|
W pierwszej kolejności należy stwierdzić, że ponieważ wszystkie trzy przytoczone wyżej zarzuty pełnomocnika wnioskodawcy zmierzały do wykazania, że Sąd I instancji wadliwie ocenił niektóre dowody mające wpływ na ocenę stopnia cierpień fizycznych i psychicznych wnioskodawcy, niewłaściwie poczynił pewne ustalenia w tym zakresie, czy niewłaściwie ocenił skalę cierpień wnioskodawcy i w efekcie zasądził nieadekwatną kwotę zadośćuczynienia, przeto w celu uniknięcia powtórzeń, wszystkie owe zarzuty omówiono łącznie w jednym miejscu. Ponieważ tej samej kwestii dotyczył zarzut apelacji pełnomocnika przedstawiciela Skarbu Państwa, przeto i on został omówiony w tym miejscu.
Przechodząc zatem do oceny owych zrzutów stwierdzić należy, że stosownie do treści art. 8 ust. 1 ustawy z dnia 23 lutego 1991 r. o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego (Dz.U. 2020.1820 j.t.) osobie, wobec której stwierdzono nieważność orzeczenia albo wydano decyzję o internowaniu w związku z wprowadzeniem w dniu 13 grudnia 1981 r. w Polsce stanu wojennego, przysługuje od Skarbu Państwa odszkodowanie za poniesioną szkodę i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę wynikłe z wydania lub wykonania orzeczenia albo decyzji. Oczywiste zatem jest, że przedmiotem zadośćuczynienia i odszkodowania mogą być jedynie te krzywdy i te szkody, które są następstwem wydania lub wykonania wyroku (ewentualnie innego orzeczenia lub decyzji o internowaniu). W orzecznictwie jednocześnie konsekwentnie wskazuje się, że odszkodowanie i zadośćuczynienie na podstawie wymienionego wyżej przepisu przysługuje jedynie za te krzywdy i szkody, które pozostają w bezpośrednim i adekwatnym związku przyczynowym z wydaniem lub wykonaniem wyroku (por. postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 24 kwietnia 2014 r., VKK 52/14, wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 7 grudnia 2018 r., II AKa 300/2018, czy wyrok Sądu Apelacyjnego w Gdańsku z dnia 3 marca 2015 r., II AKa 23/15). Regulacja ta zatem ogranicza możliwość zasądzenia na podstawie art. 8 ust. 1 wymienionej wyżej ustawy, odszkodowania za poniesioną szkodę i zadośćuczynienia za doznaną krzywdę wyłącznie do skutków wydania lub wykonania orzeczenia albo decyzji. W konsekwencji brak jest podstaw do zasądzenia odszkodowania i zadośćuczynienia za inne, nawet niewątpliwe, przejawy represji, ale bezpośrednio niezwiązane z wydaniem lub wykonaniem orzeczenia lub decyzji.
Skoro zatem wobec K. B. (1) wyrokiem Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. z dnia 28 grudnia 1982 r., syg. akt R III Nk 42/82, orzeczono środek w postaci umieszczenia w zakładzie poprawczym, zawieszając jednocześnie wykonanie owego środka na okres dwóch lat i zastosowano środek wychowawczy w postaci dozoru kuratora sądowego, skoro wyrok ten wydany został w związku z działalnością wnioskodawcy na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego i skoro postanowieniem z dnia 30 października 2019 r. stwierdzono nieważność wymienionego wyżej wyroku, to K. B. (1) należało się odszkodowanie i zadośćuczynienie za szkody i krzywdy wynikłe z wykonania lub wydania owego wyroku. Tak też postąpił Sąd I instancji zasądzając na rzecz wnioskodawcy zadośćuczynienie za krzywdy wynikłe z wydania wyroku (zasadnie interpretując pojęcie wydania wyroku szeroko i utożsamiając z owym wydaniem także czynności związane z zatrzymaniem, pozbawieniem wolności i przesłuchaniami wnioskodawcy przed formalnym wydaniem w sprawie orzeczenia).
Dalej stwierdzić należy, że jako zupełnie niezrozumiały jawił się zarzut wskazujący na wadliwą ocenę zgromadzonych dowodów (obrazy art. 7 k.p.k.). Sąd I instancji dał przecież wiarę wszystkim osobowym źródłom dowodowym i to w pełnym zakresie. Stwierdził bowiem w pisemnych motywach zaskarżonego wyroku, że zeznania K. B. (1) jawią się jako pełne, rzetelne i wiarygodne, a zeznania świadków M. S., R. K., P. N. i P. C., uznał za korespondujące z zeznaniami wnioskodawcy. W sytuacji zatem gdy brak było jakichkolwiek podstaw do podważenia wiarygodności zeznań wszystkich wymienionych osób, nie sposób mówić o wadliwej ocenie dowodów. Wprawdzie Sąd I instancji stwierdził, że zakwestionował żądanie odszkodowania oraz to, że wnioskodawca obawiał się napiętnowania po opuszczeniu Izby Dziecka, ale ewidentnie odnosił owe stwierdzenia do stanowiska pełnomocnika wnioskodawcy, skoro stwierdził, że o wskazanych wyżej obawach wnioskodawca nie mówił, a szkody materialnej nie poniósł. Ta ostatnia kwestia wynikała faktycznie z analizy treści przepisów, a nie z oceny jako wiarygodnych lub niewiarygodnych określonych dowodów. W rzeczywistości zatem apelująca kwestionowała poczynione ustalenia faktyczne oraz ocenę przez Sąd skali cierpień wnioskodawcy, a nie samą ocenę dowodów. Zarzut obrazy treści art. 7 k.p.k. jawił się w tej sytuacji jako zupełnie nieuzasadniony. Stał on zresztą w sprzeczności z pozostałymi dwoma wymienionymi wyżej zarzutami (błędu w ustaleniach faktycznych i obrazy prawa materialnego). Zarzut bowiem błędu w ustaleniach faktycznych można podnieść skutecznie jedynie w sytuacji, gdy pomimo prawidłowej oceny dowodów, sąd poczyni niewłaściwe ustalenia, sprzeczne z treścią ocenionych dowodów. Zresztą także zarzuty błędu w ustaleniach faktycznych oraz obrazy przepisów prawa materialnego (ten ostatni ewidentnie w przedstawionych wyżej uwarunkowaniach winien dotyczyć art. 8 ust. 1 wymienionej na wstępie ustawy) stały ze sobą w sprzeczności, albowiem uwzględniając występowanie uchybień pierwotnych i wtórnych, prawidłowość zastosowania określonej normy prawa materialnego, oceniona może zostać dopiero wówczas, gdy jako niewadliwe jawiły się ustalenia faktyczne. W przeciwnym razie mamy do czynienia z błędami w ustaleniach faktycznych. Oczywiste zatem jest, że podniesione zarzuty jawiły się jako chaotyczne i nie do końca odzwierciedlające uchybienia jakie faktycznie zarzucono Sądowi I instancji. W rzeczywistości bowiem sprowadzały się one w zakresie zadośćuczynienia do wykazania, że Sąd I instancji miarkując jego wysokość nie uwzględnił brutalnych, intensywnych metod przesłuchania i represji, jak również pozostałych wskazanych w apelacji okoliczności, a w efekcie zasądził nieadekwatną kwotę zadośćuczynienia.
W pierwszej zatem kolejności należy podkreślić, że jakkolwiek przesłuchania wnioskodawcy były uciążliwe, to nie sposób uznać, aby były one brutalne, jak stwierdziła to apelująca. Przecież sam wnioskodawca podał, że jakkolwiek przesłuchiwany był kilka razy, jakkolwiek trwały one długo, to nie stosowano wobec niego jakiejkolwiek przemocy fizycznej. Była presja psychiczna, której zresztą jako piętnastolatek nie rozumiał, a najbardziej się bał o braci bo w czasie przesłuchań mówiono, że jak się nie przyzna, to bracia będą mieli problemy (jeden był zawodowym wojskowym, a drugi studiował medycynę). Na jakieś drastyczne sposoby przesłuchania nie wskazywali także świadkowie (także mówili o kilkakrotnych przesłuchaniach, o straszeniu konsekwencjami), a np. świadek P. C. wręcz przyznawał, że w jego przypadku w przesłuchaniu uczestniczył rodzic. Nie sposób zatem mówić o brutalnych, intensywnych przesłuchaniach K. B. (1) bo fakt ten po prostu nie wynika z uznanych za wiarygodne zeznań wszystkich świadków. Oczywiście presja przesłuchujących, czas trwania przesłuchań, brak jedzenia i picia w tym czasie, przesłuchiwanie pod nieobecność rodziców, niewątpliwie powodowały powstanie sporych cierpień po stronie, co trzeba podkreślić, bardzo młodego człowieka. Nie sposób jednak uznać ich za wyjątkowo brutalnych, jak starała się to przedstawić apelująca.
Dalej, stwierdzić należy, że Sąd I instancji dostrzegł wszystkie okoliczności wskazane we wniosku o zasądzenie zadośćuczynienia (stres spowodowany przeszukaniem i zatrzymaniem, wskazane wyżej okoliczności przesłuchań, ich liczbę, konieczność przebywania w zamkniętych pomieszczeniach Izby Dziecka, ograniczoną możliwość zadbania o higienę, oderwanie od rodziny, niepewność o los najbliższych, konieczność stosowania się do rygorów dozoru kuratora, kierowanie wobec wnioskodawcy podejrzeń w związku z nieprzychylnymi ówczesnej władzy działaniami, śledzenie przez organy bezpieczeństwa, wielokrotne wzywania na przesłuchania, utrudnienia związane z dostaniem się na studia, drżenie rąk na skutek przeżytego stresu), ale prawidłowo dużej ich części nie przecenił. Zauważyć bowiem należy, że izolacja wnioskodawcy nie trwała długo bo osiem dni, a tym samym skala stresu i niedogodności związanych z warunkami izolacji nie była nadmierna. Także rozłąka z bliskimi nie była długa (na pewno nie mogła uchodzić za „względnie długotrwały okres”, jak ujęła to apelująca), a konieczność przebywania w kilkuosobowych pomieszczeniach, przy zapewnieniu wyżywienia i braku stosowania przemocy, konieczność chodzenia w pidżamie, co w ówczesnych czasach było powszechnie praktykowane w ośrodkach dla nieletnich, czy niedogodność związana z koniecznością odebrania klucza w celu skorzystania z toalety, na pewno nie stanowiły takich dolegliwości, by mówić o bardzo znacznym pokrzywdzeniu lub o bardzo złych, wręcz najgorszych z możliwych, warunkach panujących w Izbie Dziecka, jak starała się to przedstawić apelująca. Nie sposób też uznać, by poddanie pewnym rygorom wyznaczonym przez wychowawców wiązało się z jakimś szczególnym udręczeniem, bo sam wnioskodawca na takowe nie wskazywał. Oczywiście rozłąka z bliskimi, wymienione wyżej niedogodności, czy strach o los członków rodziny, zwiększały skalę cierpień wnioskodawcy. Także wielokrotność przesłuchań, straszenie negatywnymi skutkami dla braci, czy pozbawienie w czasie przesłuchań możliwości jedzenia i picia skalę cierpień wnioskodawcy zwiększało. Trzeba także zgodzić się z apelującą, wbrew stanowisku wyrażonemu w apelacji pełnomocnika reprezentanta Skarbu Państwa, że drżenie rąk stanowiło jednak następstwo m.in. faktu zatrzymania, przesłuchań i toczącego się procesu. Jak bowiem zeznał wnioskodawca, drżenie rąk pojawiło się u niego około 2-3 miesiące po sprawie, co w sposób wręcz oczywisty i bez potrzeby sięgania po wiedzę specjalną, wskazywało, że to niedawne wydarzenia jeżeli nie były jedyną to na pewną jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy. Oczywiste też było, że świadomość, iż represje jakie spotkały wnioskodawcę, wynikały z prowadzenia szlachetnej działalności, skalę cierpień zwiększało. Z drugiej jednak strony nie sposób było podzielić poglądów Sądu I instancji, co zasadnie podniósł w apelacji pełnomocnik przedstawiciela Skarbu Państwa, jakoby we wskazanym wyżej bezpośrednim i adekwatnym związku przyczynowym z wydaniem lub wykonaniem wyroku Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. z dnia 28 grudnia 1982 r., syg. akt R III Nk 42/82, pozostawały krzywdy wynikłe z nakłaniania wnioskodawcy do współpracy z ówczesnymi organami bezpieczeństwa państwa, przesłuchań już po zakończeniu postępowania i wydaniu wyroku, śledzenia, czy ewentualnego utrudniania kontynuowania nauki. Wszystkie bowiem powyższe zdarzenia miały miejsce jakiś czas po wydaniu wyroku, w żaden sposób nie wynikały z jego treści i na pewno nie były następstwem jego wykonania, skoro wobec wnioskodawcy zastosowano faktycznie jedynie dozór kuratora sądowego (umieszczenie w zakładzie poprawczym zostało zawieszone). Oczywiście nie ma podstaw do negowania prawdziwości twierdzeń wnioskodawcy co do tego, że po wydaniu wyroku był on przesłuchiwany, że namawiano go do współpracy, czy że był śledzony. Jednocześnie jednak zauważyć należy, że sam wnioskodawca przyznał, iż przesłuchania owe następowały wówczas, gdy miały miejsce jakieś wydarzenia o charakterze niepodległościowym (np. gdy zginęła jakaś tablica pamiątkowa), że był śledzony bo szukano jego kolegę M. S., czy że nadal prowadził działalność opozycyjną, chociaż na mniejszą skalę. Oczywiste zatem jest, że rozważane tutaj działania miały w dużej części charakter prewencyjny związany z kontynuowaniem przez wnioskodawcę działalności opozycyjnej, jak również podyktowane były względami praktycznymi (poszukiwanie określonej osoby) a nie stanowiły bezpośredniego następstwa wydania lub wykonania wyroku. Podobnie rzecz się miała z nakłanianiem wnioskodawcy do współpracy z organami bezpieczeństwa państwa. Trudno bowiem uznać, aby nakłanianie owo wynikało z wykonania lub wydania wyroku zwłaszcza, że fakt wydania tego ostatniego wręcz związek taki wykluczał. Nie sposób racjonalnie zakładać, że następstwem zastosowania środka poprawczego i to za działalność opozycyjną było nakłanianie do współpracy, która możliwość owej współpracy wręcz przekreślała. Nakłanianie owo wiązać można ewentualnie z liczeniem na wiedzę wnioskodawcy, czy nadzieją, że posiada on takie cechy, że uda się go do współpracy nakłonić (co się nie powiodło), ale na pewno nie z faktem wydania, czy wykonania wyroku poddającego wnioskodawcę dozorowi kuratora sądowego. Automatycznie też nie sposób uznać szykanowania przez nauczycieli, czy w miejscu zamieszkania, za skutku wydania lub wykonania wyroku. Pomijając bowiem to, że w ówczesnych realiach przejawy oporu wobec ówczesnych władz były powszechnie akceptowane i szanowane, zauważyć należy, że sam wnioskodawca w tym zakresie zeznał, że reakcje w szkole były różne, jedni patrzyli z sentymentem, a inni nie, dało się to wyczuć, w środowisku kościelnym nie było problemu (k. 127v). Nawet zatem gdyby pewne reakcje w szkole były następstwem wydania wyroku, to na pewno nie były one tego rodzaju by zwiększyć skalę cierpień pokrzywdzonego w jakiś istotny sposób.
Na pewno też nie pozostawał w bezpośrednim i adekwatnym związku przyczynowym z wydaniem lub wykonaniem wyroku fakt niedostania się pokrzywdzonego na studia. Wprawdzie wnioskodawca, zgodnie z tym co podawał, nie dostał się na studia, ale sam w sobie fakt ten nie świadczył o wpływie wydania, czy wykonania wyroku na plany wnioskodawcy w zakresie dalszej edukacji. Zauważyć bowiem należy, że sam K. B. (1) z jednej strony stwierdził, że zdał egzamin wstępny na studia śpiewająco, a pomimo tego nie dostał się na studia, a z drugiej strony szczerze podał, że „ktoś w tym palce pomaczał, żebym się nie dostał” ale nie wie na ile jest to prawda. O ile zatem rzeczywiście często osoby skazywane za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego z tego powodu miały trudności w dostaniu się na studia, czy w znalezieniu pracy, o tyle nie oznacza to automatycznie, że taka sytuacja miała miejsce także w przypadku wnioskodawcy. Skoro zaś sam wnioskodawca nie miał pewności co do przyczyny niedostania się na studia, to nie sposób uznać w sposób pewny, że fakt ten był następstwem wydania, czy wykonania wyroku. Zresztą, skoro niewątpliwie miał on miejsce w spory czas po wydaniu owego wyroku, to nie sposób wykluczyć, że był on następstwem kontynuowania działalności niepodległościowej, a nie skutkiem i to bezpośrednim, wydania, czy wykonania wyroku.
Wreszcie, zauważyć należy, że samo wykonanie wyroku nie wiązało się z jakimikolwiek dolegliwościami. Orzeczony bowiem środek poprawczy był środkiem w zawieszeniu, a na temat jakichkolwiek uciążliwości, czy cierpień spowodowanych wykonywaniem dozoru sam wnioskodawca się nie wypowiadał. Nie sposób w takiej sytuacji uznać, aby ta ostatnia okoliczność przysporzyła wnioskodawcy jakiś cierpień, skoro nic takiego nie pamiętał, a np. świadek P. C. podał, że co jakiś czas przychodził kurator i również nie wskazywał aby z tego powodu doznał jakiś krzywd. Jeden zaś ze świadków nazwał nawet dozór fikcją. Rozważana zatem tutaj okoliczność nie mogła mieć jakiegokolwiek wpływu na wysokość zasądzonego odszkodowania.
Ostatecznie zatem uznać należało, że kilkudniowa izolacja, brak kontaktu z najbliższymi, wielokrotne przesłuchania do czasu wydania wyroku, brak w tym czasie możliwości picia i jedzenia, zastraszanie w czasie przesłuchań, obawa o los najbliższych, zwłaszcza braci, nienajlepsze, ale nie takie jak starała się je przedstawić apelująca, warunki izolacji (kilkuosobowe pomieszczenia, obowiązek noszenia pidżam, konieczność uzyskania klucza do toalety) czy niewątpliwie poczucie krzywdy, że z powodu walki o wolność Polski jest się pozbawionym wolności oraz młody wiek wnioskodawcy, nakazywały zasądzenie zadośćuczynienia w odczuwalnej dla wnioskodawcy kwocie. Z drugiej jednak strony młody wiek pokrzywdzonego powodował, co ten sam przyznał, że nie do końca zdawał sobie sprawę z wywieranych nacisków, czy presji. To zaś niewątpliwie skalę doznanych cierpień zmniejszało. Wnioskodawca przebywał też w Izbie Dziecka, a więc w miejscu właściwym do osadzania osób w tym wieku co on, nie stosowano wobec niego jakiejkolwiek przemocy fizycznej, miał też dostęp do jedzenia i możliwość wykonania, przynajmniej w podstawowym zakresie, zabiegów higienicznych. Ponadto, jako to wyżej wskazano, niektóre okoliczności, które Sąd I instancji przyjął jako mające wpływ na stopień cierpień fizycznych i psychicznych małoletniego, nie pozostawały w adekwatnym i bezpośrednim związku przyczynowym z faktem wydania i wykonania wyroku, na co słusznie zwrócił uwagę pełnomocnik przedstawiciela Skarbu Państwa. Ważąc zatem te okoliczności uznać należało, że wbrew sugestiom apelujących sama zasądzona kwota zadośćuczynienia była adekwatna do doznanych przez wnioskodawcę cierpień. Potrzebę jej ewentualnego nieznacznego zwiększenia równoważył fakt konieczności eliminacji wskazanych w apelacji pełnomocnika przedstawiciela Skarbu Państwa okoliczności. Jednocześnie nadmienić należy, że wskazywane przez pełnomocnika przedstawiciela Skarbu Państwa okoliczności nie były tego rodzaju by mogły skutkować tak drastycznym, jak postulowany, stopniem obniżenia zasądzonego zadośćuczynienia. Wreszcie, zasądzona kwota stanowiąca co najmniej trzykrotność średniego wynagrodzenia, jawi się jako z jednej strony wartość odczuwalna, a z drugiej strony nie stanowi nadmiernego wzbogacenia, będąc adekwatną do panujących w Polsce realiów ekonomicznych.
|
|
Tak jak w przypadku zarzutów dotyczących zasądzonego zadośćuczynienia i z tych samych przyczyn, wymienione wyżej zarzuty ocenione zostały łącznie. Faktycznie bowiem sprowadzały się one do wykazania, że koszty sądowe nałożone na mocy wyroku Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. z dnia 28 grudnia 1982 r., sygn. akt R III Nk 42/82, a obejmujące koszty sporządzenia opinii (1035 zł) oraz kwoty po 100 zł miesięcznie za dozór kuratora sądowego, stanowiły szkodę wynikającą z wydania i wykonania powyższego wyroku oraz szkodę, której wystąpienie Sąd I instancji co do zasady przesądził. Ponadto apelująca starała się wykazać, że w sytuacji, w której Sąd I instancji miał jedynie trudności z ustaleniem wysokości odszkodowania, winien sięgnąć po regułę określoną w art. 322 k.p.c. i zasądzić odszkodowanie według swojej oceny biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy. Tymczasem lektura pisemnych motywów zaskarżonego wyroku wskazuje, że faktycznie Sąd I instancji uznał, że w przypadku K. B. (1) „szkoda nie powstała”, wymienione wyżej koszty obciążyły jedynie rodziców wnioskodawcy i to na ich sytuacji majątkowej jedynie się odbiły, a rodzice wnioskodawcy nie posiadają uprawnienia do dochodzenia odszkodowania. Twierdzenie zatem o przesądzeniu faktu poniesieniu szkody i jedynie trudnościach w ustaleniu jej wysokości, najdelikatniej rzecz ujmując, były oderwane od realiów sprawy. Na marginesie zatem jedynie zauważyć należy, że samo ustalenie wysokości szkody nie byłoby trudne bo wynikało z konkretnej kwoty wskazanej w wyroku oraz z przemnożenia czasu dozoru przez kwotę 100 złotych oraz oczywiście dostosowania owych kwot do obecnych realiów. Rzecz jednak w tym, że jak to wyżej stwierdzono, Sąd I instancji uznał, że odszkodowanie wnioskodawcy po prostu się nie należało, bo on osobiście szkody nie poniósł. Sąd I instancji nie negował przy tym faktu zasądzenia w wyroku Sądu Rejonowego w Gorzowie Wlkp. z dnia 28 grudnia 1982 r. wymienionych wyżej kosztów. Sąd ten jedynie uznał, że owe koszty zostały zasądzone od rodziców wnioskodawcy (co wprost wynika z wymienionego wyżej wyroku - pkt VI) a tym samym stanowiły szkodę, którą ponieśli rodzice wnioskodawcy, a nie on sam. Takie zaś stanowisko, wbrew wywodom apelującej, zasługiwało na pełną akceptację. Zauważyć bowiem należy, że zadośćuczynienie lub odszkodowanie, zgodnie z dyspozycją art. 8 ust. 1 ustawy lutowej, odnosi się do krzywdy lub szkody poniesionej przez osobę represjonowaną, a nie jej rodzinę (por. wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 8 listopada 2010 r., II AKa 213/10, LEX nr 785259). Wprawdzie w chwili wydania i wykonania wyroku wnioskodawca pozostawał na utrzymaniu swoich rodziców, ale fakt ten absolutnie nie mógł przesądzić o tym, że również on jest poszkodowanym w zakresie kosztów postępowania i opłaty za dozór. Oczywiście oboje małżonkowie obowiązani są, każdy według swych sił oraz swych możliwości zarobkowych i majątkowych, przyczyniać się do zaspokajania potrzeb rodziny, którą przez swój związek założyli (art. 27 k.r.io.). Czym innym jest jednak przyczynianie się do zaspakajania potrzeb rodziny, a czym innym kwestia poniesienia szkody przez samego wnioskodawcę. Nie do przyjęcia jest bowiem wnioskowanie apelującej, a wydaje się, że takim się kierowała, że skoro rodzice uiścili koszty udziału w sprawie obrońcy to niejako automatycznie zmuszeni byli z tego powodu do odmowy synowi jakiś wydatków. Nie wykazano jednak takiego związku, a wnioskodawca w tym zakresie nie przedstawił jakichkolwiek okoliczności, zwłaszcza nie wykazał, czy i w jakim konkretnie zakresie doszło do zmniejszenia wydatków na jego osobę (nie sposób wykluczyć, że środki przeznaczone na koszty udziału w sprawie adwokata skutkowały zmniejszeniem nakładów na rodziców, a nie na syna). Brak jest zatem jakiegokolwiek przełożenia faktu zapłaty przez rodziców rozważanych tutaj kosztów, na szkodę jaką miałby ponieść sam wnioskodawca. Nie sposób też uznać, aby zasady logiki i doświadczenia życiowego wskazywały na niejako automatyczne przełożenie wydatkowania przez rodziców niezbyt dużej kwoty, na pogorszenie sytuacji dziecka, a doświadczenie życiowe raczej wskazuje, że odbyło się to kosztem potrzeb rodziców, niż dziecka. Zasadnie zatem Sąd I instancji uznał, że szkodę w zakresie rozważanych tutaj kosztów postępowania ponieśli jedynie rodzice wnioskodawcy, bo tych bezpośrednio obciążał obowiązek zapłaty kosztów sądowych, a tym odszkodowanie na podstawie cytowanego wcześniej przepisu po prostu nie przysługuje. O jakiejkolwiek obrazie wskazanych w zarzutach apelacji pełnomocnika wnioskodawcy przepisów nie mogło być mowy.
|