lub kończyste, zaś obrażenia w zakresie ramienia i przedramienia, tj. cztery rany kłute, są charakterystyczne dla obrony przed uderzeniami zadawanymi przez osobę drugą, w tym wypadku oskarżoną M. W..
Pokrzywdzony został bowiem zraniony kilkukrotnie, a zadane mu ciosy wymierzone były w różne powierzchnie ciała i doprowadziły do powstania zranień zarówno na plecach pokrzywdzonego, jak i na jego lewej ręce. Przedstawiony przez M. W. opis szarpaniny w tej części jej depozycji, którym Sąd odmówił wiarygodności, nie wyjaśniał logicznie, w jaki konkretnie sposób miało dojść do zranienia R. W. w plecy. Oskarżona wielokrotnie zmieniała swoje, skądinąd chaotyczne, wyjaśnienia, klucząc przy tym i zasłaniając się niepamięcią. M. W. sugerowała przy tym, że umiejscowienie ran u R. W. wynikało z dynamiki sytuacji i powstały one przypadkiem w trakcie szarpaniny, kiedy to oskarżona miała bronić się przed agresją ze strony pokrzywdzonego. Do tej wersji wydarzeń krytycznie odniósł się opiniujący w sprawie biegły, stanowczo wykluczając, aby do powstania u pokrzywdzonego obrażeń mogło dojść w sposób opisywany początkowo przez oskarżoną. Lek. J. M. wskazał nadto, że stwierdzone u R. W. stłuczenie i krwiak na głowie nie mogły być następstwem przypadkowego uderzenia.
Analizując stopień i umiejscowienie ran R. W., a nadto posiłkując się dokumentacją medyczną pokrzywdzonego i materiałem poglądowym w postaci fotografii miejsca zdarzenia biegły ocenił, że uderzenie nożem w tylną część klatki piersiowej nie musiało być zadane z dużą siłą, gdyż nie penetrowało w głąb jamy opłucnowej, a przy tym prawdopodobne jest, że w wyniku zadania ciosu pokrzywdzony czując ból cofnął tułów, skręcił nim, co mogło skutkować brakiem głębszej penetracji ostrza do jamy opłucnowej. Uwzględniając liczbę ran oraz intensywność krwawienia z kończyny górnej lewej, o którym można wnioskować na podstawie fotografii wykonanych w mieszkaniu małżeństwa W., biegły stwierdził, że rany odniesione przez R. W. nie były płytkie ani powierzchowne, lecz drążyły w głąb tkanek miękkich, a poprzez gwałtowne ruchy pokrzywdzonego dochodziło do zapobiegania ich głębszej penetracji i uszkodzenia nerwów czy dużych naczyń tętniczych. Przy ocenie stopnia obrażeń pokrzywdzonego nie miał znaczenia fakt, że po opatrzeniu pokrzywdzonego w Szpitalnym Oddziale Ratunkowym Wojewódzkiego Szpitala (...) przy ul. (...) we W. został on wypisany do domu ani to, że w dniu zdarzenia spożywał on alkohol – zdaniem biegłego stan nietrzeźwości R. W. nie wpływał na obfitość jego krwawienia. Opiniując przed Sądem biegły podkreślił, że cechy ran stwierdzonych u R. W. jednoznacznie wskazują, że były to rany kłute – to jest takie, do których zadania potrzebna jest określona siła, aby narzędzie weszło w tkanki miękkie, nie zaś rany cięte, mające charakter powierzchowny. Biorąc pod uwagę przeprowadzoną przez biegłego analizę obrażeń stwierdzonych u pokrzywdzonego, a nadto opierając się na zeznaniach R. W. i tej części wyjaśnień M. W., którą Sąd uznał za wiarygodną, twierdzenia oskarżonej, że do zranienia męża doszło przez przypadek Sąd ocenił jako całkowicie niewiarygodne. Dla ustalenia zamiaru popełnienia czynu z art. 156 § 1 k.k. istotne jest wykazanie, że zamiar sprawcy obejmował nie jakiekolwiek naruszenie czynności narządów ciała lub rozstrój zdrowia, ale w aspekcie choćby ewentualnym ciężki uszczerbek na zdrowiu, w tym wynikający np. ze sposobu działania sprawcy. Ponadto między zachowaniem sprawcy a skutkiem musi istnieć związek przyczynowy, choć oczywiście nie jest wymagane uświadomienie sobie przez niego dokładnego przebiegu tego związku.
Dokonując analizy zamiaru jaki tempore criminis przyświecał oskarżonej Sąd miał na uwadze przesłanki przedmiotowe tj. rodzaj użytego narzędzia, siłę oraz ilość zadanych ciosów, a także spowodowane obrażenie i ich umiejscowienie. Nie należało jednak w żadnej mierze abstrahować także od powodu zajścia i motywów, które kierowały oskarżoną bez uwzględnienia jego stosunku do pokrzywdzonego, z którym pozostawała w wieloletnim, aczkolwiek burzliwym związku. Znaczenie w tej ocenie miały również właściwości osobiste, dotychczasowy tryb życia oraz zdolność oskarżonej do oceny sytuacji i przewidywania skutków swojego zachowania. Analiza tych przesłanek doprowadziła Sąd do uznania, iż oskarżona M. W. działała w zamiarze bezpośrednim spowodowania u pokrzywdzonego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Czyn nie był w żadnej mierze zaplanowany, lecz wynikał z zaostrzającej się awantury między konkubentami, podsyconej przez spożycie przez oboje z nich alkoholu. Co istotne, pokrzywdzony również przyznawał, iż aktywnie uczestniczył w kłótni, a wręcz zainicjował ją po tym, jak z ust małżonki poczuł zapach alkoholu, który ta wypiła potajemnie podczas powrotu ze sklepu. Dlatego też, mając również na względzie treść konkluzji przedstawionych przez biegłego z zakresu medycyny sądowej, zwłaszcza w trakcie jego przesłuchania - odrzucić należało wersję oskarżonej i pokrzywdzonego przed Sądem o przypadkowości uderzenia bądź uderzeń nożem, albowiem obrażenia stwierdzone u pokrzywdzonego powstały w sposób czynny i bezpośredni. Zarówno w pisemnej opinii złożonej do akt sprawy jak i w toku rozprawy przed Sądem biegły podkreślił, że sposób działania sprawcy oraz użyte narzędzie narażało pokrzywdzonego na nastąpienie skutków określonych w art. 160 k.k., tj. na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Opisując obrażenia odniesione przez R. W. oraz potencjalne konsekwencje, które mogły płynąć z zadania mu ciosów w ręce i klatkę piersiową biegły ocenił, iż z sądowo-lekarskiego punktu widzenia nie powstały one na skutek działania osoby, której celem było jedynie wystraszenie kogoś, albowiem charakter i lokalizacja ran wykluczają, aby były to zranienia przypadkowe.
W ocenie Sądu nie sposób było również uznać, iż oskarżona działała z zamiarem
ewentualnym spowodowania u pokrzywdzonego ciężkich obrażeń ciała czy też choroby realnie zagrażającej życiu. Jak wynikało z wyjaśnień oskarżonej i zeznań pokrzywdzonego, regularnie dochodziło między nimi do mniejszych lub większych kłótni, w których zdarzały się też rękoczyny ze strony R. W..
Znaczenie dla oceny zamiaru oskarżonej miała przy tym jej postawa bezpośrednio po zdarzeniu. Pokrzywdzona wprawdzie nie opuściła miejsca zdarzenia ani w żaden sposób nie próbowała zatuszować popełnionego czynu i dobrowolnie oddała się w ręce wezwanych na miejsce zdarzenia funkcjonariuszy, brak było jednak po jej stronie jakichkolwiek działań czy zachowań pozwalających wnioskować, aby wówczas szczególnie przejęła się losem męża. W szczególności nadmienić należy, że pomimo obfitego krwawienia, którego liczne ślady ujawniono w salonie, przedpokoju i kuchni mieszkania małżeństwa W., oskarżona w żaden sposób nie próbowała pomóc pokrzywdzonemu w zatamowaniu krwawienia, opatrzeniu ran czy wezwaniu pomocy, a wręcz bagatelizowała skutki swojego przestępczego działania – kiedy pokrzywdzony oświadczył, że wezwie pomoc, oskarżona skomentowała to słowami, aby „sobie dzwonił”. M. W. nie pomogła małżonkowi nawet w ten sposób, że nie podała mu swojej komórki, leżącej obok rozkładanej kanapy, aby ten mógł zatelefonować po pomoc – pokrzywdzony w tym celu wyszedł z salonu i odnalazł swój telefon komórkowy. Swoją postawę M. W. tłumaczyła tym, że nie zauważyła jak głębokie rany odniósł jej mąż – była zbyt oszołomiona szarpaniną i uderzeniami, które wymierzył jej R. W.. Zgodnie z twierdzeniami oskarżonej, dopiero po tym, gdy na miejsce przyjechali ratownicy medyczni i policja, zorientowała się że mąż krwawił obficie, a jego rany wymagały zaopatrzenia medycznego. Zdaniem Sądu powyższe twierdzenia zasługiwały na wiarę. Wprawdzie ślady krwawe ujawnione na miejscu zdarzenia były rozliczne i znajdowały się nie tylko w różnych pomieszczeniach, ale również na różnych powierzchniach, Sąd jednak dał oskarżonej wiarę co do tego, że świadomie zwróciła na nie uwagę dopiero po wyjściu z pokoju dziennego w asyście funkcjonariuszy policji. Uwzględniono bowiem zarówno to, że w trakcie szarpaniny i po niej M. W. znajdowała się pod wpływem silnych emocji, które spowodowały jej oszołomienie, jak również fakt, że była wówczas nietrzeźwa, a wobec tego jej postrzeganie otoczenia było zaburzone. Sąd zwrócił przy tym również uwagę na postawę R. W., który przed przyjazdem na miejsce ratowników medycznych samodzielnie również nie próbował w żaden specjalny sposób zabezpieczyć swoich ran, a co więcej – wzywając pomoc podkreślał przede wszystkim stan żony, nie swoje obrażenia. Z treści nagrania połączenia z numerem (...) jednoznacznie bowiem wynika, że dzwoniąc na numer alarmowy R. W. w pierwszej kolejności podał, że został zaatakowany nożem przez żonę i potrzebna jest pomoc medyczna – na pytanie dyspozytora odpowiedział jednak, że to nie on wymaga pomocy, lecz M. W., której „odwaliło i potrzebuje z powrotem do psychiatryka” (k. 199).W trakcie dalszej rozmowy pokrzywdzony przyznał, że nie jest pewien, czy sam nie wymaga pomocy medycznej, gdyż jest pod wpływem adrenaliny, niezależnie jednak od powyższego rozmowa z dyspozytorem skupiała się na potrzebie uzyskania pomocy w związku ze stanem psychicznym oskarżonej, a nie dolegliwością obrażeń pokrzywdzonego.
Podkreślić przy tym należy, iż w toku postępowania oskarżona wyraziła skruchę i przeprosiła byłego partnera, a pokrzywdzony wybaczył oskarżonej i wskazywał, że nie chce, aby była ona surowo ukarana, kocha żonę i planuje z nią przyszłość, chciałby wspólnie odbyć terapię małżeńską. O ile powyższe okoliczności miały wpływ na wymiar kary, orzeczonej przez Sąd – a wręcz na jej nadzwyczajne złagodzenie – o tyle jednak nie wskazują one na brak zamiaru popełnienia określonego przestępstwa przez oskarżoną. Podkreślić bowiem należy, że zranienie R. W. stanowiło punkt kulminacyjny kolejnej z wielu awantur pary. Bez względu na to, kto sprowokował kłótnię, oboje małżonkowie brali w niej czynny udział i w jej przebiegu wzajemnie podejmowali działania, które miały być przykre lub wręcz fizycznie bolesne dla drugiej strony.
Na podstawie zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego wykluczona została pierwotnie przedstawiana przez oskarżoną wersja, że zraniła ona R. W. przypadkowo, kiedy w trakcie sprzeczki mężczyzna krzyczał na nią, bił ją i dusił, wobec czego chwyciła za nóż i zaczęła nim machać przed sobą, aby wystraszyć męża i zdystansować go od siebie. W toku postępowania jednoznacznie ustalono, że w trakcie sprzeczki słownej M. W. chwyciła za nóż leżący obok i korzystając z tego, że pokrzywdzony siedział odwrócony do niej plecami, zadała pierwszy cios w jego klatkę piersiową, w okolicę przy kręgosłupie. Na skutek zadanego ciosu R. W. wstał, odwrócił się przodem do oskarżonej i podniósł ręce, aby zasłonić się przed dalszymi ciosami z jej strony. Oskarżona wyjaśniła wprawdzie, że celując nożem w stronę pokrzywdzonego chciała go wyłącznie odstraszyć i utrzymać na dystans, Sąd jednak nie dał wiary tej wersji wydarzeń. Przeczy jej bowiem po pierwsze fakt zadania pokrzywdzonemu kilku ciosów po różnych stronach ciała (w przypadku tylko jednego można byłoby rozważać kwestię, czy faktycznie nie został on zadany „odruchowo” w toku szamotaniny), po drugie zaś – mechanizm powstania obrażeń, opisany szczegółowo przez biegłego z zakresu medycyny sądowej.
Biegły jednoznacznie stwierdził, że na podstawie kształtu, umiejscowienia oraz rozmiaru rany wykluczają przypadkowość zranienia się o nóż. W ustnej opinii wygłoszonej przed Sądem w toku rozprawy padło kluczowe stwierdzenie –„biorąc pod uwagę lokalizację obrażeń, z punktu widzenia sądowo-lekarskiego, to nie są działania mające na celu wystraszenie kogoś (…) To nie są przypadkowe uderzenia mówiąc inaczej, ta lokalizacja nie jest przypadkowa” (k. 312). Biegły podkreślił nadto, że z uwagi na kształt rany do jej powstania nie mogło dojść wskutek przypadkowego „otarcia się” czy skaleczenia pokrzywdzonego o ostrze, albowiem są to rany kłute, drążące w głąb ciała, do których zadania potrzebna jest pewna siła, aby przebić się przez tkanki miękkie. Sąd uznał zatem, iż oskarżona w zakresie przypisanego jej czynu działała umyślnie w zamiarze bezpośrednim.
Podczas analizy okoliczności niniejszej sprawy Sąd doszedł do przekonania, iż kwalifikację prawną czynu przypisanego M. W. należało zmodyfikować, albowiem oskarżona nie działała z zamiarem zabójstwa R. W.. Zdaniem Sądu ustalone okoliczności faktyczne ujawnione w toku postępowania, oceniane przez pryzmat właściwości osobistych oskarżonej, sposobu jej działania, zagrożenia dla życia pokrzywdzonego nie pozwalają na wyprowadzenie wniosku, że podejmując przypisanie jej działanie, M. W. zachowaniem swoim ujawniła, że skutek w postaci śmierci pokrzywdzonego objęty był jej wolą, tj. aby oskarżona chciała doprowadzić do śmierci pokrzywdzonego. Ustalenia w zakresie strony podmiotowej czynu są bowiem obowiązkiem Sądu, który przypisuje oskarżonemu sprawstwo i winę w dokonaniu zarzucanego mu czynu.
Art. 9 § 1 k.k. definiuje umyślność w popełnieniu czynu jako istniejący po stronie sprawcy zamiar jego popełnienia, to jest wolę jego popełnienia albo przewidywaną możliwość jego popełnienia z jednoczesnym godzeniem się na to. Pojęcia umyślności, czy zamiaru, którym posługuje się wskazany przepis są jednak specyficznymi pojęciami technicznymi, którym nadano odmienne znaczenie od używanego w języku potocznym (w tym języku są one równoznaczne i oznaczają chęć osiągniecia czegoś). W ujęciu kodeksowym ich zakres jest szerszy od potocznego. Z jednej strony dotyczą właśnie sytuacji, w której sprawca chce popełnić czyn zabroniony (zamiar bezpośredni, czyli tzw. dolus directus), a z drugiej odnoszą się do sytuacji, w której sprawca, przewidując możliwość popełnienia czynu zabronionego, na to się godzi (zamiar wynikowy, tzw. dolus eventualis). Sam zamiar oznacza zachowanie ukierunkowane na osiągnięciu określonego celu z jednoczesnym sterowaniem takim zachowaniem przez sprawcę (ukierunkowywanie na ten cel). Ponadto w ramach samego zamiaru wyodrębnić można jego elementy składowe w postaci strony intelektualnej i wolutatywnej (red. Włodzimierz Wróbel, Andrzej Zoll, Kodeks karny. Część ogólna. Tom I. Cześć I. Komentarz do art. 1-52, wyd. V, WK 2016). Ta pierwsza sprowadza się do wyobrażenia celu i pozwala na rozpoznanie znaczenia czynu, a następnie na zadecydowanie o podjęciu określonego uzewnętrznionego zachowania. Strona wolutatywna oznacza natomiast dążenie do osiągnieciu celu oparte na motywacji, czyli sytuację, w której sprawca rozpoznaje możliwość realizacji określonego zachowania i decyduje się je ostatecznie zrealizować. Na marginesie należy przy tym zaznaczyć, że termin „chce”, którym posługuje się przepis art. 9 § 1 k.k. nie może być utożsamiany z emocjonalnie nacechowanym pojęciem „pragnie”. Zamiar bezpośredni, na który składa się owo „chcenie” nie musi być bowiem w taki szczególny sposób zabarwiony i wystarczy jedynie, aby sprawca przejawiał w ten sposób akt swojej woli (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 2 czerwca 2003 r., II KK 232/02, LEX nr 78373). Ponadto ocena zamiaru, z którym działał sprawca winna obejmować analizę jego zachowania z punktu widzenia prawdopodobieństwa wywołania skutku (jednoznaczne zmierzanie do skutku). Bezpośredniego zamiaru spowodowania śmierci nie można bowiem przypisać wyłączne na podstawie stwierdzonej obojętności sprawcy wobec istniejącej u niego świadomości możliwości nastąpienia zgonu pokrzywdzonego (wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 9 sierpnia 2013r., II AKa 266/13, Lex 1366152).
W kontekście elementów składowych zamiaru, z którym działa sprawca, dla oceny rodzaju tego zamiaru konieczne jest także dokonanie oceny osoby samego sprawcy. Chodzi tu o jego intelekt, właściwe mu psychofizyczne zdolności do oceny sytuacji oraz kojarzenia i przewidywania określonych skutków ludzkiego zachowania (wyrok Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu z dnia 25 maja 1995 r., II AKr 145/95, OSA 1995, z. 6, poz. 31). Skoro pierwszym elementem zamiaru jest jego część intelektualna, czyli umiejętność wyobrażenia sobie celu, która pozwala na rozpoznanie znaczenia czynu, to oczywistym staje się uwzględnienie tych osobistych cech sprawcy dla dokonania właściwej oceny zamiaru, z którym działał. Zamiar bezpośredni definiowany jest jedynie przez element woluntatywny, tj. chęć popełnienia czynu. Dla jego przyjęcia konieczna jest jednak także świadomość sprawcy co do celu i środków do tego prowadzących, czyli znamion czynu zabronionego, a następnie dopiero wola ich realizacji (postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 20 kwietnia 2017 r., II KK 104/17, LEX nr 228124). Nie ulega zatem wątpliwości, że w przypadku istnienia po stronie sprawcy pewności, co do zrealizowania swoim zachowaniem czynu zabronionego lub wywołania przestępnego skutku, zachodzą podstawy do przyjęcia zamiaru bezpośredniego w jego działaniu.
Jak wynika z powyższych rozważań, zamiar to określony proces zachodzący w psychice sprawcy, na który składa się szereg następujących po sobie procesów (intelektualnych i woluntatywnych), z których każdy wymaga wnikliwej analizy i oceny. Ocena ta musi być dokonywana z należytą wnikliwością i opierać się na odtworzeniu rzeczywistych przeżyć psychicznych sprawcy. Pomimo, że zamiar stanowi fakt psychologiczny, to podlega on dowodzeniu jak okoliczności przedmiotowe (postanowienie Sąd Najwyższego z dnia 25 lipca 2005 r., V KK 87/05, LEX nr 152493; M. Rodzynkiewicz, Próba prawnokarnej konstrukcji umyślności, Ruch Prawniczy, Ekonomiczny i Socjologiczny 1990, z. 3–4, s. 71–73). W większości przypadków nie istnieje możliwość rekonstrukcji zaszłości psychicznych i dlatego też konieczne jest oparcie się przy takich ustaleniach na okolicznościach zewnętrznych, przedmiotowych (postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 22 grudnia 2006 r., II KK 92/06 OSNwSK 2006, nr 1, poz. 2576; wyrok Sądu Najwyższego z dnia 11 kwietnia 2007 r., V KK 226/06, Prokuratura i Prawo, 2007, nr 12, poz. 19). Dodatkowo pomocne przy ustaleniach strony podmiotowej sprawcy jest także wnioskowanie w oparciu o pewne jego właściwości osobiste (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 21 stycznia 1985 r., I KR 320/84, OSNPG 1986, nr 2, poz. 17). Zatem ustalenia postaci zamiaru sprawcy dokonuje się na podstawie wszystkich okoliczności zdarzenia, w tym tych uzewnętrznionych, ze szczególnym uwzględnieniem pobudek zachowania sprawcy, jego właściwości osobistych, charakteru i stopnia rozwoju umysłowego. Jest to konieczne dla rozróżnienia postaci zamiaru, z jakim działa sprawca, co ma fundamentalne znaczenia dla właściwej oceny prawnokarnej takiego zachowania, w tym stopnia zawinienia. W konsekwencji stanowi także element wpływający na wymiar ewentualnej kary.
W okolicznościach, w jakich działała oskarżony konieczne jest wreszcie dostrzeżenie aspektu ewentualnego zakłócania jego procesu decyzyjnego. Z reguły bowiem w przypadku dokonania czynu pod wpływem alkoholu, czy środków psychotropowych, brak jest pełnej struktury procesu decyzyjnego. W takiej sytuacji także jest konieczne w zakresie przyjęcia określonego zamiaru sprawcy, poczynienie ustaleń, co do świadomości możliwości dokonania czynu zabronionego i doprowadzenia się do stanu nietrzeźwości, który osłabia lub wyłącza elementy kontrolne (Andrzej Zoll w: Kwalifikacja prawna czynu i wina niepoczytalnego sprawcy, w: Okoliczności wyłączające winę, red. J. Majewski, Toruń 2010). Do takich ustaleń niezbędna jest przy tym wiedza specjalna i stad też Sąd skorzystał w tym zakresie z opinii biegłych psychiatrów, którzy w sporządzonej opinii stwierdzili, iż pomimo zespołu uzależnienia od alkoholu stwierdzonego u M. W., w krytycznym czasie nie miała ona z przyczyn chorobowych zniesionej ani ograniczonej w stopniu znacznym zdolności rozpoznania znaczenia zarzucanego czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Stopień upojenia alkoholowego stwierdzony u M. W. bezpośrednio po zdarzeniu na podstawie badania alkomatem był na poziomie znacznie zaburzającym ocenę rzeczywistości, zwiększającym skłonność do impulsywnych działań, drażliwości, agresji i wahań nastroju. Jednocześnie było to upicie o przebiegu prostym, a zatem wobec oskarżonej nie zachodziły przesłanki do stwierdzenia ograniczonej w stopniu znacznym lub zniesionej poczytalności tempore criminis. Należy zwrócić uwagę, że pomimo zaburzonej oceny rzeczywistości na skutek spożycia alkoholu, oskarżona dopuścił się przestępstwa o nieskomplikowanym charakterze, które nie rodzi trudności w rozumieniu skutków takiego postępowania. W ocenie Sądu M. W. miała możliwość zrozumienia tak podstawowych i elementarnych zachowań. Nieznaczne ograniczenie rozumienia znaczenia czynów i pokierowania swoim postępowaniem jest okolicznością wpływająca na stopień winy, nie zaś jej rodzaj (vide: Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z dnia 31 marca 2005 r., II AKa 52/05).
Przed zadaniem pierwszego ciosu pokrzywdzony siedział odwrócony tyłem do oskarżonej, oglądając telewizję. Pomimo przewagi fizycznej był w tej chwili całkowicie bezbronny, albowiem nie zwracał uwagi na to, co robi oskarżona, a z uwagi na pozycję ciała jego możliwości obrony były początkowo bardzo ograniczone. Zważywszy na to, że M. W. dysponowała zarówno nożem jak i ciężkim, szklanym półlitrowym kuflem, zgodnie z zasadami logiki i doświadczenia życiowego Sądu należy ocenić, iż gdyby oskarżona kierowała się zamiarem zabójstwa męża – podjęty przez nią atak wyglądałby inaczej. Zdaniem Sądu fakt, że oskarżona zadała R. W. cios w plecy i to z nieznaczną siłą, a nie na przykład w szyję lub głowę, czy choćby nie rozpoczęła swojego ataku od uderzenia męża kuflem w głowę, by go ogłuszyć – dobitnie świadczy o tym, iż nie zmaterializował się u niej zamiar zabójstwa, choć przy tym oczywistym było, że swoim zachowaniem M. W. dążyła do spowodowania u męża ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
Brak było przy tym przesłanek wyłączających winę i bezprawność czynu przypisanego oskarżonej. W szczególności zaś Sąd nie podzielił zapatrywania, jakoby oskarżona miała działać w obronie koniecznej. Zgodnie z treścią art. 25 §1 k.k. nie popełnia przestępstwa, kto w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem, zaś §2 tego przepisu reguluje odpowiedzialność karną sprawcy, który przekroczył granice obrony koniecznej, w szczególności poprzez zastosowanie sposobu obrony niewspółmiernego do niebezpieczeństwa zamachu. Aby móc jednak mówić o możliwości zastosowania powyższego kontratypu, spełniony musi zostać podstawowy warunek – musi istnieć ryzyko zamachu na dobro prawne, a nadto zamach ten musi być nie tylko bezprawny, ale przede wszystkim bezpośredni.
Instytucja obrony koniecznej wielokrotnie była przedmiotem rozważań sądów, w tym Sądu Najwyższego, który przyjął, że „Dla zaistnienia obrony koniecznej koniecznym jest, aby sprawca działał z zamiarem obrony bezpośrednio zaatakowanego dobra prawnego. Wszelkie działania przedsięwzięte w celu odwzajemnienia krzywd doznanych uprzednio [...] nie mają charakteru obronnego. Niezbędnym elementem podmiotowym obrony koniecznej jest, aby akcja broniącego się wynikała ze świadomości, iż odpiera on zamach, i była podyktowana wolą obrony, nie zaś wolą odwetu. Ten podmiotowy element działania w obronie koniecznej ułatwia rozgraniczenie rzeczywistych działań obronnych od społecznie negatywnych aktów zemsty, samosądu lub chuligaństwa
(zob. wyrok SN z 30.12.1972 r., Rw 1312/72, OSNKW 1973/5, poz. 69; wyrok SN z 19.02.1997 r., IV KKN 292/96, Prok. i Pr.-wkł. 1997/7–8, poz. 1; zob. także wyrok SA w Lublinie z 15.01.1998 r., II AKa 181/97, Prok. i Pr.-wkł. 1999/1, poz. 23). Podejmowane działania muszą mieć bowiem charakter działań obronnych i muszą być motywowane wolą obrony, nie zaś np. rewanżu za wcześniejsze uderzenie
(wyrok SA w Krakowie z 13.05.1997 r., II AKa 94/97, Prok. i Pr.-wkł. 1998/5, poz. 20). Jest zatem oczywiste, że rozmyślne prowokowanie pokrzywdzonego w tym celu, aby sprowokowanego „napastnika” móc – pod pozorem wykonywania obrony – następnie ugodzić, neguje możliwość usprawiedliwienia działania sprawcy w obronie koniecznej
(wyrok SA w Lublinie z 20.05.1996 r., II AKa 111/96, Prok. i Pr.-wkł. 1997/9, poz. 15). W takiej bowiem sytuacji po stronie „broniącego się” ewidentnie brak woli obrony, istnieje natomiast zamiar zakamuflowania zamachu skierowanego przeciwko sprowokowanej osobie.”
(J. Giezek [w:] D. Gruszecka, K. Lipiński, G. Łabuda, J. Giezek, Kodeks karny. Część ogólna. Komentarz, Warszawa 2021, art. 25.)
Właśnie z uwagi na brak elementu bezpośredniego i bezprawnego zamachu nie sposób uznać, aby działanie M. W. było obroną konieczną. Wskazuje na to szereg okoliczności, zarówno związanych z przebiegiem awantury z dnia 18 sierpnia 2024 r., jak również z ogólnym charakterem jej związku z R. W.. Oskarżona była w długoletnim związku z pokrzywdzonym, przy czym oboje partnerzy przyznają, że ich relacja była bardzo burzliwa, występowały między nimi częste awantury, których przyczyną z reguły był fakt nadużywania alkoholu przez M. W.. Pokrzywdzony pracował, a jego zarobki stanowiły podstawowe źródło utrzymania rodziny. Oskarżona znajdowała sobie różne prace, mając przy tym znaczący problem z ich utrzymaniem ze względu na nadużywanie alkoholu. Pomimo częstych kłótni, oskarżona była związana z pokrzywdzonym przez kilka lat, a co więcej – z początkiem 2024 roku zawarła z R. W. związek małżeński. Tolerowała zarówno (...) i regularne spożywanie przez niego alkoholu, jak i sposób jego zachowania względem oskarżonej. Na podstawie depozycji obojga partnerów Sąd stwierdził, że przez długie lata akceptowali oni zarówno swój sposób życia, jak i charakter łączącej ich relacji, której nieodłącznym elementem było częste spożywanie alkoholu przez oboje małżonków, w większości przypadków kończące się awanturami. Nie umknęło jednak uwadze Sądu, że R. W. z czasem coraz mniej tolerował sposób, w jaki względem niego zachowywała się oskarżona – namawiał ją do podjęcia terapii, wielokrotnie proponował leczenie odwykowe oraz swoją pomoc, na co jednak M. W. reagowała irytacją.
Zgodnie z wyjaśnieniami M. W., pokrzywdzony miał rzekomo na przestrzeni lat wielokrotnie stosować wobec niej przemoc fizyczną, nie sposób zatem zrozumieć, dlaczego nie podjęła ona decyzji o zakończeniu relacji. Przed Sądem oskarżona przyznała, że była kiedyś w związku z partnerem stosującym wobec niej przemoc i związek ten bez skrupułów zakończyła z własnej inicjatywy, nie wyjaśniła zatem dlaczego, pomimo rzekomej agresji ze strony R. W., w tym przypadku nie podjęła takiej samej decyzji, a wręcz – po kilku latach związku – sformalizowała go poprzez wejście w związek małżeński z pokrzywdzonym.
Co szczególnie istotne, z zeznań przesłuchanego w sprawie świadka D. K. nie wynika, aby środowisko sąsiedzkie było zaniepokojone sytuacją rodzinną małżeństwa W.. Kobieta wskazała, że często słyszała dochodzące z mieszkania małżonków hałasy, jednak nie była w stanie stwierdzić aby były to wyzwiska kierowane przez jedną stronę do drugiej, a przede wszystkim – krzyki te nigdy nie miały takiego charakteru, aby zaniepokoić sąsiadów do tego stopnia, by zdecydowali się oni wezwać na miejsce policję. Jak ustalono w toku postępowania, w miejscu zamieszkania małżonków nigdy nie doszło do interwencji funkcjonariuszy w związku z domniemaną przemocą domową czy hałasami i wyzwiskami, a jedynie w związku z podjętymi przez M. W. próbami samobójczymi.
Co się zaś tyczy okoliczności samego zdarzenia przestępnego, brzemienna w skutki awantura między oskarżoną a R. W. początkowo miała wymiar wyłącznie słowny. W jej toku R. W. wyrażał swoje pretensje co do potajemnego spożycia przez oskarżoną mocnego alkoholu podczas drogi ze sklepu do domu, a ostatecznie odwrócił się do M. W. tyłem, chcąc zamanifestować mową ciała, iż nie ma ochoty na dalszą rozmowę z oskarżoną. Pomimo tego, oskarżona nie podjęła decyzji o deeskalacji konfliktu czy choćby opuszczeniu mieszkania, mimo że miała ku temu możliwość. Przeciwnie, to M. W. bezpośrednio sprowokowała dalsze wydarzenia, wykorzystując brak uwagi pokrzywdzonego i zadając mu cios nożem w plecy.
Oskarżona twierdzi przy tym, że to pokrzywdzony popchnął ją, szarpał, bił i próbował dusić, podczas gdy ona miała chwycić nóż jedynie po to, aby się przed jego atakami obronić. Pokrzywdzony stanowczo zaprzeczył temu, aby to on miał zaatakować żonę, wersja ta nie znalazła również potwierdzenia w pozostałym zgromadzonym w sprawie materiale dowodowym. Jak ustalono, w sposób zgodny z twierdzeniami R. W., w trakcie szarpaniny stosował on wobec M. W. przemoc fizyczną między innymi w postaci uderzeń w twarz, jednak nastąpiło to już po zranieniu go nożem. Należało zatem ocenić, że to działania R. W. stanowiły obronę konieczną przed zamachem ze strony M. W. – nie odwrotnie.
W ocenie Sądu nawet gdyby przyjąć, czego w żaden sposób nie można ani potwierdzić, ani wykluczyć, że bezpośrednio przed zdarzeniem doszło do szarpaniny między M. i R. W., nie stanowiło to dla oskarżonej sytuacji, w której uzasadnione byłoby dźgnięcie pokrzywdzonego nożem. Potwierdzeniem tego są jej wyjaśnienia, w których podała, że pokrzywdzony popchnął ją na łóżko, a następnie odsunął się od niej i w żaden sposób nie kontynuował starcia fizycznego. Nie sposób zatem uznać, aby zachowanie R. W. stanowiło bezprawny, bezpośredni zamach na dobro prawne (nietykalność cielesną, zdrowie i życie) oskarżonej.
Na podstawie wyjaśnień oskarżonej można wysnuć przypuszczenie, że stan nietrzeźwości, w którym się znajdowała nie pozwolił jej na racjonalną ocenę sytuacji jak również na podjęcie decyzji o zakończeniu konfliktu poprzez wyjście z pokoju czy nawet opuszczenie mieszkania, nawet gdy pokrzywdzony ostentacyjnie odwrócił się do niej plecami. Wręcz przeciwnie, pod wpływem alkoholu oskarżona była bardziej skłonna do podsycania konfliktu i podejmowania względem pokrzywdzonego nieuzasadnionych, złośliwych czy wręcz niebezpiecznych zachowań. Niewątpliwie wpływ na działania oskarżonej miał spożyty alkohol, powodujący u niej obniżony krytycyzm i utratę kontroli nad emocjami i reakcjami, co doprowadziło do tego, że w trakcie awantury zdecydowała się na zadanie pokrzywdzonemu ciosów nożem. W ocenie Sądu analiza zebranych dowodów, w tym zeznań pokrzywdzonego oraz wyjaśnień samej M. W. prowadzi do wniosku, że do pchnięcia pokrzywdzonego nożem nie doszło wskutek obawy przed agresją fizyczną z jego strony. Sąd nie rozstrzyga przy tym kwestii, kto zapoczątkował awanturę między małżonkami i w jaki dokładnie sposób wyglądała ich szarpanina – faktem jest jednak, co w trakcie wyjaśnień przed Sądem przyznała sama oskarżona, że bezpośrednio przed złapaniem za nóż nie miała kontaktu fizycznego z pokrzywdzonym, a ich kłótnia miała charakter wyłącznie werbalny. Gdyby zatem przyjąć, że faktycznie obawiała się przemocy fizycznej ze strony pokrzywdzonego, nie sposób zrozumieć, dlatego w tym czasie nie opuściła mieszkania. Oskarżona natomiast, zamiast opuścić mieszkanie i tym samym uchronić się przed rzekomą dalszą przemocą ze strony męża, swoim zachowaniem (polegającym na pchnięciu go nożem w plecy) wręcz spowodowała, że zadawał jej on dotkliwe uderzenia, by uchronić się przed dalszymi ciosami nożem. Analiza opisanych powyżej okoliczności zdarzenia pozwala na przyjęcie, przy jednoczesnym krytycznym stosunku do wiarygodności wyjaśnień oskarżonej, że pokrzywdzony poprzez swoje zachowanie nie był tylko biernym uczestnikiem awantury urządzonej mu przez oskarżoną, ale również czynnie w niej uczestniczył. Zaistniała sytuacja nie pozwala jednak na stwierdzenie istnienia po jego stronie zamachu, niezbędnego do zakwalifikowania zachowania oskarżonej w oparciu o omawiany kontratyp. Oskarżona pomimo opisywanego w swoich wyjaśnieniach wyzywania jej przez pokrzywdzonego swobodnie poruszała się po mieszkaniu, gdyż na tym etapie kłótni mąż nie stosował wobec niej przemocy fizycznej. Nawet gdyby przyjąć, o czym była już mowa wcześniej, że jeszcze przed pierwszym ciosem R. W. popchnął oskarżoną w ten sposób, że ta osunęła się na łóżko – stanowiło to odosobnione, nie idące dalej zachowanie, w żaden sposób nie usprawiedliwiające obrony poprzez zadawanie ciosów nożem.
Co również istotne, oskarżona nie skorzystała z leżącej obok komórki w celu skontaktowania się z kimś czy na przykład wezwania pomocy, mimo że – jak twierdziła – miało grozić jej niebezpieczeństwo ze strony męża. W momencie kłótni oskarżona swobodnie poruszała się po mieszkaniu, a pokrzywdzony nie stosował wobec niej żadnej siły ani przemocy fizycznej. Wynika z tego jednoznacznie, że w danym momencie nic nie zagrażało oskarżonej, a pokrzywdzony nie podejmował żadnych działań, które można byłoby zinterpretować jako ewentualny zamach. Pokrzywdzony dążył wręcz do deeskalacji konfliktu i odwrócił się do M. W. plecami, kończąc rozmowę. Pomimo tego M. W. po chwili zdecydowała się na chwycenie noża i wyprowadzenie ciosu w plecy pokrzywdzonego. Jak stwierdziła w swoich wyjaśnieniach, nóż chwyciła dla obrony przed R. W., chociaż w toku przesłuchania przed Sądem przyznała, że mąż jedynie na nią krzyczał, lecz w żaden sposób jej nie atakował fizycznie. Oskarżona nie była niczym przymuszona do dalszego przebywania w lokalu mieszkalnym razem z pokrzywdzonym. Takie jej zachowanie nie uzasadnia zatem obrony koniecznej. W analizowanej sytuacji brak było również cechy „konieczności” obrony. Oznacza ona, że obrona poprzez ingerencję w dobra pokrzywdzonego była jedynym środkiem na skuteczne odparcie zamachu. Niejako z analizy cechy konieczności obrony wynika konieczność oceny istnienia elementu współmierności obrony do niebezpieczeństwa zamachu. Przy ustalaniu owego niebezpieczeństwa trzeba mieć na uwadze między innymi rodzaj dóbr zaatakowanych, środki, którymi się posługuje, intensywność zachowania sprawcy, jego stan psychiczny, stopień jego determinacji, miejsce, w którym do takiego zachowania dochodzi. Zachowanie osoby powołującej się na obronę winno natomiast brać pod uwagę posiadane środki obrony, ich skuteczność. Z analizy tej wynika, że oskarżona w chwili zaatakowania męża nie musiała poradzić sobie z jego zachowaniem – R. W. chwilę wcześniej odwrócił się do niej tyłem i powrócił do oglądania telewizji. Zachowanie pokrzywdzonego w postaci wcześniejszych krzyków nie było przy tym nasilone oraz trwało zaledwie chwilę. Trudno zatem w tej sytuacji mówić o zaistnieniu elementu współmierności do niebezpieczeństwa. W ocenie Sądu, nawet przy uznaniu wiarygodności wyjaśnień oskarżonej i nawet tylko poprzez ich pryzmat zachowania oskarżonej nie można uznać za działanie w ramach kontratypu obrony koniecznej.
Za szczególnie istotny Sąd uważa bowiem mechanizm powstania obrażeń u pokrzywdzonego, albowiem wyklucza on zarówno przypadkowość działania oskarżonej, jak również podważa tezę, że zraniła ona pokrzywdzonego w ramach obrony koniecznej. Oskarżona zraniła pokrzywdzonego kilkukrotnie, przy czym ciosy skierowane były w różne powierzchnie ciała – pierwszy z nich został polrzywdzonemu zadany w plecy, kolejne natomiast trafiły w jego lewą rękę, którą wyciągnął przed siebie aby zasłonić się przed dalszymi atakami ze strony oskarżonej. Powyższe nie tylko wyklucza tezę o przypadkowości zranienia R. W., ale również dobitnie świadczy o tym, że działanie oskarżonej było nie tylko celowe, ale na początkowym jego etapie wręcz ukierunkowane na zadanie pokrzywdzonemu jak najbardziej dotkliwych obrażeń. Lokalizacja rany umiejscowionej na tylnej części ciała R. W. świadczy o tym, iż w chwili zadania pierwszego ciosu był on odwrócony do oskarżonej plecami, a przez to bezbronny. Zgodnie z treścią opinii biegłego, penetracja w głąb tkanek miękkich wymaga przyłożenia siły przez osobę, trzymającą nóż. Z doświadczenia życiowego i orzeczniczego Sądu wynika, iż naturalnym mechanizmem u osoby trzymającej nóż, która nie chce nikogo zranić, jest automatyczne cofnięcie ręki pod wpływem nacisku na ostrze, na przykład w sytuacji, gdy druga osoba przypadkowo napiera na narzędzie swoim ciałem. Pod tym względem całkowicie nieprawdopodobne jest, aby doprowadzić do kilkukrotnego nadziania się na ostrze przez przypadek, gdyż osoba niemająca zamiaru zranić odruchowo dąży do cofnięcia ręki trzymającej nóż. Co więcej, aby przebić tkankę skórną, potrzebna jest przynajmniej umiarkowana siła. Faktycznie przypadkowe nadzianie się na ostrze mogłoby zatem spowodować powierzchowne skaleczenie, drobną ranę, głębsze otarcie naskórka, nie zaś rany kłute (w niniejszej sprawie pięć), o kanałach, drążących w głąb ciała i przede wszystkim zlokalizowane w odmiennych jego częściach – jedna na plecach, dwie na lewym ramieniu i dwie na lewym przedramieniu. Gdyby prawdziwa była wersja wydarzeń, w której oskarżona trzymała przed sobą nóż dla odstraszenia atakującego ją R. W., to w momencie zbliżenia się pokrzywdzonego do oskarżonej również automatycznym i naturalnym zachowaniem byłoby jej dalsze zdystansowanie się od męża, a w ostateczności zadanie mu płytkich, powierzchownych ran o charakterze ciętym.
W świetle zgromadzonych w sprawie dowodów i w oparciu o ustalony stan faktyczny Sąd uznał, że zachowanie oskarżonej M. W. wyczerpało znamiona przestępstwa z art. 13 §1 k.k. w zw. z art. 156 §1 pkt 2 k.k. w zw. z art. 157 §1 k.k. w zw. z art. 11 §2 k.k., polegającego na tym, że w dniu 18 sierpnia 2024 r. we W. przy ul. (...), działając z zamiarem bezpośrednim usiłowała dokonać spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci innego ciężkiego kalectwa lub długotrwałej choroby realnie zagrażającej życiu swojego męża R. W. w ten sposób, że ugodziła go kilkukrotnie nożem kuchennym, zadając pierwszy cios w plecy pokrzywdzonego powodując przy tym płytką ranę kłutą tylnej powierzchni klatki piersiowej, a następnie wskutek podjętej przez pokrzywdzonego obrony dwukrotnie zadała ciosy w lewe ramię i dwa ciosy w lewe przedramię, powodując u niego dwie rany kłute ramienia lewego i dwie rany kłute przedramienia lewego, a następnie uderzyła go w głowę w okolicę prawego oka kuflem z grubego szkła, powodując u niego obrażenia ciała, które naruszyły czynności narządów jego ciała na czas powyżej 7 dni, lecz zamierzonego celu nie osiągnęła z uwagi na podjętą przez pokrzywdzonego obronę
Jak już uprzednio wskazano, dla ustalenia zamiaru popełnienia czynu z art. 156 § 1 k.k. istotne jest wykazanie, że zamiar sprawcy obejmował nie jakiekolwiek naruszenie czynności narządów ciała lub rozstrój zdrowia, ale w aspekcie choćby ewentualnym ciężki uszczerbek na zdrowiu, w tym wynikający np. ze sposobu działania sprawcy. Ponadto między zachowaniem sprawcy a skutkiem musi istnieć związek przyczynowy, choć oczywiście nie jest wymagane uświadomienie sobie przez niego dokładnego przebiegu tego związku. Dowodząc istnienia zamiaru spowodowania uszczerbku na zdrowiu należy uwzględnić, że zadając cios w newralgiczną części ciała, używając do tego specyficznego narzędzia, jakim jest nóż, oskarżona musiała obejmować swoją świadomością przynajmniej możliwość spowodowania swoim zachowaniem ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, in concreto w postaci choroby realnie zagrażającej życiu, z tym wszak, że sama postać ciężkiego uszczerbku mogła nie być sprecyzowana w jej świadomości, a zamiar ten miał postać tzw. zamiaru ogólnego (
wyrok SA w Białymstoku z 28.01.2014 r., II AKa 272/13, Legalis). Przydatny, choć nie bezwzględnie rozstrzygający przy ocenie zamiaru M. W. jest również charakter obrażeń ostatecznie odniesionych przez pokrzywdzonego. O ile bowiem ich lokalizacja oraz narzędzie przestępstwa pozwalają wnioskować, iż swoim zamiarem M. W. obejmowała spowodowanie u pokrzywdzonego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, o tyle pochopnych wniosków nie należy wysnuwać z faktu, iż koniec końców zranienia odniesione przez R. W. stanowiły „zaledwie” uszczerbek o stopniu średnim. Jak wynika z depozycji obojga małżonków W., zweryfikowanych przez pryzmat opinii biegłego lek. J. M., to postawa pokrzywdzonego – podjęta przez niego obrona i zasłanianie się rękami – doprowadziła do tego, że M. W. nie zadała mu cięższych obrażeń. Stąd przy karnoprawnej ocenie czynu popełnionego przez oskarżoną Sąd miał na względzie z jednej strony stwierdzony u niej zamiar, z drugiej zaś faktyczny skutek powziętych działań, analizując zarówno punkty styczne w zakresie wskazanych znamion, jak i obszar, w którym się one nie pokrywały.
Na podstawie zgromadzonego w sprawie materiału dowodowego, w tym zeznań pokrzywdzonego ustalono zatem, iż atakując R. W. oskarżona działała z zamiarem spowodowania u niego ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, przy czym z uwagi na podjętą przez pokrzywdzonego obronę – zamiaru tego nie osiągnęła, a przy tym obrażenia odniesione przez R. W. na skutek przedmiotowego zdarzenia stanowiły uszczerbek średni. Powyższa konstatacja znalazła swoje odzwierciedlenie w kwalifikacji prawnej czynu przypisanego M. W., uwzględniającej zarówno art. 13 §1 k.k. w zw. z art. 156 §1 pkt 2 k.k. jak i art. 157 §1 k.k. Analizując zamiar oskarżonej Sąd miał na uwadze przesłanki przedmiotowe, w tym rodzaj użytego narzędzia, siłę oraz ilość zadanych ciosów, ich ukierunkowanie, rodzaj spowodowanych urazów i ich umiejscowienie. Okoliczności te nie mogą być jednak oceniane w oderwaniu od tego, jakie było tło i powód zajścia, motywy i pobudki, jakie kierowały M. W., jak też bez uwzględnienia tego, jaki był jej stosunek do pokrzywdzonego. Znaczenie ma również osoba oskarżonej, jej właściwości osobiste, dotychczasowy tryb życia oraz zdolność do oceny sytuacji i przewidywania skutków działania.
Z przyczyn opisanych powyżej Sąd doszedł do przekonania, że na gruncie niniejszej sprawy nie było podstaw do uznania, że ze strony R. W. groził M. W. jakikolwiek zamach. Stąd nie sposób było uznać, aby podjęte przez nią działania mieściły się w granicach obrony koniecznej, ani nawet stanowiły jej przekroczenie wskutek zastosowania sposobu obrony niewspółmiernego do niebezpieczeństwa zamachu. Na podstawie ustalonych w sprawie okoliczności faktycznych oraz wyrażonego w doktrynie i orzecznictwie poglądu co do interpretacji przepisów regulujących kontratyp obrony koniecznej, Sąd doszedł zatem do przekonania, że działanie M. W. stanowiło czyn zabroniony, który z uwagi na całokształt ujawnionych w sprawie okoliczności zakwalifikowano jako przestępstwo z art. art. 13 §1 k.k. w zw. z art. 156 §1 pkt 2 k.k. w zw. z art. 157 §1 k.k. w zw. z art. 11 §2 k.k.
|