Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie, wyrokiem z dnia 11 kwietnia 2018 r., oddalił skargę M. Z. P. P. U. i K. S. Sp. z o.o. w N. na decyzję Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej z dnia [...] czerwca 2017 r., w przedmiocie oddalenia wniosku o unieważnienia prawa ochronnego na znak towarowy.
Sąd I instancji orzekał w następującym stanie sprawy:
w dniu 4 stycznia 2017 r. skarżąca wniosła do Urzędu Patentowego RP o unieważnienie prawa ochronnego na znak towarowy "M." o numerze [...] udzielonego na rzecz "S. O." Sp. z o.o. w Ł. G., przeznaczonego do oznaczania smarów, olejów silnikowych, olejów do smarowania. W motywach żądania strona wskazał, że spółka S. O. konkuruje na rynku z działającym pod firmą O. J. W., którego działalność ma wobec spółki M. charakter partnerski. Ponadto J. W. jest głównym wspólnikiem spółki M. zaś jego działalność bazując na powiązaniu kapitałowym firm ma w swojej ofercie znaczne ilości części zamiennych, narzędzi wyposażenia warsztatów oraz środków smarnych pod marką M.. Zdaniem wnioskodawczyni analiza wpisu "S. O." w KRS oraz wpisu O. J. W. w CEIDG pozwala stwierdzić, że przedmiot działalności obu przedsiębiorców częściowo się pokrywa. Zarejestrowanie zaś znaku wykorzystywanego dotychczas przez M. sp. z o.o., zdaniem skarżącej, otwiera drogę do działań utrudniających dalsze prowadzenie działalności zarówno przez M. sp. z o.o. jak i przedsiębiorstwo O.. W ocenie wnioskodawczyni zarejestrowanie przez S. O. znaku, który jest identyczny z wykorzystywanym od wielu lat na rynku motoryzacyjnym przez spółkę M. świadczyło o złej wierze spółki S. O..
Uprawniona w odpowiedzi wniosła o oddalenie wniosku w całości wskazując, że strony postępowania nie są wobec siebie przedsiębiorstwami konkurencyjnymi, gdyż prowadzą rożne działalności gospodarcze. Wskazała ponadto, iż wnioskodawczyni nie wykazała, że J. W. faktycznie wykorzystuje znak M. przy sprzedaży własnych smarów.
Objętą skargą decyzją organ oddalił wniosek.
W ocenie organu wnioskodawczyni nie wykazała, że uprawniona dokonując zgłoszenia spornego znaku, działał w złej wierze.
Organ stwierdził, że towary objęte ochroną spornego znaku i przedmiot działalności wnioskodawczyni nie pokrywają się i obejmują zupełnie inne rynki. Wobec tego nie można było doszukiwać się w działaniach uprawnionej próby ograniczenia działalności wnioskodawczyni. Wskazał również, że nie podlega ochronie przyszła działalność, którą wnioskodawczyni ewentualnie planuj podjąć w przyszłości, wobec czego i w tym aspekcie nie można było uznać działania uprawnionej za podjęte w złej wierze, gdyż nie uwzględniało ewentualnych planów skarżącej spółki co do rozszerzenia jej działalności o odległy rodzajowo obszar działalności.
Nie wykazano także, że strony miały jakiekolwiek powiązania handlowe, a uprawniona zmierzała do nagannego wykorzystania tych powiązań. Nie zostało też wykazane, że uprawniona zamierzała wkraczać w jakikolwiek sposób w sferę dzielności gospodarczej wnioskodawczyni.
Zdaniem organu oba znaki mogą współistnieć na rynku nie szkodząc sobie wzajemnie, gdyż określenie M. nie jest oznaczeniem wysoce fantazyjnym, należy ono do języka potocznego i potencjalnemu odbiorcy będzie sugerowało wielkie rozmiary lub duże natężenie jakiejś cechy towaru. Trudno było zatem uznać, że samo użycie tego określenia będzie przesądzało o naganności zachowania uprawnionej, w sytuacji gdy strony prowadzą odmienne działalności i nie są konkurentami.
Za pozostającą bez znaczenia dla sprawy organ uznał okoliczność, że kontrahent wnioskodawcy – O. J. W. - działa w tej samej branży co uprawniona, posługując się określeniem M. w swojej działalności. Stwierdził w tym zakresie, że w postępowaniu spornym nie można skutecznie powoływać się na ewentualne naruszenie praw osób trzecich, niebiorących udziału w postępowaniu. Powiązania osobowe skarżącej spółki z przedsiębiorstwem O. J. W., nie czynią z tego podmiotu strony postępowania, gdyż jest to nadal podmiot odrębny w stosunku do wnioskodawczyni.
Sąd I instancji oddalając skargę na tą decyzję, stwierdził, że wnioskodawczyni nie wykazała, iż uprawniona, dokonując zgłoszenia spornego znaku, działała w złej wierze. Sam fakt ewentualnej wiedzy o używaniu danego oznaczenia przez innego przedsiębiorcę nie wystarcza do postawienia zarzutu zgłoszenia znaku towarowego w złej wierze.
Stwierdza, że mimo, iż zakres działalności wnioskodawcy oraz zakres ochrony spornego znaku należą do branży motoryzacyjnej to towary objęte ochroną spornego znaku i przedmiot działalności wnioskodawczyni nie pokrywają się i obejmują zupełnie inne rynki. Branża motoryzacyjna jest bardzo szerokim działem gospodarki i nie można jednakowo traktować wszystkich towarów i usług tworzących tę część działalności gospodarczej.
Zdaniem Sądu I instancji nie można było doszukiwać się w działaniach uprawnionej próby ograniczenia działalności wnioskodawczyni. Wskazał, że czym innym jest montowanie naczep ciężarówek a czym innym produkcja smarów.
Sąd podzielił pogląd organu, że ochrona z ustawy z dnia 30 czerwca 2000 roku Prawo własności przemysłowej (tj. Dz.U. z 2013 r., poz. 1410 ze zm., dalej: p.w.p.) nie obejmuje przyszłej, potencjalnej działalność, którą wnioskodawca ewentualnie planuj podjąć w nieokreślonym czasie. Nie można było zatem uznać działania uprawnionej za podjęte w złej wierze, ponieważ nie uwzględniało ono ewentualnych planów biznesowych wnioskodawczyni co do ewentualnego rozszerzenia jej działalności o inny asortyment towarów.
Za również zasadne Sąd uznał stwierdzenie organu, że w toku postępowania nie wykazano, iż strony miały jakiekolwiek powiązania handlowe, a uprawniony zmierzał do nagannego wykorzystania tych powiązań. Nie zostało też wykazane, że uprawniona zamierzała wkraczać w jakikolwiek sposób w sferę dzielności gospodarczej wnioskodawczyni.
Zdaniem Sądu I instancji oba znaki mogą współistnieć na rynku nie szkodząc sobie wzajemnie. Podzielił przy tym pogląd organu, że określenie M. nie jest oznaczeniem wysoce fantazyjnym. Należy ono do języka potocznego i potencjalnemu odbiorcy będzie sugerowało wielkie rozmiary lub duże natężenia jakiejś cechy towaru. Trudno więc było uznać za zasadne stanowisko wnioskodawczyni, że samo użycie tego określenia będzie przesądzało o naganności zachowania uprawnionego, w sytuacji gdy strony prowadzą odmienne działalności i nie są konkurentami.
Sąd zgodził się także ze stanowiskiem organu, że w sprawie nie miała znaczenia okoliczność, iż kontrahent wnioskodawcy – O. J. W. – działa w tej samej branży co uprawniona posługując się określeniem M. w swojej działalności, a to z uwagi na odrębność gospodarczą skarżącej spółki i przedsiębiorstwa O..
Konkludując, Sąd I instancji stwierdził, że w sprawie brak było podstaw do uznania, że zgłoszenie spornego znaku nastąpiło w warunkach złej wiary.
W podstawie prawnej wyroku podano art. 151 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz. U. z 2016 r., poz. 718 ze zm., dalej: p.p.s.a.).
M. Z. P. P. U. i K. S. Sp. z o.o. w N., skargą kasacyjną zaskarżyła w całości wyrok Sądu I instancji zarzucając mu naruszenie art. 164 w związku z art. 131 ust. 2 pkt 1 oraz art. 255 ust. 1 pkt 1 p.w.p. w brzmieniu na dzień 15 grudnia 2014 roku poprzez ich niewłaściwe zastosowanie i przyjęcie, iż uprawniony nie działał w złej wierze rejestrując sporny znak towarowy, tym samym nie ma podstaw do unieważnienia prawa ochronnego na znak towarowy.
Podnosząc ten zarzut skarżąca kasacyjnie wniosła o uchylenie zaskarżonego wyroku i rozpoznanie skargi, ewentualnie uchylenie zaskarżonego wyroku i przekazanie sprawy Wojewódzkiemu Sądowi Administracyjnemu w Warszawie do ponownego rozpoznania. Wniosła również o zasądzenie zwrotu kosztów postępowania, w tym kosztów zastępstwa procesowego według norm przepisanych oraz o rozpoznanie sprawy na rozprawie.
Naczelny Sąd Administracyjny nie uwzględnił wniosku skarżącej kasacyjnie o rozpoznanie sprawy na rozprawie. Zgodnie z art. art. 15 zzs4 ust. 3 w zw. z ust. 1 ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2021 r., poz. 2095 ze zm. ) przewodniczący może zarządzić przeprowadzenie posiedzenia niejawnego, jeżeli uzna rozpoznanie sprawy za konieczne, a przeprowadzenie wymaganej przez ustawę rozprawy mogłoby wywołać nadmierne zagrożenie dla zdrowia osób w niej uczestniczących i nie można przeprowadzić jej na odległość z jednoczesnym bezpośrednim przekazem obrazu i dźwięku. Na posiedzeniu niejawnym w tych sprawach sąd orzeka w składzie trzech sędziów. (por.: uchwała składu siedmiu sędziów NSA z 30 listopada 2020 r., sygn. akt II OPS 6/19).
Naczelny Sąd Administracyjny zważył, co następuje:
Skarga kasacyjna nie ma usprawiedliwionych podstaw.
Zgodnie z art. 183 § 1 p.p.s.a., Naczelny Sąd Administracyjny rozpoznaje sprawę w granicach skargi kasacyjnej, bierze jednak z urzędu pod uwagę nieważność postępowania. W niniejszej sprawie nie występują przesłanki nieważności postępowania sądowoadministracyjnego enumeratywnie wyliczone w art. 183 § 2 p.p.s.a. Z tego względu Naczelny Sąd Administracyjny przy rozpoznaniu sprawy związany był granicami skargi kasacyjnej. Granice te są wyznaczone wskazanymi w niej podstawami, którymi – zgodnie z art. 174 p.p.s.a. – może być naruszenie prawa materialnego przez błędną jego wykładnię lub niewłaściwe zastosowanie (art. 174 pkt 1 p.p.s.a.) albo naruszenie przepisów postępowania, jeżeli uchybienie to mogło mieć istotny wpływ na wynik sprawy (art. 174 pkt 2 p.p.s.a.). Związanie Naczelnego Sądu Administracyjnego granicami skargi kasacyjnej polega na tym, że jest on władny badać naruszenie jedynie tych przepisów, które zostały wyraźnie wskazane przez stronę skarżącą i nie może we własnym zakresie konkretyzować zarzutów skargi kasacyjnej, uściślać ich ani w inny sposób korygować.
Dodać też trzeba, że autor skargi kasacyjnej, konstruując zarzuty w oparciu o przepis art. 174 pkt 2 p.p.s.a., zobowiązany był na podstawie art. 176 § 1 pkt 2 p.p.s.a. do wskazania, jaki był związek naruszenia przepisów określonych w skardze kasacyjnej z rozstrzygnięciem. Brak wskazania takiej relacji między naruszeniem a rozstrzygnięciem jest istotnym brakiem skargi kasacyjnej i powoduje niemożność jej uwzględnienia w tym zakresie. Skutecznym zarzutem naruszenia prawa procesowego może być tylko ten, który wskazuje na istnienie istotnego wpływu naruszenia na rozstrzygnięcie sprawy, bo art. 174 pkt 2 p.p.s.a. odwołuje się do takiej przesłanki. Zatem nie wszystkie naruszenia przepisów postępowania mogą być skutecznym zarzutem kasacyjnym, ale tylko takie, które miały istotny wpływ na wyrok. Wpływ ten w sposób jednoznaczny musi wykazać strona, zaniechanie zaś tego obowiązku powoduje, że niemożliwa staje się merytoryczna ocena zarzutów naruszenia przepisów postępowania. Celem tego przepisu jest bowiem wykluczenie sytuacji, w której przeprowadzana kontrola instancyjna miałaby w istocie pozorny charakter w tym sensie, że wprawdzie prowadziłaby do usunięcia z obrotu prawnego kwestionowanego aktu, jednak po to tylko, aby powtórzyć określone działania z tym samym co poprzednio wynikiem. Dla uznania za usprawiedliwioną podstawę kasacyjną z art. 174 pkt 2 p.p.s.a. konieczne jest zatem jednoczesne stwierdzenie, że uchybienie to mogło mieć istotny wpływ na wynik sprawy, a więc wykazanie, że następstwa stwierdzonych wadliwości postępowania były tego rodzaju lub skali, iż kształtowały one lub współkształtowały treść kwestionowanego w sprawie orzeczenia. Wpływ ten należy wiązać z hipotetycznymi następstwami uchybień przepisom postępowania (wyroki NSA z: 23 listopada 2018 r., sygn. akt I OSK 41/17, 14 marca 2018 r., sygn. akt II FSK 2480/17).
Odnosząc się do pomieszczonych w skardze kasacyjnej zarzutów zauważyć należy, iż strona nie wskazuje, które z nich są zarzutami naruszenia prawa procesowego, a które zarzutami naruszenia prawa materialnego, co stanowi o nieprawidłowej konstrukcji skargi kasacyjnej. Przechodząc zatem do ich łącznej analizy, z uwagi na sposób ich sformułowania i uargumentowania, Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że nie są one zasadne. Zdaniem skarżącego kasacyjnie Sąd I instancji naruszył "art. 164 w związku z art. 131 ust. 2 pkt 1 oraz art. 255 ust. 1 pkt 1 p.w.p. w brzmieniu na dzień 15 grudnia 2014 roku poprzez ich niewłaściwe zastosowanie i przyjęcie, iż uprawniony nie działał w złej wierze rejestrując sporny znak towarowy, tym samym nie ma podstaw do unieważnienia prawa ochronnego na znak towarowy." Wskazać trzeba, iż w skardze do WSA skarżący sformułował tożsame zarzuty. Przypomnieć trzeba, iż art. 164 p.w. (w stanie prawnym obowiązującym w tej sprawie) stanowił, iż: "Prawo ochronne na znak towarowy może być unieważnione, w całości lub w części, na wniosek każdej osoby, która ma w tym interes prawny, jeżeli wykaże ona, że nie zostały spełnione ustawowe warunki wymagane do uzyskania tego prawa." Natomiast art. 131 ust.2 pkt 1 p.w.p. zawierał następujące unormowania: "2. Nie udziela się praw ochronnych na oznaczenia, jeżeli: 1) zostały zgłoszone w złej wierze do Urzędu Patentowego w celu uzyskania ochrony". Nadto art. 255 ust. 1 pkt 1 p.w.p. wskazuje, iż Urząd Patentowy RP w trybie postępowania spornego rozstrzyga sprawy o unieważnienia prawa ochronnego na znak towarowy.
"Zła wiara", o której mowa jest w treści art. 131 ust. 2 pkt 1 p.w.p. jest jedną z tzw. "bezwzględnych przeszkód rejestracyjnych". Jak podkreśla się w literaturze i orzecznictwie obowiązujące prawo nie zawiera legalnej definicji złej lub dobrej wiary. Domniemanie dobrej wiary zgłaszającego na gruncie ustawy – Prawo własności przemysłowej wyprowadza się z prawa cywilnego, tj. z art. 7 K.c. w zw. z art. 1 K.c. "Wobec przyjętego w literaturze przedmiotu i orzecznictwie domniemania zgłoszenia znaku towarowego w dobrej wierze, ciężar dowodu istnienia złej wiary obciąża podmiot wywodzący z tego faktu skutki prawne. Oczywistym jest, że dowody zgłoszone przez stronę na poparcie jej twierdzeń, winny być oceniane w ich całokształcie i we wzajemnym powiązaniu." (por. wyrok WSA w Warszawie z 27.11.2008 r, sygn. akt VI SA/Wa 1388/07). Niemniej sprawa stwierdzenia nastąpienia zgłoszenia znaku w złej wierze jest o tyle bardziej skomplikowana, że – jak jednomyślnie przyjmuje się w judykaturze – sama wiedza zgłaszającego o znaku konkurenta nie jest okolicznością wystarczająca do przypisania mu złej wiary. Konieczne jest do tego jeszcze wystąpienie u zgłaszającego złej intencji czy woli w uzyskaniu prawa do znaku, gdyż wspomniana wiedza per se o tym nie świadczy (por. np.: wyrok TSUE z 11.06.2009 r., C-529/07 w spr. Lindt v. Hauswirth [Goldhase], Zb.Orz. 2009, s. I-04893 oraz z 27.06.2013 r., C-320/12 Malysia Dairy Industries. Pte.Lidt. v. Ankenavnet for Patenter og Varenmarker, Legalis; M. Trzebiatowski [w:] Prawo własności przemysłowej, Komentarz, red. J. Sieńczyło-Chlabicz, Wydawn. C.H.Beck, Warszawa 2020, s. 756). "Jak bowiem przyjmuje się powszechnie w doktrynie prawa, zgłoszenie znaku w złej wierze ma miejsce wówczas, gdy dochodzi do niego pomimo wiedzy lub choćby w wyniku niewiedzy, będącej następstwem niedołożenia należytej staranności, o istnieniu cudzego prawa podmiotowego lub przynajmniej interesu chronionego w inny sposób, które może być przez to naruszone, lub gdy jest ono dokonane w innym celu niż nabycie prawa do odróżniania własnych towarów lub usług. Chodzi tu zatem o nieuczciwy zamiar zgłaszającego znak, wiedzącego o tym, że przejmuje cudze oznaczenie i że może je wykorzystać nie po to, by sygnować nim określone towary lub usługi, lecz po to, by uzyskać kontrolę nad czynieniem tego przez tych, którzy autentycznie chcieliby to robić. Ten nieuczciwy zamiar jest przez to łączony głównie ze spekulacyjnym celem zgłoszenia znaku, bądź w każdym razie dążeniem do uzyskania przez zgłaszającego profitów z wydania zezwoleń na używanie tego znaku przez inne podmioty. Nieuczciwość w zgłoszeniu znaku może też polegać na zamiarze w ogóle blokowania lub ograniczania korzystania z niego przez inne zainteresowane osoby. Biorąc za podstawę stwierdzenia złej wiary w zgłoszeniu znaku towarowego jego sprzeczność z funkcją tego znaku, należałoby za przypadek takiego zgłoszenia uznać również ubieganie się o rejestrację znaku w celu uzyskania jej na zapas lub uczynienia z tak chronionego znaku jedynie defensywnego narzędzia w walce konkurencyjnej." (M. Trzebiatowski [w:] Prawo....tamże, s. 756-757).
Przenosząc te rozważania na grunt rozpatrywanej sprawy NSA stwierdził, iż zasadnie Sąd I instancji uznał, że w analizowanej sprawie wnioskodawca nie wykazał, że uprawniony, dokonując zgłoszenia spornego znaku, działał w złej wierze. Zaś sam fakt ewentualnej wiedzy o używaniu danego oznaczenia przez innego przedsiębiorcę nie wystarcza do postawienia zarzutu zgłoszenia znaku towarowego w złej wierze. WSA stwierdził, że: "z akt sprawy wynika, iż wnioskodawca prowadzi działalność w zakresie produkcji naczep samowyładowczych (wywrotek), naczep skrzyniowych, naczep i przyczep niskopodwoziowych, naczep i przyczep kłonicowych oraz osi jezdnych do naczep i przyczep. Natomiast sporny znak towarowy przeznaczony jest do oznaczania smarów, olejów silnikowych i olejów do smarowania. Mimo, że zakres działalności wnioskodawcy oraz zakres ochrony spornego znaku należą do branży motoryzacyjnej to towary objęte ochroną spornego znaku i przedmiot działalności wnioskodawcy nie pokrywają się i obejmują zupełnie inne rynki. Branża motoryzacyjna jest bardzo szerokim działem gospodarki i nie można jednakowo traktować wszystkich towarów i usług tworzących tę część działalności gospodarczej. Zdaniem Sądu nie można doszukiwać się w działaniach uprawnionego próby ograniczenia działalności wnioskodawcy. Czym innym jest montowanie naczep ciężarówek a czym innym produkcja smarów. Stwierdzić także należy, że ochrona z ustawy prawo własności przemysłowej nie obejmuje także przyszłej, potencjalnej działalność, którą wnioskodawca ewentualnie planuj podjąć w nieokreślonym czasie. Nie można zatem uznać działania uprawnionego za podjęte w złej wierze, ponieważ nie uwzględniało ono ewentualnych planów biznesowych wnioskodawcy co do ewentualnego rozszerzenia jego działalności o inny asortyment towarów. Organ patentowy zasadnie wskazał, że w toku postępowania nie wykazano, że strony miały jakiekolwiek powiązania handlowe, a uprawniony zmierzał do nagannego wykorzystania tych powiązań. Nie zostało też wykazane, że uprawniony zamierzał wkraczać w jakikolwiek sposób w sferę dzielności gospodarczej wnioskodawcy." (s. 9 uzasadnienia zaskarżonego wyroku WSA).
W konsekwencji niewadliwie Sąd I instancji, za organem, uznał, iż oba znaki mogą współistnieć na rynku nie szkodząc sobie wzajemnie. Słusznie uznał Urząd Patentowy, że określenie "M." nie jest oznaczeniem wysoce fantazyjnym. Należy ono do języka potocznego i potencjalnemu odbiorcy będzie sugerowało wielkie rozmiary lub duże natężenie jakiejś cechy towaru. Trudno więc było uznać za zasadne stanowisko wnioskodawcy, iż samo użycie tego określenia będzie przesądzało o naganności zachowania uprawnionego, w sytuacji gdy strony prowadzą odmienne działalności i nie są konkurentami.
Naczelny Sąd Administracyjny podziela także pogląd WSA i organu (UP RP), że w tej sprawie nie ma znaczenia okoliczność, iż kontrahent wnioskodawcy – O. J. W. - działa w tej samej branży co uprawniony posługując się określeniem "M." w swojej działalności. Słusznie WSA podkreślił, iż w postępowaniu spornym przed Urzędem Patentowym nie można skutecznie powoływać się na ewentualne naruszenie praw osób trzecich, nie biorących udziału w postępowaniu. Mimo, że przedsiębiorstwo O. J. W. powiązane jest osobowo z wnioskodawcą, to jednak jest to odrębny podmiot gospodarczy, który nie był stroną w przedmiotowym postępowaniu. Ponadto jak zaznaczył Sąd I instancji w aktach analizowanej sprawy nie ma żadnych dowodów potwierdzających stosowanie określenia "M." przez kontrahenta wnioskodawcy w swojej działalności do oznaczania smarów, olejów silnikowych i olejów do smarowania.
Reasumując niewadliwie Sąd I instancji uznał, że w tej sprawie brak było podstaw do stwierdzenia, że zgłoszenie spornego znaku nastąpiło w warunkach złej wiary. W tych okolicznościach Urząd Patentowy zasadnie orzekł o oddaleniu wniosku o unieważnienie prawa ochronnego na znak towarowy "M." o numerze [...], udzielonego na rzecz S. O.sp. z o.o.
Naczelny Sąd Administracyjny także nie dopatrzył się w tej sprawie naruszenia wskazanych wyżej, a pomieszczonych w skardze kasacyjnej, przepisów prawa.
Mając powyższe na uwadze, Naczelny Sad Administracyjny, na podstawie art. 184 p.p.s.a. skargę kasacyjna oddalił.