|
Ad. 1.
Niezasadny okazał się podniesiony przez apelującą obrońcę oskarżonego C. A. R., zarzut naruszenia generalnej zasady procesowej, ujętej w
art. 7 k.p.k. Omawiany zarzut, pomimo zakwalifikowania go przez apelującą obrońcę jako naruszenie procedury (art. 438 pkt 2 k.p.k.), stanowił w istocie polemikę z odtworzoną przez Sąd I instancji wersją zdarzeń, będących przedmiotem osądu, zbliżając się charakterem do zarzuty błędu w ustaleniach faktycznych (art. 438 pkt 3 k.p.k.). Apelująca bowiem, zarzucając naruszenie wspomnianej, generalnej zasady procesowej, ujętej w art. 7 k.p.k. –
de facto nie skonkretyzowała uchybień, których dopuścić się miał Sąd I instancji oceniając zgromadzone dowody i ustalając na ich podstawie stan faktyczny w niniejszej sprawie. Tymczasem wykazanie naruszenia generalnych zasad procesowych, w tym ujętej w art. 7 k.p.k., wymaga uprzedniego dowiedzenia, że Sąd uchybił konkretnym (szczegółowym) regułom procedowania, w tym np. wymogowi oparcia ustaleń na całości materiału dowodowego wprowadzonego do procesu, czy konieczności oceny poszczególnych dowodów z poszanowaniem zasad wiedzy, doświadczenia życiowego, czy logiki. Bez uprzedniego wykazania takich skonkretyzowanych błędów proceduralnych Sądu, zarzucenie naruszenia generalnych zasad procesowych pozostaje gołosłownym twierdzeniem apelującego, podobnie – jak niewykazanie jakiegokolwiek naruszenia procedury, czyni dowolnym zarzut błędu w ustaleniach faktycznych. W przypadku omawianego zarzutu, opartego na tezie, jakoby Sąd I instancji dowolnie ocenił dowody – w tym wypadku z wyjaśnień oskarżonego oraz zeznań pokrzywdzonego G. G. i świadka M. F. – jedynym
de facto uzasadnieniem owej tezy było zaproponowanie przez apelującą obrońcę odmiennej oceny danego dowodu oraz sformułowanie przez nią wątpliwości co do faktów.
Niezależnie od powyższego, stwierdzić należało, że Sąd I instancji nie dopuścił się naruszenia przepisu art. 7 k.p.k.
W pierwszej kolejności zauważyć należało, iż apelująca obrońca nie kwestionowała sprawstwa oskarżonego w zakresie wszystkich przypisanych mu przestępczych zachowań, ani też nie negowała części ustaleń faktycznych obejmujących przebieg zdarzenia – dopatrując się wadliwości wyłącznie co do kolejności poszczególnych zachowań oskarżonego i pokrzywdzonego, a w konsekwencji – co do zakresu zamiaru oskarżonego, czego następstwem było kwestionowanie przez nią prawidłowości przypisania oskarżonemu czynu z art. 148 § 1 k.k. (w postaci usiłowania), a nie przestępstwa stypizowanego w art. 156 § 1 pkt 2 k.k.
Apelująca nie kwestionowała zatem – a i Sąd Apelacyjny nie dopatrzył się w tym zakresie żadnych wątpliwości uwzględnianych z urzędu – że Sąd I instancji prawidłowo ustalił stan faktyczny obejmujący wspólne zamieszkiwanie oskarżonego i pokrzywdzonego i innych świadków – będących cudzoziemcami – w mieszkaniu w G. przy ul. przy ul. (...); następnie – w dniu poprzedzającym zdarzenie, sprzeczkę pomiędzy oskarżonym a pokrzywdzonym w barze (...) oraz fakt dojścia w nocy z 15 na 16 czerwca 2024 do zdarzenia, podczas którego oskarżony jednokrotnie uderzył pokrzywdzonego nożem brzuch, czym spowodował u niego obrażenia ciała w postaci rany kłutej jamy brzusznej penetrującej do jamy otrzewnowej z współistniejącą perforacją jelita grubego oraz krwiakiem w obrębie sieci większej, które to obrażenia spowodowały u G. G. ciężki uszczerbek na zdrowiu w formie choroby realnie zagrażającej życiu pod postacią perforacji przewodu pokarmowego na poziomie jelita grubego, co wymagało zaopatrzenia operacyjnego; niekwestionowanym przez obrońcę było i to, że na zajście pomiędzy oskarżonym i pokrzywdzonym zareagowali inni mieszkańcy lokalu, odciągając oskarżonego od pokrzywdzonego.
Dalej jednak idące ustalenia i wnioski Sądu I instancji, dotyczące tego, że oskarżony zadał pokrzywdzonemu ów cios nożem z zamiarem ewentualnym zbicia go, spotkały się z krytyką obrony. Apelująca obrońca doszukiwała się w tym zakresie błędów, mających wynikać z dokonania przez Sąd I instancji wadliwej oceny dowodów i wadliwej interpretacji okoliczności przedmiotowych zdarzenia, rzutujących na ocenę postaci zamiaru sprawcy, skutkujących wadliwym – w jej ocenie – przypisaniem oskarżonemu sprawstwa i winy w ramach czynu w postaci usiłowania zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Sąd Apelacyjny takiego stanowiska obrońcy nie podzielił.
Apelująca argumentowała, jakoby Sąd I instancji niezasadnie nie dał wiary oskarżonemu R. w zakresie, w jakim konsekwentnie wyjaśniał on, że cios nożem zadał pokrzywdzonemu w reakcji na atak ze strony tego ostatniego, nie zaś w momencie, gdy pokrzywdzony leżał w łóżku. Przypomnieć zatem należało, że przesłuchiwany w toku śledztwa w dniu (...) r., oskarżony podał, że po powrocie w nocy z baru obudził śpiącego pokrzywdzonego kopnięciem („szturchnięciem nogą”), na co obudził się trzeci lokator pokoju, świadek M. F., który popchnął oskarżonego, a wówczas wstał pokrzywdzony i zaczął bić oskarżonego, na co oskarżony chwycił nóż, żeby się obronić (k. 126). Tymczasem wyjaśniając na rozprawie głównej w dniu (...) r., oskarżony podał, że po tym, jak kopnął pokrzywdzonego będącego w łóżku, obudził się M. F. i odepchnął go [oskarżonego] i zaczął go uderzać krzesłem z kuchni, wówczas oskarżony wziął nóż ze stolika, żeby „uspokoić” atakującego, a wtedy wstał pokrzywdzony i zaczął go [oskarżonego] uderzać, na co oskarżony „odruchowo” uderzył pokrzywdzonego nożem.
Treść wyjaśnień oskarżonego wskazywała jednoznacznie, że – wbrew stanowisku apelującej – wyjaśnienia te nie były bynajmniej konsekwentne. Wprost przeciwnie, oskarżony odmiennie opisywał przebiegu zdarzenia, w tym nawet co do tak istotnych okoliczności, jak to, czy chwycił nóż broniąc się przed pokrzywdzonym, czy przed świadkiem F., a także rozwijał swoją narrację, dodając nowe ważne szczegóły, w tym dotyczące ataku krzesłem i to przyniesionym z kuchni. Nie sposób przyjąć zaś, jakoby oskarżony składając wyjaśnienia w śledztwie, nie pamiętał o ataku krzesłem, będącym wszak szczegółem istotnym i charakterystycznym. Nadto twierdzenia oskarżonego o tym, jakoby świadek F. zaatakował go w sytuacji, gdy (jak utrzymywał oskarżony) chciał on jedynie porozmawiać z pokrzywdzonym, i to zaatakował za pomocą sprzętu przyniesionego do pokoju z kuchni, brzmiały wysoce nieprawdopodobnie. Z narracji oskarżonego wynikało bowiem, że świadek zaatakował go de facto bez powodu i to w sposób rażąco nieadekwatny do sytuacji. Zauważyć również należało, że składając swoje kolejne wyjaśnienia, oskarżony coraz bardziej niuansował opis swojego zachowania w zakresie zadania ciosu nożem, podając początkowo, że bronił się przed atakiem za strony pokrzywdzonego, by następnie twierdzić, że bronił się przed świadkiem F., a pokrzywdzony niemalże przypadkowo znalazł się w zasięgu jego ręki, kiedy bronił się „odruchowo”. Takie twierdzenia oskarżonego jawiły się wręcz jako nieprawdopodobne i to w stopniu rażącym. Wskazane cechy wyjaśnień oskarżonego powodowały, że Sąd I instancji miał wystarczające podstawy do tego, by narrację oskarżonego uznać za niewiarygodną i przedstawianą w ramach realizacji linii obrony, zmierzającej do umniejszenia swojej winy.
Apelująca obrońca nie miała też racji wywodząc, jakoby przebieg zdarzenia przyjęty w ustaleniach Sądu I instancji, nie wynikał z zeznań świadka M. F.. Świadek ten, przesłuchiwany w śledztwie w dniu (...) r., podał, że po przebudzeniu w nocy, widział, jak oskarżony
„stoi przy łóżku i uderza mężczyznę [pokrzywdzonego]
leżącego na dolnym miejscu” (k. 65); przy czym świadek podał jednoznacznie, że to oskarżony zachowywał się agresywnie i świadek musiał
„odciągnąć agresora”, a w międzyczasie do pokoju wbiegli inny lokatorzy, zaalarmowani hałasem. Jakkolwiek zatem świadek faktycznie nie zarejestrował samego zadania pokrzywdzonemu ciosu nożem, to jednak potwierdził to, że oskarżony zaatakował pokrzywdzonego i to w chwili, gdy ten ostatni leżał w łóżku. Zeznania świadka przeczyły jednocześnie narracji oskarżonego, jakoby zachowanie oskarżonego było reakcją obronną na atak ze strony pokrzywdzonego.
Apelująca obrońca nie miała też racji negując prawidłowość sądowej oceny dowodu z zeznań pokrzywdzonego G. G.. Przede wszystkim – wbrew oczywiście niezasadnemu przekonaniu apelującej – zeznania pokrzywdzonego znajdowały potwierdzenie w zeznaniach świadka F., który (jak wskazano powyżej) jednoznacznie potwierdził to, że oskarżony zaatakował pokrzywdzonego, gdy ten ostatni leżał w łóżku. W tej sytuacji zeznania dwóch bezpośrednich uczestników zdarzenia, tj. pokrzywdzonego i świadka F., w sposób zasadniczo zgodny – z uwzględnieniem naturalnych różnic w opisie dynamicznego zdarzenia – opisywały przebieg zdarzenia objętego osądem, w szczególności potwierdzały to, że oskarżony zaatakował pokrzywdzonego leżącego w łóżku. Zeznania te nie dawały natomiast jakichkolwiek podstaw do przyjęcia, jakoby to pokrzywdzony, czy też świadek F. zaatakowali oskarżonego, który chciał jedynie porozmawiać z pokrzywdzonym.
Zauważyć ponadto należało, że brak było jakichkolwiek racjonalnych podstaw do przyjęcia, jakoby pokrzywdzony i świadek F. uzgodnili treść swoich zeznań. Przypomnieć należało – co było w sprawie bezsporne – że nawet przed zdarzeniem, pomimo zamieszkiwania we wspólnym pokoju, kontakt obu wymienionych był ograniczony, bowiem nie znali oni nawzajem swoich języków. Tym bardziej zatem nieprawdopodobnym było, jakoby po zdarzeniu i to w sytuacji, gdy pokrzywdzony zabrany został do szpitala, mieli możliwość uzgodnienia wersji zdarzenia. Tym samym, opisując przebieg zdarzenia w sposób zasadniczo zgodny, pokrzywdzony i świadek F. czynili to spontanicznie, opisując to co faktycznie zaobserwowali i zapamiętali. Obaj zaś podali zgodnie, że to oskarżony zaatakował pokrzywdzonego, zadając mu przy tym uderzenie w momencie, gdy pokrzywdzony leżał w łóżku.
Nie było też tak, jak utrzymywała apelująca, jakoby zeznania pokrzywdzonego G. G. pozostawały w sprzeczności z zeznaniami świadków G. B., C. Y. i R. Moreno J. F.. Zauważyć należało – co było w sprawie bezsporne – że świadkowie ci nie uczestniczyli w pierwszej fazie zdarzenia, bowiem wbiegli do pokoju zaalarmowani hałasami, już po rozpoczęciu ataku na pokrzywdzonego, dopiero w momencie, gdy oskarżony i pokrzywdzony pozostawali już w zwarciu. Tym samym zeznania pokrzywdzonego – jak również zeznania świadka F. – opisujące moment rozpoczęcia przez oskarżonego ataku, nie mogły być sprzeczne z zeznaniami ww. świadków, bowiem ci ostatni w ogóle tej części zdarzenia nie opisywali. Z kolei relacje ww. świadków, potwierdzające to, że w chwili gdy wbiegli do pokoju, oskarżony i pokrzywdzony pozostawali w zwarciu i trzeba było ich rozdzielać, nie wykluczały w żaden sposób tego, co podał pokrzywdzony, że to oskarżony był strona atakującą.
Przypomnieć przy tym należało, że zarówno świadek F., jak i inni interweniujący świadkowie, w tym ww. G. B., C. Y. i R. Moreno J. F., traktowali oskarżonego jako agresora, a po wypchnięciu go z pokoju, widzieli krew płynącą z rany na brzuchu pokrzywdzonego (k. 106-107, 49-50, 63-64). Podkreślenia wymagało również, że apelująca obrońca nie negowała wiarygodności zeznań żadnego z ww. świadków, w tym nawet zeznań świadka F., twierdząc jedynie – jak wskazano powyżej niezasadnie – jakoby z jego zeznań nie wynikał fakt bicia przez oskarżonego leżącego pokrzywdzonego.
Podkreślenia wymagało w końcu, że wspomnianej, spójnej narracji pokrzywdzonego G. i świadka F., wspartej pośrednio zeznaniami pozostałych interweniujących świadków, w tym wyżej wymienionych, apelująca przeciwstawiała jedynie relację procesową samego oskarżonego. W świetle jednakże przedstawionych powyżej okoliczności, wyjaśnienia oskarżonego R., w tym zmienione w toku rozprawy głównej, słusznie uznane zostały przez Sąd I instancji za nieskuteczną, a wręcz naiwną próbę odsunięcia od siebie winy za zarzucony mu czyn.
Uwzględnienie przez Sąd I instancji wszystkich przedstawionych powyżej okoliczności i wyprowadzenie w oparciu o nie wniosków w zakresie oceny dowodów, w tym omówionych wyżej zeznań świadków, ale też wyjaśnień oskarżonego, czyniła niezasadnym zarzut naruszenia art. 7 k.p.k. W ocenianej sprawie nie było przy tym tak – jak utrzymywała apelująca – jakoby Sąd I instancji pominął okoliczności i wersję zdarzeń prezentowaną przez obronę oraz stanowiące jej podstawę wyjaśnienia oskarżonego. Sąd bowiem wyjaśnienia te ocenił, uznając je – z powodów prezentowanych w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku oraz pokrótce zrelacjonowanych w powyższych rozważaniach – za niewiarygodne.
Tym samym wersja zdarzenia, forsowana przez obronę – jako niepoparta żadnym wiarygodnym dowodem – nie mogła stać się podstawą faktyczną zaskarżonego rozstrzygnięcia. Jak zatem wynikało z powyższych rozważań – żadne z wytkniętych w apelacji naruszeń procedury nie zostało przez obrońcę wykazane. W istocie apelacja sprowadzała się zatem do polemiki z ustalonymi przez Sąd I instancji faktami. Obrońca dostrzegała bowiem wadliwość postępowania dowodowego tam, gdzie wynik sądowej oceny dowodów różnił się od jej własnej. Niewykazanie jednakże przez apelującą zarzuconych błędów proceduralnych, w tym w zakresie oceny dowodów, nakazywało przyjąć, że to nie wersja zdarzeń przyjęta przez Sąd I instancji, ale forsowana przez obronę, nacechowana była dowolnością.
Ad. 2
W świetle powyższych uwag, jako oczywiście nietrafne jawiło się stanowisko wyrażone w apelacji obrońcy oskarżonego C. A. R., w zakresie
zarzutu błędu w ustaleniach faktycznych. Warunkiem koniecznym wykazania błędu w ustaleniach faktycznych, jest bowiem uprzednie dowiedzenie, że Sąd I instancji ustalając fakty, naruszył konkretne zasady procesowe. Błąd w ustaleniach faktycznych nie może bowiem wynikać wyłącznie z wątpliwości strony, czy też z przyjęcia przez nią odmiennej oceny i wersji zdarzeń, ale musi mieć konkretną przyczynę, a przyczyną taką jest właśnie naruszenie reguł procedowania, w tym np. pominięcie przez sąd niektórych dowodów, albo przeciwnie – oparcie się na dowodach niewprowadzonych do procesu, czy też w końcu dokonanie tychże dowodów wadliwej oceny – to jest odbywającej się z przekroczeniem granice swobodnej ich oceny, a zatem np. obrażającej zasady logicznego rozumowania, zasady wiedzy, czy doświadczenia życiowego. Jednakże apelująca obrońca oskarżonego – jak wskazano powyżej – nie zdołała skutecznie wykazać konkretnych uchybień procesowych Sądu I instancji. Tym samym nie mogła ona też skutecznie wytykać Sądowi I instancji błędów w ustaleniach poszczególnych faktów. Skoro bowiem – jak wskazano powyżej – podnoszone w apelacji, a konkurencyjne względem ustaleń Sądu I instancji, twierdzenia co do faktów nie znajdowały oparcia w prawidłowo ocenionym materiale dowodowy, musiały być uznane za niewiarygodne i służące wyłącznie realizacji przyjętej linii obrony oskarżonego.
Apelująca nie mogła zatem zasadnie wywodzić, jakoby oskarżony nie dopuścił się przypisanych mu zachowań polegających na zaatakowaniu leżącego pokrzywdzonego nożem i zadanie mu tym narzędziem ciosu w brzuch i to z zamiarem ewentualnym zabójstwa – skoro jego sprawstwo i zawinienie wynikały w sposób jednoznaczny z omówionych powyżej dowodów, w tym z zeznań pokrzywdzonego G. G. oraz świadka M. F. – których sądowej oceny apelująca nie zdołała skutecznie podważyć.
Wbrew stanowisku apelującej obrońcy, Sąd I instancji w pełni sprostał zadaniu ustalenia strony podmiotowej objętego zarzutem czynu oskarżonego i to pomimo istnienia w tym zakresie obiektywnych trudności. Zauważyć bowiem należało, że udowodnienie strony podmiotowej, w szczególności zamiaru sprawcy, w procesie karnym nastręcza wiele trudności i uwidacznia słabości prawa dowodowego. Znamiona podmiotowe czynu, będące w istocie przeżyciami wewnętrznymi sprawcy, jego stanami psychicznymi, nie są bezpośrednio dostępne dla innych osób, a tym samym nie poddają się bezpośredniemu badaniu i weryfikacji. O istnieniu i charakterze tych przeżyć (w tym o postaci zamiaru sprawcy) wnioskować można jedynie pośrednio, na podstawie ich zewnętrznej emanacji w postaci konkretnych zachowań oskarżonego. Te zaś – jak wskazano powyżej – ustalone zostały w postępowaniu I-instancyjnym w pełni prawidłowo. I tak, w przedmiotowej sprawie, o tym, czy oskarżony zamierzał zabić pokrzywdzonego, czy tylko go pobić (jak twierdziła apelująca), wnioskować należało na podstawie całokształtu jego zachowań podczas zdarzenia objętego postawionym mu zarzutem.
W przedmiotowym stanie faktycznym zatem, przede wszystkim umiejscowienie zadanego przez oskarżonego ciosu oraz intensywność ataku na pokrzywdzonego, przejawiająca się m.in. w rodzaju użytego narzędzia, czy sile zadanego ciosu, przesądzał o kształcie zamiaru sprawcy tego ataku. Zauważyć bowiem należało, iż – jak ustalił Sąd I instancji, a z czym apelująca nie polemizowała – oskarżony zadał pokrzywdzonemu cios w brzuch, a zatem ten obszar ciała, w którym umiejscowione są narządy istotne dla funkcjonowania i życia człowieka. Tak ukierunkowany co do miejsca na ciele pokrzywdzonego sposób zadania przez oskarżonego ciosu, wskazywał jednoznacznie, że oskarżony winien liczyć się z możliwością zabicia pokrzywdzonego.
Za rozstrzygający dla ustalenia, czy oskarżony miał zamiar zabicia pokrzywdzonego, czy też jego pobicia, mógł być też uznany ustalony przez Sąd I instancji fakt, że oskarżony zadał ten cios z dużą determinacją, kontynuując atak na pokrzywdzonego, pomimo tego, że ten ostatni podjął działania obronne. W kontekście rekonstrukcji zamiaru oskarżonego, nie sposób pominąć także tej okoliczności – którą trafnie uwzględnił Sąd I instancji – że oskarżony po zadaniu pokrzywdzonemu pierwszych uderzeń, kontynuował swoje działania, tak, że do przerwania ataku ze strony oskarżonego konieczna była interwencja osób trzecich i to polegająca na siłowym odciągnięciu oskarżonego i wypchnięciu go z pokoju.
Dodać należało, że dla wykluczenia zamiaru zabójstwa nie wystarczał – podkreślany w apelacji – fakt, że oskarżony jakoby bronił się przed pokrzywdzonym. Przede wszystkim – jak wskazano powyżej – na gruncie przedmiotowej sprawy brak było jakiejkolwiek racjonalnej przesłanki potwierdzającej działanie oskarżonego w obronie koniecznej, istniał natomiast szereg przesłanek (wynikających z omówionych wcześniej dowodów) potwierdzających fakt zaatakowania pokrzywdzonego przez oskarżonego nożem. Nawet jednak przyjmując optykę obrony, nie sposób wykluczyć działania oskarżonego z zamiarem ewentualnym zabójstwa. Oskarżony bowiem – co sam przyznawał – postanowił użyć wobec pokrzywdzonego noża, przyjąć zaś należało, że już w chwili jego użycia posiadał wszelkie przesłanki do wysnucia wniosku o możliwości spowodowania śmieci pokrzywdzonego. Oskarżony był bowiem z uwagi na swoje właściwości psychiczne (co potwierdzała dopuszczona w toku postępowania opinia sądowo-psychiatryczna) – zdatny do przypisania mu odpowiedzialności karnej, przyjąć zatem należało, że w chwili czynu winien mieć świadomość, że zadany przezeń cios może doprowadzić do śmierci pokrzywdzonego.
Wystarczającej przesłanki wykluczenia sprawstwa i winy oskarżonego w zakresie usiłowania zabójstwa nie stanowiła też zaistniała w niniejszej sprawie sytuacja faktyczna, w której to działania oskarżonego skutkowały jedynie określonymi uszkodzeniami ciała pokrzywdzonego. Wprost przeciwnie – jak wskazano powyżej – w niniejszej sprawie zasadne okazało się stwierdzenie, że oskarżony swoim zachowaniem wypełnił ustawowe znamiona usiłowania zabójstwa – odnoszące się także do sfery podmiotowej. W ustalonym przez Sąd I instancji stanie faktycznym, ujawniły się bowiem (wskazane powyżej) okoliczności, które w sposób niewątpliwy mogły być uznane za zewnętrzną emanację zamiaru ewentualnego zabójstwa. Tym samym w przypadku oskarżonego spełnione zostały wymogi warunkujące zasadność przypisania mu zamiaru zabójstwa, o których mówił m.in. Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 6 lutego 1973 r. (V KRN 569/72, OSNPG 1973, nr 6, poz. 72) – „warunkiem przyjęcia, że sprawca czynu działał z zamiarem ewentualnym, jest ustalenie, iż – po pierwsze – sprawca miał świadomość, że podjęte działanie może wyczerpywać przedmiotowe znamiona ustawy karnej i – po drugie – sprawca akceptuje sytuację, w której czyn wyczerpuje przedmiotowe znamiona przestępstwa, w postaci aktu woli polegającej na godzeniu się z góry z takim stanem rzeczy”.
W przedmiotowej sprawie zatem, należycie wykazane zostało, że oskarżony miał świadomość, iż podjęte przez niego wobec pokrzywdzonego działania mogą doprowadzić do jego śmierci, a także – iż oskarżony ewentualność taką akceptował. Jak wskazano już powyżej – oskarżony zadał pokrzywdzonemu cios skierowany w brzuch, a zatem ten obszar ciała, w którym umiejscowione są narządy istotne dla funkcjonowania i życia człowieka, nadto użył do tego noża, a zatem narzędzia jednoznacznie kojarzącego się z możliwością zadania śmiertelnych ciosów.
Z uwagi na wskazane okoliczności, istniały zasadne podstawy do przyjęcia – jak uczynił to Sąd I instancji, a czemu apelująca przeczyła w sposób nieuprawniony – że oskarżony miał świadomość, iż podjęte przez niego wobec pokrzywdzonego działania mogą doprowadzić do jego śmierci, a także – iż oskarżony ewentualność taką akceptował.
Dysponując zaprezentowanym powyżej materiałem dowodowym i poczyniwszy w oparciu o niego prawidłowe ustalenia faktyczne, Sąd I instancji miał zasadne podstawy do tego by oskarżonemu C. A. R. przypisać przestępstwo z art. 13 § 1 k.k. w zw. z art. 148 § 1 k.k. i art. 156 § 1 pkt 2 k.k. w zw. z art. 11 § 2 k.k. Zgromadzone w sprawie dowody pozwalały w sposób niebudzący wątpliwości odtworzyć podstawy faktyczne tego czynu, co czyniło zarzut błędu w ustaleniach faktycznych czysto polemicznym.
|
|
Podzielić należało stanowisko apelującego prokuratora, w zakresie stwierdzenia, że przypadek oskarżonego nie mógł zostać uznany za nadający się do zastosowania
nadzwyczajnego złagodzenia kary w oparciu o przepis
art. 60 § 2 k.k., mówiący o szczególnie uzasadnionych wypadkach, kiedy nawet najniższa kara przewidziana za przestępstwo byłaby niewspółmiernie surowa. Wprost przeciwnie – wbrew przekonaniu Sądu I instancji – na gruncie niniejszej sprawy wystąpiły okoliczności wskazujące, że kara orzeczona wobec oskarżonego w wysokości poniżej dolnej granicy ustawowego zagrożenia, a zatem niższa niż 10 lat pozbawienia wolności, stanowiłaby niewątpliwie przejaw nieuzasadnionego pobłażania dla sprawcy
Przede wszystkim stwierdzić należało, że okoliczności o charakterze łagodzącym, do których odwołał się Sąd I instancji, związane z przebiegiem dotychczasowej drogi życiowej oskarżonego, a wskazujące na brak demoralizacji sprawcy i incydentalny charakter popełnionego przestępstwa – jakkolwiek uzasadniały wymierzenie oskarżonemu kary równej dolnej granicy ustawowego zagrożenia przewidzianego za przypisany mu czyn – nie dostarczały jednakże wystarczających podstaw do dalszego łagodzenia orzekanej wobec oskarżonego kary, w szczególności do zastosowania instytucji nadzwyczajnego jej złagodzenia.
W kontekście dotychczasowej postawy życiowej oskarżonego i jego właściwości osobistych, nie sposób nie dostrzec też tego, że oskarżony R., który był w chwili czynu osobą w pełni dojrzałą, a zatem dysponującą określonym doświadczeniem życiowym, winien zdawać sobie sprawę, że nawet w warunkach wzajemnego konfliktu pomiędzy stronami, pewne granice – wyznaczane poszanowaniem dla życia i zdrowia drugiego człowieka – nie mogą zostać przekroczone.
Wobec wspomnianego doświadczenia życiowego oskarżonego, okolicznością nadzwyczajnie łagodzącą nie był też fakt działania oskarżonego pod wpływem impulsu, spotęgowanego spożyciem alkoholu. Przypomnienia wymagało – co było na gruncie niniejszej sprawy bezsporne – że oskarżony co prawda zaatakował pokrzywdzonego motywowany urazą, jaką żywił wobec niego z powodu zaczepnego zachowania w barze (...), jednakże atak ten nie był bezpośrednią reakcją na ową zaczepkę. Wprost przeciwnie, nastąpił parę godzin później, już po powrocie oskarżonego do mieszkania i to w chwili, gdy pokrzywdzony spał. Zachowanie oskarżonego żadną miarą nie mogło być też uznane za usprawiedliwione ową oczywiście błahą zaczepką ze strony pokrzywdzonego.
W przypadku oskarżonego nie wystąpiły też okoliczności uzasadniające uznanie jego przypadku za szczególnie uzasadniony wypadek z uwagi na wystąpienie okoliczności wskazanych w art. 60 § 2 pkt 1 i 2 k.k., a zatem przewidziany dla sytuacji:
1) jeżeli pokrzywdzony pojednał się ze sprawcą, szkoda została naprawiona albo pokrzywdzony i sprawca uzgodnili sposób naprawienia szkody,
2) ze względu na postawę sprawcy, zwłaszcza gdy czynił starania o naprawienie szkody lub o jej zapobieżenie.
W niniejszej sprawie – co zauważał nawet Sąd I instancji – nie doszło do pojednania sprawcy z pokrzywdzonym. Jakkolwiek brak było podstaw do zakwestionowania faktu wyrażenia przez oskarżonego w toku rozprawy głównej w dniu (...) r. żalu z powodu popełnienia czynu, to jednak nie była to przesłanka wystarczająca nawet do tego, by zakładać wystąpienie po stronie oskarżonego szczerej chęci pojednania się z pokrzywdzonym. Nadto z uwagi na nieobecność tego ostatniego w fazie jurysdykcyjnej procesu, o realizacji wskazanej przesłanki nie mogło być mowy. Tym samym, podkreślana przez Sąd I instancji okoliczność dotycząca postawy procesowej oskarżonego – choć przemawiająca na jego korzyść w kontekście wymiaru kary – nie osiągnęła charakteru i natężenia wskazującego na to, że sytuacja oskarżonego była szczególna. Nie mogła ona zatem uzasadniać potrzeby nadzwyczajnego złagodzenia kary.
Podobnie, za okoliczność taką nie mogła być uznana postawa sprawcy, mająca polegać na czynieniu starań o naprawienie szkody lub o jej zapobieżenie. Podkreślenia wymagało, że z ustalonego przez Sąd I instancji stanu faktycznego – którego apelująca w tym zakresie nie kwestionowała – wynikało, że oskarżony po zadaniu pokrzywdzonemu ciosu nożem nie przerwał swojego ataku, a powstrzymanie jego zachowań wymagało fizycznej interwencji osób trzecich.
W sposób oczywisty zasadnych przesłanek do zastosowania instytucji nadzwyczajnego złagodzenia kary nie dostarczała też okoliczność, że działania oskarżonego nie spowodowały skutku w postaci śmierci pokrzywdzonego. Okoliczność ta – bezsporna w sprawie i uwidoczniona w zakwalifikowaniu czynu oskarżonego jako usiłowania zabójstwa – jednoznacznie potraktowana została przez Sąd I instancji jako okoliczność łagodząca w kontekście wymiaru kary. Zważywszy jednakże, że okoliczność ta nie była „zasługą” oskarżonego, ale zaistniała w sposób odeń niezależny, z drugiej zaś strony uwzględniwszy fakt, że zachowania oskarżonego w chwili czynu narażały pokrzywdzonego na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia – brak było podstaw do nadawania omawianej okoliczności dalej idącej wymowy łagodzącej. Podkreślenia wymagało przy tym, że zagrożenie ustawowe w przypadku usiłowania zasadniczo nie różni się od przewidzianego za dokonanie (art. 14 § 1 k.k.).
Wskazać ponadto należało, że w okolicznościach niniejszej sprawy, kara nadzwyczajnie złagodzona z pewnością zostałaby odbierana jako niesprawiedliwa i to zarówno przez samego pokrzywdzonego, jak i ogół społeczeństwa.
Rację miał zatem apelujący prokurator w tym zakresie, w jakim wskazał, że wspomniane wyżej okoliczności, sprzeciwiały się wymierzeniu oskarżonemu kary łagodniejszej niż 10 lat pozbawienia wolności.
|